Pierwszym produktem ery Facebooka w Polsce jest Frugo. Na początku kwietnia ubiegłego roku informatyk Wojciech Kaszuba założył właśnie na Facebooku stronę "Frugo Wróć!". "Brakuje Ci wspaniałego smaku prawdziwych owoców? Chciałbyś skosztować wspaniałego soku, bez pestek, który jest jak ambrozja dla bogów? Dołącz do nas! Razem uda nam się wskrzesić Frugo! Zanim wyjdzie" - napisał.
Frugo to napój legenda końcówki lat 90. Hasło: "No to Frugo" weszło do codziennego języka.
Kaszuba po godzinie miał stu fanów. Po kilku dniach tysiąc. W lutym tego roku ponad 50 tys. A w marcu prawa do marki przejął FoodCare, do tej pory znany raczej jako producent galaretek Gellwe i napojów energetycznych.
Producent nie kupił reklam telewizyjnych, postawił na promocję w mediach społecznościowych. A właściwie internauci sami robili mu kampanię. Brand24 monitorujący marki w internecie wyliczył, że tylko od 9 czerwca do 7 sierpnia, kiedy Frugo ponownie debiutowało w sklepach, wartość opinii wypisywanych głównie na Facebooku wyniosła 9,2 mln zł. W tym samym czasie Kaszuba został zatrudniony przez FoodCare do opieki nad stworzonym przez siebie profilem.
Rezultat internetowej kampanii? - W czasie dwóch pierwszych miesięcy sprzedaży przychody wyniosły ponad 32 mln zł - twierdzi Paulina Włodarska, menedżer do spraw marketingu w FoodCare.
Internet żyje historiami. Teraz jest to śmierć Hanki Mostowiak, ale za tydzień będzie coś innego. Te trendy są bardzo spektakularne, często krótkie i trudno przekładalne na biznes. Ale jak wynika z badań NM Incite (A Nielsen/McKinsey Company), aż 26 proc. wszystkich dyskusji na Facebooku dotyczy usług bądź produktów. Tzw. word of mouth, czyli opinie znalezione w internecie, napisane przez znajomych, odpowiadają nawet za połowę wszystkich decyzji o zakupach.
W internecie my, Polacy, jesteśmy narodem szczególnym. Na świecie średnio 47 proc. internautów pisuje komentarze w sieci na temat wykorzystywanych produktów i usług. W Polsce ten wskaźnik sięga aż 59 proc., jak podaje raport "Digital Life 2011" stworzony przez globalną firmę badawczą TNS. Aż połowa polskich użytkowników portali społecznościowych właśnie wśród komentarzy szuka informacji o produktach i usługach.
Uwaga, te wpisy są monitorowane. Jak? Firmy badawcze najpierw używają specjalistycznych wyszukiwarek do przeczesywania
blogów i wpisów na Facebooku czy Naszej Klasie.
Pracując np. dla firmy sportowej, badają, co internauci piszą o bieganiu. Wyszukiwarka szuka jednak nie tylko wiadomości zawierających słowo "bieganie", ale także słowa pokrewne: "maraton", "polska biega", "zakwasy", "Reebok", "Nike" itd. Bada całą rodzinę wyrazów w odmianie przez wszystkie przypadki i z uwzględnieniem literówek, bo pisząc w internecie, bardzo często robimy błędy.
Tak wyszukane wiadomości dostają analitycy. Ci najpierw odsiewają posty reklamowe zamieszczone przez armię zombi, która za pieniądze agencji marketingowych poleca w serwisach społecznościowych telewizory,
kosmetyki czy telefony. Później szukają trendów.
- Analiza mediów społecznościowych obejmuje niemal 20 mln internautów w kraju, którzy mówią i piszą cały czas - twierdzi Gabriel Matwiejczyk z Business Development Manager w NM Incite (kontrakt z nimi w Polsce ma np. Kraft Foods).
Jak kobiety wybierają farbę do włosów? Nowy szampon powinien być z odżywką czy bez? Jak wybiera się wózek dla dziecka? W którym momencie: przed narodzinami czy po narodzinach? Dlaczego ludzie kupują wina w Biedronce, a nie w Lidlu (lub odwrotnie)? Dlaczego ktoś chce wydać 2,5 tys. zł na iPada, mimo że nie działa tam flash? To konkretne osoby, spontaniczne głosy - coś, na czym najbardziej zależy firmom.
- Na te wszystkie pytania można odpowiedzieć, analizując to, co internauci umieścili w sieci - przekonuje Matwiejczyk.
- Ktoś może powiedzieć, że śledzicie ludzi za pieniądze wielkich korporacji - mówimy.
- To nie tak. Bazujemy wyłącznie na publicznych wiadomościach, nie wchodzimy w prywatne profile. Jeśli ktoś umieścił post tylko dla swoich znajomych, to nie mamy do niego dostępu - tłumaczy Matwiejczyk.
Firm świadczących takie usługi jest jednak więcej: Attentio, wspomniany wcześniej Brand24 czy NewsPoint UGC. Nie tylko badają, jak ludzie kupują, ale również monitorują w czasie rzeczywistym, kto i gdzie skrzywdził ich klienta.
- Powiadomienia Brand24 - o nowych dyskusjach na temat konkretnej marki - pojawiają się już kilka minut po jej inicjacji przez samego autora. Taki mechanizm pozwala na błyskawiczną reakcję włączającego się do dyskusji konsultanta - reklamuje się firma.
Próbkę ich możliwości można było zaobserwować kilka tygodni temu przy okazji afery: "Uwaga mamy! Szkło w kaszkach Nestlé". Wiadomość przekazywana przez serwisy internetowe o tym, że jedzenie dla niemowląt produkowane przez ten koncern może zawierać taki dodatek, dotarła nawet do 3 mln internautów - szacuje Brand24.
Od czego się zaczęło? 5 sierpnia Polak z Wielkiej Brytanii ostrzegł w języku angielskim znajomych na Facebooku przed kaszkami Nestlé. Cztery dni później Polka mieszkająca w Norwegii zrobiła to samo, ale po polsku. Informacje przeczytali ich znajomi, znajomi znajomych itd.
Nestlé wydało oświadczenie, że cała sprawa ogranicza się do Francji, zaś "apel wzywający do zwrotu tych produktów w Polsce jest bezzasadny i wprowadza rodziców w błąd". A następnie ruszyło na fora dyskusyjne, by rozmawiać z internautami.