Prezydent deklarował, że chce, by ustawa weszła w życie, bo wdraża unijną dyrektywę o powtórnym wykorzystaniu informacji publicznej. Ale ponieważ przychyla się do opinii, że została uchwalona z naruszeniem konstytucji - posyła ją do Trybunału.
Ten sposób postępowania prezydenta: strażnika konstytucji, który dopuszcza do wejścia w życie prawa uchwalonego niezgodnie z konstytucją, jest powszechnie krytykowany.
Ryszard Kalisz (
SLD) żądał nawet w poniedziałek postawienia prezydenta za to przed Trybunałem Stanu. Wcześniej, zanim jeszcze prezydent ustawę podpisał, konstytucjonalista i b. sędzia Trybunału Konstytucyjnego prof. Mirosław Wyrzykowski mówił "Gazecie": - Gdy
Trybunał Konstytucyjny orzeka sprzeczność z konstytucją trybu uchwalenia prawa, które weszło już w życie, to rodzi to rozmaite komplikacje. Tak było np. z przepisem kodeksu karnego regulującym odpowiedzialność za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. W konsekwencji trzeba było powtórzyć szereg procesów, w których zapadły już prawomocne wyroki. Jeżeli prezydent ma podejrzenie, że tryb uchwalenia był sprzeczny z konstytucją, powinien ustawę skierować do Trybunału w trybie kontroli uprzedniej, przed podpisaniem.
Sprzecznie z konstytucją uchwalona została tzw. poprawka Rockiego: wniesiona była w Senacie, bez debaty, a następnie przyjęta przez Sejm. Tymczasem z orzecznictwa Trybunału wynika, że na etapie Senatu nie można wprowadzać istotnych merytorycznych poprawek zawierających rozwiązania, które nie zostały wcześniej przyjęte przez Sejm.
Poprawka Rockiego wprowadza możliwość nieudostępniania informacji o opiniach i ekspertyzach zamówionych przez władze, jeśli mogłoby to zagrozić ważnemu interesowi gospodarczemu RP. Wcześniej podobny zapis był w rządowym projekcie, który trafił do Sejmu, ale jako zbyt drastycznie ograniczający dostęp do informacji publicznej został usunięty przed drugim czytaniem. Był to warunek, jaki postawił PiS, grożąc głosowaniem przeciwko nowelizacji.
Rząd i PO tłumaczą, że nieudostępnianie pewnych informacji jest konieczne, a procedura ich utajniania zbyt skomplikowana, dlatego potrzebny jest dodatkowy tryb ich ochrony. Według szeregu opinii, m.in. Fundacji Helsińskiej, Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich (które monitorowało przebieg prac nad ustawą), mec. Jana Stefanowicza, eksperta Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dr Tomasza Szewca z Politechniki Śląskiej w Gliwicach czy dr Michała Bernaczyka z Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Wrocławskiego konstytucję narusza nie tylko tryb uchwalenia "poprawki Rockiego", ale też jej treść, która nieproporcjonalnie do konieczności ogranicza konstytucyjne prawo do informacji o działaniach władzy publicznej. Prof. Wyrzykowski podkreślał w "Gazecie", że jeśli chce się konstytucyjne prawo ograniczyć trzeba bardzo precyzyjnie uzasadnić, dlaczego dotychczasowe rozwiązania są niewystarczające. Tymczasem poprawka Rockiego została uzasadniona tym, że konstytucja wymaga ograniczenia dostępu do informacji (w rzeczywistości konstytucja mówi jedynie, że ograniczania mogą być wprowadzane ustawą i tylko, jeśli są konieczne w demokratycznym społeczeństwie i nie naruszają istoty prawa).
Prezydent natomiast jest przekonany, że treść poprawki Rockiego jest zgodna z konstytucją. Jego minister, Sławomir Nowak twierdzi, że prezydent w tej sprawie konsultował się z konstytucjonalistami. Jednak Kancelaria Prezydenta od tygodnia nie odpowiada na pytanie "Gazety" o nazwiska tych konstytucjonalistów i zakres konsultacji.
W opiniach prawnych dotyczących nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej podnosi się też zarzut, że nowelizacja nieprawidłowo wdraża unijną dyrektywę. Np dr. Bednarczyk uważa, że rządowy projekt jest wbrew duchowi dyrektywy: ułatwienia i uregulowania prawa dostępu do informacji powtórnie wykorzystywanej. Dowodzi, że po wejściu ustawy w życie, uzyskanie informacji będzie trudniejsze niż dziś. Będzie można nałożyć na wnioskującego o informację rozmaite obowiązki, np. przekazywanie jej innym w określonej formie. Wydłuży się też oczekiwanie na udzielenie informacji.
Mec Stefanowicz uważa m.in., że nieprawidłowym wdrożeniem dyrektywy jest utworzenie centralnego repozytorium (katalogu) dostępnych informacji, bo dyrektywa stanowi, że powinien to być zbiór nie centralny, ale sieć zbiorów - tak, jak to zrobiono w przypadku Biuletynu Informacji Publicznej. Repozytorium centralne, do którego informacja będzie trafiać po uprzedniej akceptacji przez ministra ds. informatyzacji, w istocie utrudni dostęp do informacji. W dodatku może sprawić, ze informacje, których nie będzie w repozytorium - czyli tak naprawdę większość informacji - nie będzie udostępniana.
Do Komisji Europejskiej trafiła już skarga pragnącego zachować anonimowość polskiego obywatela na nieprawidłowe wdrożenie dyrektywy. Taka przynajmniej informacja pojawiła się na stronie popularnego prawniczego serwisu internetowego prowadzonego przez prawnika Piotra Waglowskiego (
www.vagla.pl).