http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak PiS haków szukał

Agata Nowakowska, Wojciech Czuchnowski
2011-11-14, ostatnia aktualizacja 2011-11-13 16:04

Czerwiec 2006 r. Wspólna konferencja ówczesnego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i dyrektora biura ds. przestępczości zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej Bogdana Święczkowskiego
Czerwiec 2006 r. Wspólna konferencja ówczesnego prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i dyrektora biura ds. przestępczości zorganizowanej w Prokuraturze Krajowej Bogdana Święczkowskiego
Fot. Waldemar Kompala /AG

Prokurator ujawnia: były naciski polityczne. W tajnych zeznaniach złożonych przed sądem krakowski prokurator Marek Wełna ujawnia po latach, jak urzędnicy rządu PiS kazali mu szukać haków na przeciwników politycznych

- Z pierwszych spotkań ze Zbigniewem Ziobro, Bogdanem Święczkowskim i Januszem Kaczmarkiem wynikało, że nie są oni zainteresowani rzetelnym prowadzeniem śledztwa. Chodziło im tylko o pokazanie spektakularnych akcji ukierunkowanych przeciwko ich przeciwnikom politycznym. Moi przełożeni, ci bezpośredni i ci z Warszawy, wymagali przede wszystkim analiz materiału dowodowego pod kątem ciekawych osób, które mówią o jeszcze ciekawszych osobach. Każda z trzech wymienionych osób oczekiwała ode mnie przedstawienia materiałów, które mogłyby kompromitować polityków, w szczególności Sojuszu Lewicy Demokratycznej, chodziło im o takie osoby jak: Leszek Miller, Jacek Piechota, Józef i Maria Oleksy, Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy (...) wydawano mi polecenia i czyniono sugestie o konieczności postawienia zarzutów karnych tym osobom. Takie sytuacje miały miejsce kilka razy"- to fragment zeznania prokuratora Marka Wełny złożonego 3 listopada przed wydziałem cywilnym warszawskiego sądu okręgowego.

"Z nadzieją, gdy władzę objęło PiS"

Wełna występował tam jako świadek w procesie, jaki prezes PiS Jarosław Kaczyński wytoczył Romanowi Giertychowi (swojemu dawnemu koalicjantowi) za, to że ten publicznie zarzucił mu "zbieranie haków" na przeciwników politycznych w czasach rządów PiS.

Prokurator Wełna kierował wtedy śledztwami związanymi z obrotem paliwami, które na przełomie 2005 i 2006 r. bardzo interesowały polityków PiS. Teraz, po sześciu latach, opowiedział przed sądem, jak najpierw miał nadzieje, że pod ich rządami sprawy ulegną przyspieszeniu, i jak te nadzieje zostały zawiedzione.

Wcześniej sąd musiał zwolnić go z tajemnicy służbowej, dlatego zeznania złożył za zamkniętymi drzwiami.

Redakcja "Gazety" ma pełny protokół jego przesłuchania. Prokurator opowiada, że w już 2005 r. dzięki decyzji Andrzeja Barcikowskiego (szefa ABW w czasach rządów SLD) jego zespół otrzymał obszerne materiały służb specjalnych na temat "nieprawidłowości w dystrybucji produktami ropopochodnymi". W materiałach pojawiały się nazwiska osób publicznych. "Skala początkowo przeraziła nas, oczekiwaliśmy wsparcia nie tylko od przełożonych, ale też od osób sprawujących władzę. Oczekiwaliśmy takiej pomocy z nadzieją, gdy władzę objęło PiS" - mówi prokurator.

I zaraz dodaje: "Po pierwszych kontaktach z osobami sprawującymi nadzór w Ministerstwie Sprawiedliwości moje oczekiwania zostały zniweczone".

"Takie są oczekiwania pana Jarosława Kaczyńskiego"

Potem wymienia nazwiska ludzi lewicy, na których kazano szukać mu haków. "Takie sytuacje miały miejsce kilka razy w okresie od grudnia 2005 do marca 2006 r., kiedy złożyłem rezygnację z kierowania zespołem" - mówi, wspominając sytuację ze stycznia 2006 r. Wtedy Bogdan Święczkowski (wówczas szef wydziału przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej, później szef ABW) "wydał mi polecenie wystąpienia do austriackich organów ścigania o przekazanie 138 kaset, na których miały być zarejestrowane podsłuchy rozmów telefonicznych między Jolantą Kwaśniewską a panami Kuną i Żaglem, które miały wskazywać na nieprawidłowości w Fundacji Porozumienie bez Barier prowadzonej przez Jolantę Kwaśniewską". (Aleksander Kuna i Andrzej Żagiel to dwaj obywatele Austrii polskiego pochodzenia oskarżani o udział w licznych aferach).

Wełna podkreśla, że wydając tego rodzaju polecenia "Święczkowski, Ziobro i Kaczmarek mówili wprost, że takie są oczekiwania pana Jarosława Kaczyńskiego". Prokurator dodaje, że znał materiał dowodowy i wiedział, że "nie pozwala on na stawianie zarzutów".

