http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Psycholog: Zawiesili sześciolatki w szkolnej próżni

Olga Szpunar
2011-11-28, ostatnia aktualizacja 2011-11-27 20:43

W przygotowaniu szkół na przyjęcie sześciolatka nie chodzi o kolorowe dywaniki i o to, by na przerwie mógł jak szalony w kółko zjeżdżać ze zjeżdżalni, ale żeby nauczyciele umieli z nim pracować. Im bardziej odsuniemy reformę w czasie, tym później to osiągniemy - mówi dr Witold Ligęza.

SP nr 90: klasa dla sześciolatków
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
SP nr 90: klasa dla sześciolatków
SONDAŻ
Sześciolatki do szkoły za dwa lata - co sądzisz o tej decyzji?

Jest słuszna, szkoły są nieprzygotowane
Jest zła, powinny iść jak najszybciej

Olga Szpunar: Zadzwonił pan do mnie i powiedział, że jest wkurzony.

Dr Witold Ligęza, psycholog rozwojowy, prowadzący szkolenia w Niepublicznym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Krakowie: Bo jestem. Od czwartku, gdy usłyszałem o kolejnych kombinacjach Ministerstwa Edukacji w związku z posyłaniem do szkół sześciolatków.

Wykombinowali, że zamiast w 2012 roku pójdą obowiązkowo do szkoły w 2014. Rodzice dzieci z rocznika 2006 i 2007 mogą sami decydować, czy zostawić je w przedszkolach, czy posłać do pierwszych klas.

- I zapomnieli przy tym zupełnie o sześciolatkach, które już do szkoły poszły.

Ale one już się uczą i decyzje MEN nie powinny mieć dla nich znaczenia.

- Mają kolosalne. Ministerstwo, przesuwając reformę, zawiesiło te dzieciaki w szkolnej próżni. Sześciolatki nie pomaszerują obowiązkowo do szkół ani za rok, ani za dwa lata. Nie wiadomo nawet, czy reforma wejdzie w życie w 2014 roku! Tyle razy była przesuwana, że można przecież jeszcze raz. Mówi się nawet o wprowadzeniu jej w 2020 roku. A co to wszystko oznacza? Że nauczyciele mogą stracić motywację do pracy z tymi dziećmi. Na pewno w najbliższych dwóch latach nie będą się musieli tak bardzo starać. Znam nauczycieli. Boję się, że niektórzy ten stan tymczasowy potraktują jako docelowy i w ogóle zapomną, że do szkół mają pójść jakieś sześciolatki. A te, które tam już są, stracą. Będą w szkole traktowane jak tymczasowo wstawiony do domu mebel. Nie dba się o niego z przesadną troską, nie poleruje...

Chciałby pan, by szkoły zaczęły "polerować" wszystkie sześciolatki już w 2012?

- Nie jestem wielkim zwolennikiem reformy, ale skoro ministerstwo chce posłać do szkół wszystkie sześciolatki, niechże wreszcie to zrobi. A jeśli nie chce ich już tam posyłać, niech się z tego wycofa bez ściemniania.

Przeciąganie w nieskończoność stanu zawieszenia jest najgorszym z możliwych rozwiązań. Słyszę o nieprzygotowaniu szkół na reformę. A jak się mają przygotowywać, skoro ostateczny termin, do którego mają to zrobić, wciąż jest zmieniamy, przesuwany? Nie mamy wszystkiego zapiętego na ostatni guzik? Spoko. Zawsze jest nadzieja, że pozwolą nam go dłużej zapinać. To demotywuje.

Do organizatorów akcji "Ratuj maluchy", która skupia osoby przeciwne reformie, rodzice pisali dramatyczne listy o nieprzygotowaniu szkół na przyjęcie sześciolatków.

W "Gazecie" sami zadaliście pytanie, co to znaczy, że szkoły są nieprzygotowane. Odsuwając reformę o dwa lata, przyznało to samo ministerstwo, ale ciekawe na jakiej podstawie, bo sami alarmujecie, że na temat stanu szkół resort edukacji nie przygotował żadnych solidnych raportów. Czy o nieprzygotowaniu możemy mówić, gdy brak kolorowego dywanika w sali? Proszę pani, w tej reformie nie chodzi o kolorowe dywaniki i tym podobne. Tyle się mówi o budowie placów zabaw przy szkołach dla sześciolatków, a proszę mi wierzyć, że zamiast tego wystarczy dać im piłkę czy hula-hoop i wyjść z nimi na boisko. Sześciolatek to nie trzylatek, ma inne potrzeby i możliwości rozwoju ruchowego, w co innego się bawi. Nie musi na przerwie jak szalony w kółko zjeżdżać ze zjeżdżalni. Ważniejsze, żeby nauczyciele umieli z nim pracować. Im bardziej odsuniemy reformę w czasie, tym później to osiągniemy

I tym, że MEN zdaje się tego nie rozumieć, jestem wkurzony. To nie są tylko sprawy techniczne, to ogromna zmiana psychologiczna i pedagogiczna w obszarze edukacji.

Kolejne sześciolatki, które za rok nie pójdą do szkoły, będą powtarzać rok w przedszkolu, bo w założeniach reformy programowej grupa, do której obecnie chodzą, miała być ich ostatnią.

- To dowód, że w całych tych zawirowaniach przedszkola nie traktuje się jak sensownego partnera w edukacji dzieci. A przedszkole jest nie tylko początkiem, ale podstawą edukacji.

Dla tych, których rodzice nie posyłają do szkoły, stało się przechowalnią. Brak programów do pracy z sześciolatkami w przedszkolach, bo MEN, tworząc je dobre kilka lat temu, założył, że sześciolatki będą w szkołach. Cała nadzieja w nauczycielach przedszkola, którzy mogą się postarać, by sześciolatek w przedszkolu mądrze się bawił, badał, eksperymentował. Mogą go rozwinąć, wykraczając poza podstawę programową.

Znowelizowaną ustawę o obowiązku szkolnym sześciolatków MEN przekaże teraz do konsultacji społecznych. Potem o jej przyjęciu zadecyduje parlament.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
  • 2
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':