Demonstracja była jednym z wielu protestów Ruchu Oburzonych, które w sobotę odbyły się w większości krajów świata.
"Zbieramy się razem, żeby połączyć głosy wszystkich krytycznych obywateli z ponad 950 miast świata - obywateli, którzy otworzyli oczy i domagają się zmian w tym, co zwiemy demokracją. Każdego dnia widzimy, jak ta demokracja coraz bardziej łączy się z interesami wielkiego biznesu i lekceważy potrzeby większości ludzi" - czytamy na stronie organizatorów warszawskiego marszu. To głównie licealiści i absolwenci prywatnego Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia. Powołali nieformalne Porozumienie 15 Października.
Miejsce zbiórki - pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego - wybrali nieprzypadkowo. Wielu młodych skarży się, że nie stać ich na studiowanie. - Kredyt studencki? W dorosłe życie wchodzić z kredytem? To totalne uzależnienie. Nie chcę tak żyć - mówiła Joanna Dawidowska, licealistka, która na marsz przyjechała z Gdyni.
Stawili się głównie młodzi, choć nie tylko. Elżbieta przyszła, bo martwi się o dorosłe już
dzieci. - Młodzi są w bardzo nieciekawej sytuacji. Zadłużają się drastycznie w bankach, bo inaczej nie mogą zdobyć
mieszkania. Nie stać ich, by zakładać rodziny - opowiadała. Wielu stawiło się z tekturowymi transparentami własnej roboty: "Kapitalizm nie działa", "Nie wierzę wam", "Nie płacimy za wasz kryzys", "Kapitał ludzki ma dość". Syndykaliści mieli czerwoną płachtę z hasłem "Jesteśmy wkurwieni".
Przyszli też politycy:
Ryszard Kalisz z
SLD i Robert Biedroń, poseł Ruchu Palikota. Manifestacja przyciągnęła m.in. organizatorki manify, przeciwników GMO, działaczy Pomarańczowej Alternatywy, organizacje lokatorskie protestujące przeciwko przekazywaniu kamienic z lokatorami spadkobiercom dawnych właścicieli.
Przemawiali Hiszpanie, którzy protestowali na Puerta del Sol w Madrycie: - Należy piętnować niesprawiedliwość. Nie przestaniemy walczyć, bo stawką są nasze marzenia.
Niedługo po wymarszu ktoś rzucił przez megafon: - Idziemy tyłem do systemu! I wszyscy się odwrócili i jakiś czas maszerowali tyłem. Pod Ministerstwem Finansów skandowali: "Wasze stołki, nasza władza".
Marsz skończył się pod zamkniętą w soboty Giełdą Papierów Wartościowych. Było słychać okrzyki: "Zamknąć giełdę". "Chcemy prawdziwej ekonomii, nie spekulacji". Organizatorzy rozdali
kanapki. Starszy mężczyzna przemawiał, a tłum, podobnie jak to robią Oburzeni na Wall Street, powtarzał za nim donośnie słowa.
Mężczyzna: - Słyszymy dziś zdziwienie: "Taki jest system, a wy chcecie go zmienić?". Odpowiedź brzmi: "Tak. Chcemy go zmienić!"
Jaki będzie kolejny krok polskich Oburzonych? - Ruch trwa. Wzorem Hiszpanii chcemy, by komitety ruchu powstały w całej Polsce. Będziemy dyskutować. Każdy komitet będzie demokratycznie przegłosowywał postulaty. I delegował przedstawicieli na zgromadzenie ogólne - zapowiada Grzegorz Janiczak, 18-latek, który kierował przygotowaniami i organizacją sobotniego marszu.