W niedzielę 13 listopada w kościołach zostanie odczytany list biskupów. Wierni dowiedzą się, jak powinien przebiegać katolicki pogrzeb, gdy zdecydowano się na kremację ciała.
Do tej pory księża mogli odprawiać msze przy urnie z prochami, które krótko potem były składane na cmentarzu. Teraz Episkopat zarządził, że regułą powinien być tradycyjny pogrzeb ciała ludzkiego - z mszą przy trumnie. Modlitwę nad prochami dopuszczają w wyjątkowych sytuacjach: gdy śmierć nastąpiła za granicą, gdy rodzina na pogrzeb przyjeżdża z daleka i nie można zbyt długo przechowywać ciała.
W dużych polskich miastach liczba pochówków urnowych rośnie. W ostatnich latach co czwarty pogrzeb w Krakowie, Poznaniu, Warszawie lub na Śląsku odbywał się po spopieleniu zmarłego. Danych dla całego kraju brak, ale grabarze oceniają, że to ponad 5 proc.
Szczecin,
Poznań, Wrocław, Psie Pole, Wyszków,
Warszawa,
Łódź,
Częstochowa, Bytom, Ruda Śląska, Gdańsk to miejscowości, gdzie działają krematoria. Na tle Europy Zachodniej - mało. Nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych czy Japonii. W Czechach 80 proc. zmarłych jest spopielana, w Szwecji niemal 70 proc., a w Niemczech ok. 30 proc.
Zasady ogłoszone przez biskupów skomplikują organizację pochówków urnowych. Do tej pory kremacji można było dokonać w dowolnym terminie, zwykle dzień przed pogrzebem. Teraz trzeba będzie wykonać ją w dniu mszy nad ciałem (po jej zakończeniu), by nie rozbijać uroczystości na dwa dni. O ile w miastach położonych niedaleko pieca kremacyjnego będzie to możliwe, to np. już w Kielcach czy w Rzeszowie będzie to nierealne.
- Rzadko robimy pogrzeby, gdzie na mszy obecne jest ciało, a potem jedziemy do spopielenia. Gdy takie postępowanie stanie się regułą, będą problemy logistyczne. Harmonogram stanie się napięty, a zmarłych trzeba przecież traktować z szacunkiem - ocenia Zbigniew Baran, współwłaściciel krakowskiego zakładu Karawan. - Już teraz zdarzało się, że gdy brakowało wolnych terminów na Śląsku, jeździłem do spopielarni w Bratysławie.
Kremacja zajmuje co najmniej dwie godziny. Stosując się do nowych zasad biskupów, kościelnego pochówku będzie można dokonać najwcześniej trzy godziny po zakończeniu mszy, i to pod warunkiem że piec kremacyjny jest nieopodal kaplicy i cmentarza. A to oznacza też - jak mówią właściciele zakładów pogrzebowych - że czas pracy pieca kremującego zostanie ograniczony do kilku godzin dziennie (nie zaczną, dopóki nie zakończą się pierwsze msze pogrzebowe). Od częstotliwości kremacji zależy ich rentowność. - Przypuszczam, że wzrośnie zainteresowanie kremacją szczątek. Ludzie, chcąc ze względów ekonomicznych zwiększyć pojemność grobów, będą zlecali spopielanie już pochowanych bliskich - mówi Baran.
Choć zalecenia biskupów mocno komplikują organizację pogrzebu z urną, trzeba przyznać, że Episkopat i tak poszedł wbrew linii proponowanej przez Watykan. Stolica Apostolska chciała, by opisane w liście zasady pochówku były ujęte jako przepis prawa kanonicznego w Polsce. Hierarchowie postanowili, że wydadzą jedynie zalecenie, bo zdają sobie sprawę z rosnącej popularności kremacji.
- Pierwszą mszę nad urną odprawiałem 15 lat temu i nie widzę w tym niczego zdrożnego. Myślę, że generalnie proboszczowie nie będą wiernym komplikowali tych smutnych okoliczności. Nie wykluczam jednak, że w niektórych parafiach będą dyskutowali z parafianami, czy ich sytuacja spełnia warunki do odbycia mszy nad urną zamiast nad ciałem. Każdy z nich będzie w tej sprawie decydował samodzielnie - komentuje ks. Zbigniew Nęcek, rzecznik kurii w Krakowie.