http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Konflikt w PO. Premier sam się mianował

Renata Grochal, Wojciech Szacki, Paweł Wroński
2011-10-12, ostatnia aktualizacja 2011-10-12 10:22

Donald Tusk zapowiada - stary rząd będzie rządził do stycznia. Nie podoba się to prezydentowi. - Tusk sam wyznaczył się na premiera. Zapomniał, że prezydent ma coś do powiedzenia w tej sprawie - mówi współpracownik prezydenta. W Platformie wrze

SONDAŻ
Nowy rząd będzie dopiero od nowego roku, bo mamy prezydencję:

kupuję to, grunt to spokój
to skandal, Tusk obiecywał co innego
nie obchodzi mnie to

Donald Tusk zaproponuje prezydentowi oraz Waldemarowi Pawlakowi, aby do końca roku nie zmieniać rządu ze względu na polską prezydencję w UE. A w nowym roku rząd czeka ''głęboka rekonstrukcja''.

Taka zapowiedź znalazła się w powyborczym wywiadzie premiera Donalda Tuska, którego fragmenty ukazały się wczoraj na stronach internetowych ''Polityki''. Cały wywiad ukazał się dziś.

W niedzielę prezydent zapowiedział konsultacje z przywódcami wszystkich partii, które weszły do parlamentu. Wczoraj nawet Jarosław Kaczyński, który zwykle omijał Pałac Prezydencki, powiedział, że weźmie w nich udział. Po tych konsultacjach prezydent miał desygnować premiera.

- O czym będzie teraz rozmawiał prezydent? Czy podoba mu się koncepcja premiera? - pyta retorycznie jeden ze współpracowników Komorowskiego. - Sytuacja jest bardzo niezręczna. To tak, jakby podczas negocjacji postawić nogi na stole. Formowanie koalicji poprzez udzielenie wywiadu w tygodniku nie było do tej pory przyjęte i nie zostało dobrze odebrane przez prezydenta - dodaje inny.

Według naszych informacji prezydent był przekonany, że Donald Tusk, który będzie desygnowany na premiera, przedstawi nową koncepcję rządu oraz propozycje personalne. Sam prezydent w pierwszych wypowiedziach po wyborach deklarował, że rząd powstanie niebawem.

O koncepcji premiera prezydent dowiedział się w poniedziałek podczas wizyty Tuska w Belwederze. Według naszych rozmówców Komorowski chciał się dowiedzieć ''jak to się ma do zapowiedzi szybkich i głębokich zmian bezpośrednio po wyborach deklarowanych przez premiera w licznych wywiadach''.

Tusk pokazuje, kto rozdaje karty

W PO wrze. W otoczeniu Tuska usłyszeliśmy, że premiera mocno zirytowało, iż prezydent w powyborczy poniedziałek spotkał się najpierw z marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną. Później rozmawiał z Tuskiem, choć to on jest szefem zwycięskiego ugrupowania.

- Tusk się wkurzył, że PO tak znacząco wygrała wybory, a prezydent organizuje szerokie konsultacje z szefami partii, robi jakieś korowody, zamiast od razu wskazać go jako kandydata na premiera - mówi polityk bliski Tuskowi.

Komorowski miał też sugerować, że w nowym rozdaniu widziałby Schetynę w fotelu marszałka Sejmu. - Tusk nie bardzo chce być w kleszczach między prezydentem a marszałkiem, tak jak w ostatniej kadencji. W fotelu marszałka widziałby raczej bardziej oddaną mu minister zdrowia Ewę Kopacz, a nie Schetynę, który wybija się na niepodległość - dodaje ten sam rozmówca. Ale Kopacz oficjalnie mówiła dotąd, że chce pozostać ministrem.

Jak już pisała ''Gazeta'' - premier chciałby zaproponować Schetynie stanowisko wicepremiera, żeby pozbyć się z Sejmu konkurenta. ''Polityce'' Tusk powiedział, że lepiej, gdy w rządzie jest dwóch wicepremierów, ten model sprawdzał się przed ''aferą hazardową''.

Do spotkania Tuska i Schetyny miało dojść w poniedziałek. Ale premier je odwołał i przełożył rozmowę ze Schetyną na wczorajszy wieczór. Zaprosił za to do siebie Ewę Kopacz. W PO zostało to odebrane jako demonstracja wobec Schetyny.

