Jeszcze kilka lat temu
Polska była na szarym końcu statystyk, jeśli chodzi o opiekę nad przedszkolakami. To się poprawiło dopiero wtedy, gdy weszły ułatwienia w organizowaniu tzw. małych przedszkoli (z grupami
dzieci w różnym wieku i krócej czynnymi). Teraz mamy w przedszkolach prawie 65 proc. dzieci w wieku 3-5 lat - powoli doganiamy Europę - Komisja Europejska żąda 95 proc. do 2020 r.
Czy nasze przedszkola są dobre? Sprawdzają to eksperci OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, skupiająca 34 wysoko rozwinięte kraje świata), w najnowszym raporcie o opiece i nauce dzieci w wieku przedszkolnym "Silni na starcie" porównują warunki przedszkolne: politykę edukacyjna, poziom przygotowania kadry i program. Raport jeszcze nie jest skończony. Wczoraj w
Warszawie eksperci przedstawili jego pierwsze wyniki.
- Wiedza o przedszkolu jest u nas potoczna. Potrzebujemy takich badań i debaty o przedszkolach i szkole - mówiła prof. Elżbieta Putkiewicz, pedagog z Uniwersytetu Warszawskiego, która prowadziła konferencję.
W raporcie polskie przedszkola wypadają dobrze. Po pierwsze, mamy określony centralnie program nauczania. A w nim miejsce na czytanie i liczenie oraz naukę przez zabawę i zajęcia ruchowe.
Nie wszędzie tak jest. - W Holandii dopiero ostatnio rząd opracował wymagania dla 4- i 5-latków - mówi Ineke Litjens, ekspertka OECD. - Dotąd nie było takich wymagań w ogóle, rząd stawiał na opiekę nad dziećmi, a nie na ich kształcenie. Stąd wielkie różnice w poziomie pracy każdej placówki.
Mimo to holenderskie maluchy są poddawane testom, które sprawdzają ich umiejętności intelektualne. Tego w Polsce nie ma, a w krajach Skandynawskich jest nawet zabronione - tam dba się szczególnie o to, aby nie stosować rankingów i nie porównywać poziomu rozwoju dzieci. Każde ma robić postępy na własny rachunek, rozwijać się we własnym tempie.
Z drugiej strony nasi nauczyciele narzekają na zbyt sztywny program - pięciolatki w zerówce według MEN trzeba powstrzymywać od pisania, choć już to potrafią (nauczyli się w domu). Podobny problem mają nauczyciele w Wielkiej Brytanii (tam
szkoła rozpoczyna się najwcześniej w krajach OECD - od czterolatków). - W dodatku program liczy ponad 400 stron i jest zbyt szczegółowy i nieelastyczny. Nauczyciele walczą o zmiany - mówi Litjens.
W porównaniach słabo wypadamy co do liczby dzieci w grupie przedszkolnej - 25 na jednego nauczyciela, przy średniej OECD równej 15, ale porównywalnie do Francji, Korei, Portugalii, Irlandii, Włoch. Gorzej jest tylko w Japonii, gdzie jedna nauczycielka zajmuje się grupą 35 dzieci.
Za to nasi nauczyciele przedszkoli są w grupie najlepiej wykształconych - każdy ma skończone
studia wyższe i jeszcze się doszkala. - To imponujące w porównaniu z innymi krajami. Zwłaszcza że polscy nauczyciele szkolą się głównie za własne pieniądze - komentuje ekspertka z OECD.
Sęk w tym, że polscy nauczyciele uczą się głównie przedmiotów zawodowych. Brakuje im szkoleń z trendów i teorii pedagogicznych czy komunikacji.
A komunikacja, zwłaszcza z rodzicami, jest teraz najważniejsza - uważają eksperci OECD. Swoim raportem będą chcieli pokazać, że tam jest lepiej, gdzie rodzicom pozwala się brać czynny udział w kształceniu ich dzieci.