Z ministerstwa do "Gazety Polskiej"

W swoich zeznaniach Wełna pokazuje też, jak istotne dla ówczesnej władzy były media, którym przekazywano kopie akt ze śledztw. Wspomina, że na polecenie przełożonych robił "wydruki materiałów" z prowadzonych śledztw i "trafiały one potem w różne miejsca, do biur poselskich np. Zbigniewa Wassermanna". Dowiedział się o tym od dziennikarza, który czytał dokumenty w tym biurze poselskim.

Gdy przekazał materiały do biura Święczkowskiego i Kaczmarka, ci poinformowali go, żeby "kupił sobie czasopismo prawicowe, w którym za dwa tygodnie ma się ukazać publikacja dotycząca wyników mojego śledztwa". Wełna nie pamięta nazwy czasopisma, ale pamięta, że naczelnym był Tomasz Sakiewicz, musiała więc być to sympatyzująca z PiS "Gazeta Polska". Wełna: "Mówili mi, że ukażą się publikacje upokarzające SLD. Po zapoznaniu się z tymi publikacjami dochodziłem do wniosku, że były one oparte na przekazanych przeze mnie informacjach o śledztwie do Warszawy. Ja przekazywałem te materiały w drodze służbowej, natomiast nikt się mnie nie pytał, czy można je potem udostępnić dziennikarzom".

Wełna opisuje również "przypadek pani Patrycji Koteckiej, aktualnej małżonki pana Ziobro", w czasach PiS pełniącej stanowisko dyrektorskie w TVP. Zeznaje, że nie chciał jej dać akt jednej ze spraw. "Cała sytuacja skończyła się tak, że pan Święczkowski zadzwonił do mnie i kazał przynieść mi tę opinię w zębach, bo sprawa ma charakter wagi państwowej".

Jak umierało śledztwo

Według Wełny sprawy paliwowe - początkowo atrakcyjne dla rządzących wówczas polityków - stopniowo przestały cieszyć się ich zainteresowaniem. "W tym śledztwie występowało całe spektrum osób ze świata polityki do lewej do prawej strony" - mówi prokurator, którego zdaniem właśnie z tego powodu podzielono sprawę na "kilkaset wątków". "Odbierałem to jako próbę przejęcia kontroli nad postępowaniem, w którym występowali politycy związani z byłym Porozumieniem Centrum [pierwsza partia Kaczyńskiego] i ewentualnie z PiS , np. pan Adam Glapiński".

Ten opis prok. Wełna kończy stwierdzeniem: "1 marca 2006r. zrezygnowałem z kierowania tym zespołem, gdy zorientowałem się, jakie były rzeczywiste zamiary kierownictwa prokuratury i faktyczne cele, czyli prowadzenie wyłącznie wątków dotyczących przeciwników politycznych PiS, nawet jeśli materiał miał charakter poboczny".

Podobne zeznania - również w trybie tajnym - Wełna składał na posiedzeniu sejmowej komisji ds. nacisków. Ale jej przewodniczący Andrzej Czuma pominął je w swojej wersji raportu (wynikało z niej, że żadnych nacisków nie było). W wersji przyjętej ostatecznie jest mowa o nieprawidłowościach w "działaniach Bogdana Święczkowskiego wobec prokuratora Marka Wełny", ale bez rozwinięcia tego wątku.

Święczkowski nie chciał rozmawiać z "Gazetą". Z Ziobrą nie udało się nam skontaktować. Dla Kaczmarka zeznania Wełny są trudne do skomentowania - dotyczą okresu, gdy aktywnie współtworzył politykę PiS. Gdy później - latem 2007 r. - sam znalazł się w "w kręgu podejrzeń" w związku z tzw. aferą gruntową, ujawnił bardzo wiele nieprawidłowości, do których dochodziło w latach 2005-07. Teraz mówi, że nie przypomina sobie tak intensywnych spotkań z Wełną.

- Nigdy żadnemu prokuratorowi nie wydawałem poleceń o charakterze politycznym - zapewnia. Dodaje, że chciałby, aby Wełna to, co zeznał w sądzie, "powiedział mu prosto w twarz".

Jolanta Kwaśniewska mówi, że nie jest zdziwiona kolejną informacją o tym, że szukano haków na nią i na jej męża. - Zabrali wszystkie dokumenty fundacji, badali je przez dwa lata. Nie znaleziono nic. A w trakcie w prawicowych mediach szargano dorobek fundacji, moje dobre imię i niszczono ludzi ze mną związanych - ocenia. Pytana, czy prowadziła rozmowy telefoniczne z Kuną i Żaglem, Kwaśniewska mówi: - Ani telefonicznych, ani żadnych innych. Mogliby sobie ściągać te nagrania. W życiu z tym panami nie rozmawiałam i nie miałam żadnych relacji. Raz przedstawiono mi ich na jakimś przyjęciu, gdzie były dziesiątki ludzi. Nie byłabym nawet w stanie ich rozpoznać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 62
  • 5
  • 7
  • 33
  • 4
  • 67 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    181 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':