Jarosław Kaczyński mimo szóstej porażki z rzędu nie odchodzi z polityki, choć w 2008 r. deklarował, że to zrobi, jeśli przegra bitwę o Sejm w 2011 r.
- Na zmianę decyzji wpłynęły trzy lata doświadczeń, katastrofa smoleńska i to, co działo się po niej. Mnie witano okrzykami: ''Jarosław, Polskę zbaw''. Można to różnie oceniać, ale nie ma sensu tego marnować - powiedział na konferencji w siedzibie
PiS.
I dodał: - Nie odejdę, chyba że partia postanowi inaczej.
Kaczyński oświadczył, że nie będzie powyborczej czystki. - Rozliczenia po wyborach, jeśli nie doszło do wydarzeń drastycznych, a w moim przekonaniu nie doszło, nie mają sensu. Ci, którzy chcieliby je podjąć, szkodzą partii - powiedział szef PiS.
- Jarosław Kaczyński znalazł się w głębokiej defensywie. Zapowiedź, że nie będzie rozliczeń, świadczy o tym, że wie, że te rozliczenia musiałyby objąć także jego, że ta klęska to jego osobista klęska - ocenia były polityk PiS europoseł Michał Kamiński. I przypomina, że szef PiS ostro rozliczał wybory prezydenckie 2010 r., gdy miał wynik znacznie lepszy niż teraz.
Krytyczne teksty o wyniku PiS pojawiły się w sprzyjającym partii ''Naszym Dzienniku'' o. Rydzyka (''Możemy mówić o klęsce partii Kaczyńskiego'' - ocenia cytowany ekspert), a jeden z ideologów PiS, naczelny ''Gazety Polskiej'' Tomasz Sakiewicz podsumował: ''Złym pomysłem było wydawanie książki na wybory. Ryzyko było zbyt duże, podobnie jak wizyta w programie Tomasza Lisa. To był koniec zwycięskiej kampanii. PiS musi wyciągnąć wnioski. W niektórych miejscach brakowało struktur. Bardzo źle została rozegrana sprawa Angeli Merkel''. W książce Kaczyński stwierdził, że została kanclerz Niemiec ''nieprzypadkowo''.
Do rozliczeń prą też hofmanowcy - posłowie skupieni wokół rzecznika partii Adama Hofmana, którzy atakują ziobrystów, którzy ich zdaniem przeszkadzali w kampanii.
- Ziobro narobił sobie wrogów. Bez wiedzy sztabu, bez wiedzy szefów regionów przyjeżdżał do okręgu i robił konferencję poparcia dla któregoś z kandydatów. Wiem, że prezes nie chciał mówić o rozliczeniach, ale na komitecie politycznym ta sprawa będzie - mówi nam jeden z posłów PiS.
Komitet polityczny - kilkunastoosobowe kierownictwo partii - zbierze się dziś.
Wyborcy mocno przemeblowali klub PiS. Do Sejmu nie dostało się ok. 40 dotychczasowych posłów, weszło za to pół setki nowych. Wśród przegranych nie ma wielkich gwiazd - najbardziej znane nazwisko to poseł z Warszawy Karol Karski, członek komitetu politycznego partii.
Przegrali też niektórzy kandydaci lansowani przez Kaczyńskiego i startujący z czołowych miejsc - prof. Andrzej Waśko w Kaliszu, prof. Waldemar Paruch czy Krzysztof Czabański.
Nowi posłowie to m.in. współpracownicy Lecha Kaczyńskiego: Maciej Łopiński,
Anna Fotyga, Andrzej Duda, Jacek Sasin i Witold Waszczykowski. Wygrali były szef
ABW Bogdan Święczkowski i były szef CBA
Mariusz Kamiński.
W parlamencie będą też członkowie rodzin smoleńskich - Jacek Świat (wdowiec po Aleksandrze Natalli-Świat), Małgorzata Gosiewska (była żona Przemysława Gosiewskiego). W Senacie zasiądą wdowa po senatorze Stanisławie Zającu Alicja Zając i Beata Gosiewska - wdowa po Przemysławie Gosiewskim.
Do Sejmu dostał się były polityk PSL Zbigniew Kuźmiuk i szef młodzieżówki PiS Marcin Mastalerek.
- Ci, którzy sądzili, że można anihilować naszą partię, przegrali. Ci, którzy chcieli dorzynać watahę, przegrali, ale mogło być lepiej. Nad tym będziemy dyskutować, w szczególności jest kwestia poparcia w wielkich miastach - powiedział Kaczyński.
I podziękował wyborcom: - To był swego rodzaju akt odwagi, nie dlatego, żebym podejrzewał, że wybory nie były tajne, tylko dlatego, że straszenie nami było bardzo intensywne w ostatnim etapie kampanii.