Małgorzata Skowrońska: - W niedzielę wygłosi Ksiądz kazanie wyborcze? Ks. Roman Pracki, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w
Krakowie: - W kazaniu nie ma miejsca na politykę. Natomiast w ogłoszeniach przypomnę parafianom o tym, że głosowanie to obywatelski przywilej z którego warto korzystać - tylko tyle, ponieważ nabożeństwo to zwiastowanie Słowa Bożego i udzielanie sakramentów, a nie wiec wyborczy. Nawet gdybym zamierzał ulec tak szalonej pokusie, to przecież wszystkich nas obowiązuje w tym dniu cisza wyborcza. Wybór polityczny jest zawsze wyborem społecznym, a nie boskim, choćby nie wiem, jakiej rangi hierarcha za nim stał, dlatego powinien pozostać w sferze społecznej, a nie kościelnej debaty.
Pójdzie Ksiądz zagłosować? - Pójdę z całą moją rodziną. Też jestem obywatelem i mam zamiar wybrać moich reprezentantów do sejmu i senatu!
A na kogo? - Miarą dobrego państwa jest to jak traktuje tych, którzy są w mniejszości - takich kandydatów poznałem i im oddam swój głos.
Dlaczego? W niedzielę katolicy w niektórych świątyniach zapewne usłyszą, jeśli nie nazwiska, to podpowiedzi, na kogo powinni głosować. - Wierzę w obywatelską dojrzałość nie tylko moich parafian. Ludzie nie potrzebują podpowiedzi z ambony. Od 15 lat, czyli odkąd jestem duchownym, nie zdarzyło się, by ktoś przyszedł do mnie z zapytaniem na kogo ma głosować. Społeczeństwo to dorośli i mądrzy ludzie, którzy wiedzą kogo i co wybierają. Jeśli wybierzemy gorzej, poniesiemy tego konsekwencje. Nie należy nikogo prowadzić za rękę - trzeba tylko zachęcać tych zniechęconych do udziału w wyborach.
Może Księdza parafianie są politycznie niezaangażowani i kampania polityczna nie podnosi im ciśnienia? - Wręcz przeciwnie. Wśród członków naszego Kościoła są ludzie różnych opcji politycznych. Zdarza się, że dochodzi między nimi do żywych dyskusji politycznych, ale nigdy w kościele lub przed albo po nabożeństwie. W sali parafialnej, na różnego rodzaju spotkaniach - owszem, ale nie w kościele. Zdarza się, że stowarzyszenia zrzeszające ewangelików zapraszają na spotkanie polityka, którego program wydaje im się interesujący. Wtedy spotykamy się w miejscu neutralnym. Może to być salka parafialna, ale nie kościół. Brałem udział w kilku takich spotkaniach między innymi z Jackiem Kuroniem, gdy kandydował na urząd prezydenta RP.
A jeśli parafianin startuje w wyborach? - Jeżeli jest to osoba znana w parafii i obecna w jej życiu, to uważam, że należy się jej modlitwa i błogosławieństwo na służbę publiczną. Pamiętajmy, że jest to duże obciążenie zarówno dla kandydata i jego rodziny. Udzielę poparcia tylko w pierwszym okresie, pomiędzy decyzją o starcie w wyborach a rejestracją kandydata. Czyli de facto przed kampanią wyborczą. W formie praktycznej, może to być jednorazowa pomoc w zbieraniu wymaganych 2 tys. podpisów wymaganych przez PKW. Kampania wyborcza uruchamia w ludziach tak skrajne reakcje, że
Kościół nie powinien już potem w niej brać udziału.
I nie przypomni Ksiądz parafianom nazwiska w dniu wyborów? - Nie przypomnę. To niezgodne z prawem.
Powiedzmy, że Księdza parafianin startuje z listy partii, której program jest daleki od tego, co głosi chrześcijaństwo, promuje np. eutanazję, aborcję, małżeństwa homoseksualne. Co wtedy? - To sytuacja hipotetyczna. Prawdopodobnie osoba taka nie pochodziłaby z naszej wspólnoty. Jej prośba o pomoc i wsparcie byłaby okazją pogłębionej rozmowy duszpasterskiej
Skomplikujmy problem. Startuje dwóch kandydatów z Księdza parafii. Jeden z partii prochrześcijańskiej, a drugi z antychrześcijańskiej. - Pytanie zabrzmiało jakby to mieli być jacyś dwaj fanatycy i to w dodatku, którzy wyrośli w mojej parafii! Mam nadzieję, że Opatrzność mnie ustrzeże przed taką sytuacją. W każdym razie, wtedy należy trzymać się jeszcze dalej od polityki i żadnego nie przedstawiać ani w kościele ani na plebani, żadnemu nie pozwalać zbierać podpisów - bo to katastrofa gwarantowana i to na całe lata.
Tego, który startuje z listy partii antychrześcijańskiej, wyrzuci Ksiądz z Kościoła? - Nie mam takiego prawa. Kościół to miejsce dla świętych i grzeszników - kto jest kim i kiedy, wie tylko Bóg. Święci jakoś sobie radzą, a grzesznikom zawsze przyda się pomocna dłoń i dobre słowo.