http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Płyną apele o niepodpisywanie kontrowersyjnej ustawy o dostępie do informacji publicznej

Ewa Siedlecka
2011-09-23, ostatnia aktualizacja 2011-09-27 13:56

Do wtorku prezydent ma czas na decyzje w sprawie kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej

Do prezydenta płyną kolejne apele o niepodpisywanie ustawy. Wspólny apel 37 organizacji podpisało już w internecie ponad sto organizacji i osób. Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich, które od początku monitorowało prace nad rządowym projektem nowelizacji i jako pierwsze wszczęło alarm dotyczący drastycznego ograniczenia tego dostępu, napisało swój list do prezydenta dołączając do niego dwie opinie prawne.

Opinia dr Tomasza Szewca z Politechniki Śląskiej w Gliwicach mówi o sprzeczności z konstytucją wrzuconego poprawką senacką przepisu, który pozwala nieudostępniać analiz i opinii zamówionych przez władze, jeśli mogłoby to zaszkodzić "ważnym interesom gospodarczym".

Opinia dr Michała Bernaczyka z Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Wrocławskiego mówi o wadliwym wdrożeniu dyrektywy o ponownym wykorzystania informacji publicznej, które to wdrożenie było deklarowanym przez rząd celem nowelizacji ustawy. Na groźbę unijnych kar z powodu niewdrożenia tej dyrektywy powołuje się prezydent Bronisław Komorowski argumentując, że kontrowersyjna rządowa nowelizacja powinna wejść w życie.

Dr. Bernaczyk uważa, że rządowy projekt jest wbrew duchowi dyrektywy: ułatwienia i uregulowania prawa dostępu do informacji "powtórnie" wykorzystywanej. Chodzi o informację, która została wytworzona do innego celu, niż ktoś chce ją wykorzystać. Np. do celów dokumentacji wypadku drogowego, a ktoś chce ją uzyskać, żeby opracować mapę zagrożeń wypadkami na danym terenie.

Dr. Bernaczyk dowodzi, że po wejściu ustawy w życie, uzyskanie takiej informacji będzie trudniejsze niż dziś. Będzie można nałożyć na wnioskującego o informację rozmaite obowiązki, np. przekazywanie jej innym w określonej formie. Wydłuży się też oczekiwanie na udzielenie informacji.

Szymon Osowski z SLLGO wymienia też inne ograniczenia: - Będzie trzeba tłumaczyć, jak chce się wykorzystać daną informację. Po co? Czy to znaczy, że można się będzie niezgodzić na takie wykorzystanie? Dziś można wykorzystywać uzyskaną informację dowolnie - oczywiście zgodnie z prawem - dodaje.

I podkreśla, że unijna dyrektywa miała na celu jedynie zagwarantować możliwość powtórnego wykorzystania informacji - np. żeby nie można było zawierać z jakimś podmiotem umów na wyłączność jej przekazywania - a nie wprowadzać skomplikowane procedury, które to utrudnią.

Do prezydenta zaapelowało też pięć organizacji - w tym Fundacja Panoptykon - które uważają, że sama ustawa jest "potrzebna i ważna dla przyszłości informacji publicznej w Polsce". Piszą, że gdyby prezydent nie zechciał jej podpisać ze względu na kontrowersyjny tryb uchwalenia (drastycznie ograniczenie dostępu do informacji przyjęto poprawką senacką) lub ze względu na kontrowersyjność tego przepisu, to apelują o ponowne wniesienie projektu - bez owego przepisu - do Sejmu przyszłej kadencji.

Ustawę za w całości kontrowersyjną uznało pięciu liderów PRL-owskiej opozycji, z Lechem Wałęsą. Apelowali o jej niepodpisywanie. Prezydent mówi, że rozważa podpisanie, a potem ewentualne zaskarżenie trybu uchwalenia ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

We wczorajszej "Gazecie" prof. Mirosław Wyrzykowski z Zakładu Praw Człowieka na Wydziale Prawa UW, b. sędzia Trybunału Konstytucyjnego mówił, że jeśli prezydent ma wątpliwości co do konstytucyjności ustawy, to powinien ją posłać do Trybunału przed podpisaniem, bo wejście w życie niekonstytucyjnych przepisów powoduje potem liczne perturbacje. Prof. Wyrzykowski ma też wątpliwości co do tego, czy senacka poprawka nie narusza konstytucyjnej wolności dostępu do informacji.

We wtorek prezydencki minister Sławomir Nowak stwierdził w radiu TOK FM, że prezydent już skonsultował się z konstytucjonalistami i nie ma wątpliwości co do zgodności z konstytucją treści tej poprawki. Od wtorku bezskutecznie pytamy Kancelarię Prezydenta o nazwiska tych konstytucjonalistów. Według obowiązującej jeszcze ustawy powinniśmy dostać tę informację, bo nie można ukrywać danych "osób pełniących funkcje publiczne i mających związek z pełnieniem tych funkcji".

A jeśli prezydent podjęcie decyzji konsultuje w sposób oficjalny z kimkolwiek, to ta osoba jest tym samym "związana z pełnieniem funkcji publicznych". Jednak kiedy wejdzie w życie rządowa nowelizacja ustawy, senacka poprawka, przez swoją ogólnikowość i niejasność, na która zwracał uwagę prof. Wyrzykowski, może służyć do odmowy udzielenia takiej informacji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':