http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Za siedzenie w ciasnej celi trzeba płacić

Ewa Siedlecka
2011-10-20, ostatnia aktualizacja 2011-10-19 19:49

Każdemu więźniowi, który nie miał w celi przepisowych trzech m kw. i poskarżył się do sądu, należy się zadośćuczynienie - taki będzie skutek uchwały Sądu Najwyższego

Cela w areszcie śledczym w Hajnówce
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Cela w areszcie śledczym w Hajnówce
ZOBACZ TAKŻE
Uchwałę podjęło wczoraj siedmiu sędziów Sądu Najwyższego (SN) na wniosek pierwszego prezesa SN. Mówi ona, że umieszczenie więźnia w celi, w której jest mniej niż trzy metry kwadratowe na osadzonego, może być uznane za naruszenie dóbr osobistych. I że po to, by zasądzić więźniowi zadośćuczynienie, nie trzeba udowodnić więziennictwu winy.

W praktyce znaczy to, że wszystkie do tej pory wniesione i jeszcze nierozpatrzone pozwy więźniów o naruszenie dóbr osobistych przez umieszczenie w przeludnionej celi będą z automatu uznawane przez sądy.

Według danych więziennictwa za okres od 2008 r. do 30 września 2011 r. do sądów wpłynęły 8642 pozwy więźniów. W 232 sprawach zasądzono odszkodowania lub zadośćuczynienia na łączną sumę 59 5034 zł. A więc średnio 2,5 tys. zł na więźnia. Pieniądze wypłaca się z budżetu więziennictwa.

Nie wszystkie sprawy to pozwy o ochronę dóbr osobistych. Część z nich - więziennictwo nie wie, ile - było opartych na art. 417 kodeksu cywilnego: odszkodowania za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie władzy publicznej. To droga trudniejsza, bo wymaga wykazania szkody, np. utraty zdrowia w wyniku złych warunków w więzieniu. Tych pozwów wczorajsza uchwała Sądu Najwyższego nie dotyczy.

Do tej pory w sprawach o naruszenie dóbr osobistych więźniów przez osadzenie w przepełnionej celi sądy orzekały różnie. Jedne uznawały, że przebywanie w zatłoczonej celi samo w sobie nie narusza dóbr osobistych i trzeba wykazać jakieś dodatkowe szykany, np. że było się zmuszonym do publicznego załatwiania potrzeb fizjologicznych, jedzenia na ziemi lub na łóżku, spania na podłodze, przebywania w jednej celi z palącymi. Inne sądy były zdania, że samo przeludnienie wystarczy.

Problem z przeludnieniem zaczął się za czasów ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. W lipcu 2000 r. skierował do prokuratorów wytyczne, by jak najszerzej stosowali areszt tymczasowy. I w więzieniach przybywało 500 nowych osadzonych tygodniowo. Pojemność więzień została przekroczona - w niektórych wynosiła 150 proc. Nie przeszkadzało to w upychaniu więźniów, bo chociaż należało się im trzy metry kwadratowe na głowę, to można było ich zagęścić decyzją dyrektora więzienia. W 2006 r. ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (PiS) ogłosił, że w więzieniach znalazło się nowe 9 tys. miejsc. Okazało się, że kazał dobudować wszędzie trzecie piętro do prycz.

W 2008 r. Trybunał Konstytucyjny na wniosek rzecznika praw obywatelskich uznał, że przepis, który pozwala na zagęszczanie, nie precyzując, w jakich warunkach może to nastąpić i na jak długo, jest sprzeczny z konstytucją. W 2009 r. zmieniono prawo drastycznie, ograniczając możliwość zagęszczania. W tym samym roku Trybunał w Strasburgu w polskiej sprawie orzekł, że przeludnienie w naszych więzieniach jest "problemem strukturalnym" i wezwał władze do podjęcia środków zaradczych. Wtedy było w Strasburgu ok. 170 skarg polskich więźniów na przeludnienie.

Rząd przeciwdziałał przeludnieniu, zaostrzając zasady stosowania tymczasowego aresztowania: wprowadzając tzw. obroże elektroniczne, dzięki czemu do tej pory 3150 osób odbyło lub odbywa karę w domu; poszerzając możliwość orzekania kary ograniczenia wolności (prac społecznie użytecznych); inwestując w budowę i rozbudowę więzień - w ciągu pięciu lat przybyło 16,5 tys. nowych miejsc za 700 mln zł.

Przeludnienie w więzieniach się skończyło: na 14 października zaludnienie wyniosło 96,4 proc. To średnia, bo w poszczególnych zakładach karnych i aresztach śledczych bywa różnie - może sięgać 130 proc.

- To dobrze, że rząd zrobił to, co zrobił, ale to daleko niewystarczające. W mojej ocenie problemu nie rozwiązał, tylko zamiótł go pod dywan - mówi Adam Bodnar, wiceprezes Fundacji Helsińskiej. - Przeludnienia nie ma, bo nowych skazanych się nie zamyka: 44 tys. czekają na wykonanie kary. Mimo wezwań - także ze strony CPT (Europejski Komitet ds. Zapobiegania Torturom) - rząd nie przedstawił kompleksowego programu rozwiązania problemu. Także doprowadzenia do tego, by na więźnia przypadało w Polsce europejskie minimum: cztery metry kwadratowe.

- Będziemy dążyć do likwidacji kolejki do odbywania kary i do czterech metrów na osobę - zapewnia minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. - Nadal będziemy inwestować, szkolić sędziów, zachęcając ich do jak najszerszego stosowania kary ograniczenia wolności z nakazem prac społecznie użytecznych. Od wejścia w życie nowych przepisów orzekanie tej kary wzrosło o 20 proc. Poszerzymy też krąg osób, które mogą odbywać karę w domu, w systemie dozoru elektronicznego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 25 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':