- Tusk chciał pokazać, że to on rozdaje karty - mówi polityk z władz PO. - Przeciągając sprawę powołania nowego rządu, chce zyskać na czasie. Gdy marszałkiem Sejmu zostanie Kopacz, Schetyna nie będzie miał już wyboru i będzie musiał wejść do rządu.

Schetyna na razie się waha. Jego stronnicy uważają, że wejście do gabinetu Tuska go osłabi. Wczoraj w RMF FM marszałek sprawiał wrażenie, jakby chciał pozostać w Sejmie. Mówił o powrocie do sprawy postawienia przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry.

Prezydent ze swoich konsultacji nie rezygnuje. - Odbędą się w przewidzianym terminie i będą dotyczyć nie tylko budowy koalicji, ale też wyzwań stojących przed Polską oraz reform. Prezydent chciałby także rozmawiać o możliwym zakresie współpracy - powiedziała ''Gazecie'' Joanna Trzaska-Wieczorek, szefowa Biura Prasowego Prezydenta.

Kto po Nowym Roku zostanie w rządzie?

Premier w wywiadzie dla ''Polityki'' chwali m.in. ministra finansów, rozwoju regionalnego, nauki, MSWiA, ale wyraźnie dał do zrozumienia, że zamierza rozstać się z minister edukacji Katarzyną Hall. Wśród partii opozycyjnych, które mogłyby służyć pomocą rządowi, w niektórych rozwiązaniach, np. w ustawach deregulacyjnych, wymienił Ruch Palikota.

Do koncepcji premiera wydaje się przekonany wicepremier Waldemar Pawlak. Wczoraj w Sejmie mówił, że decyzja premiera w związku z obowiązkami wynikającymi z prezydencji jest zrozumiała.

Według MSZ w ramach prezydencji odbędzie się jeszcze 38 ważnych spotkań z udziałem ministrów, w tym konferencje Rady ds. Gospodarczych i Finansowych (w tym poświęcona budżetowi UE w Brukseli 18 listopada), szczyt USA - UE i kończące prezydencję posiedzenie Rady Europejskiej 13 grudnia.

Zdaniem Pawlaka czas do ''nowego otwarcia'' koalicja wykorzysta na konsultacje o strukturze rządu. Premier zakłada m.in. powołanie ministerstwa cyfryzacji, oddzielenie części administracyjnej od MSWiA. Pawlakowi szczególnie nie podoba się wydzielenie z Ministerstwa Gospodarki części energetycznej.

Skandal czy niezręczność

Pomysł Tuska, by nowy rząd powołać dopiero w styczniu, krytykują niektórzy konstytucjonaliści. Najostrzej - dr Ryszard Piotrowski: - Na papierze wszystko jest w porządku, konstytucja nie mówi, że nowy rząd musi się składać z innych ministrów niż stary. Ale premier w istocie zapowiada obejście konstytucji, która przewiduje związek między wyborami a powołaniem nowego rządu. A Tusk domaga się od Sejmu wotum zaufania dla de facto starego rządu i zapowiada jednocześnie, że po dwóch miesiącach dokona głębokiej rekonstrukcji - już bez jakiejkolwiek kontroli Sejmu. To może w ogóle zlikwidować Sejm?

- Nie stawiałbym za to premiera przed Trybunałem Stanu, ale nie bardzo mi się to podoba. To rozwiązanie niezgodne z duchem konstytucji - uważa prof. Piotr Winczorek. I dodaje: - Rozumiem argument, że zmiany ministrów utrudniają sprawowanie prezydencji w Unii, ale podpowiadałbym premierowi inne rozwiązanie - podać na początku roku cały rząd do dymisji i poprosić Sejm o wotum zaufania. To byłoby eleganckie.

Mniej krytyczny jest prof. Marek Chmaj. - Zasadniczo nie widzę problemu, poza tym, że premier będzie Sejmowi przedstawiał program i skład rządu i prosił o wotum zaufania, a wszyscy będą mieli jasność, że za dwa miesiące większość tych ministrów znajdzie się poza rządem. Ale premierowi wolno to zrobić - komentuje prof. Chmaj.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':