http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słynny most odnaleziony! Wyciągnęli fragment z Wisły

Jakub Chełmiński
2011-09-19, ostatnia aktualizacja 2011-09-19 08:26

Ponad stuletni fragment Mostu Kierbedzia wydobyli z Wisły "poszukiwacze skarbów", czyli specjaliści od przeczesywania rzecznego dna. Następna misja: odnaleźć rzeźby, kolumny i działa zatopione w Wiśle w czasie potopu szwedzkiego.

Fragment Mostu Kierbedzie znaleziony na dnie Wisły
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Fragment Mostu Kierbedzie znaleziony na dnie Wisły
Od kilku tygodni pod warszawskimi mostami cumuje dziwna flota: statek o nazwie "Sarna" z dużym żółtym dźwigiem na pokładzie, z przyczepioną barką, holownikiem "Śmiały" i kutrem. To ekipa firmy Rako specjalizująca się w wydobywaniu ciężkich przedmiotów z dna rzeki. - Na co dzień wyciągamy na przykład zatopione barki, które tarasują tor wodny - wyjaśnia Grzegorz Radomski.

Tym razem jednak misja jest inna. Na zlecenie Zakładu Badawczego Dróg i Mostów ekipa poszukuje elementów starych warszawskich przepraw. W tym celu przeszukuje dno, co wygląda nieco jak wędkowanie. Stojąc na pokładzie "Sarny", poszukiwacz wrzuca do wody duży magnes na lince. Ten sunie po dnie, w końcu trafia na metalowy przedmiot. - Jeśli jest dość lekki, to wyciągamy go razem z magnesem. Jeśli to coś większego, to pod wodę schodzi nurek i przyczepia liny i żelastwo wyciąga dźwig - opowiada Radomski.

Najstarszy most leżał na dnie

Poszukiwania są wyjątkowo trudne, bo choć Wisła ma tu blisko trzy metry głębokości, to już metr pod lustrem wody panują całkowite ciemności. Nurek porusza się po omacku i tak też zaczepia liny do znaleziska. Tym większa była radość ekipy, gdy w czwartek wieczorem magnes "złapał" duży ciężki przedmiot. Gdy dźwig wyciągnął go nad wodę, poszukiwaczom ukazała się sześciometrowa stalowa kratownica. Nie ma wątpliwości, że to fragment mostu Kierbedzia. - To duży sukces, bo przeprawa ta była pierwszym stałym mostem przez Wisłę w Warszawie. Wiele osób uważało, że nie ma co już go szukać w Wiśle - mówi prof. dr hab. inż. Barbara Rymsza, kierownik Zakładu Mostów z Instytut Badawczego Dróg i Mostów, który zlecił poszukiwania.

Przed mostem Kierbedzia brzegi spinały przeprawy pontonowe, łyżwowe (na łodziach nazywanych "łyżwami") czy drewniane. Ale dopiero wzniesiony w połowie XIX wieku stalowy most z charakterystyczną kratownicą na dobre na stałe przyłączył Warszawę do Pragi. Teraz kratownica zostanie gruntownie zbadana przez naukowców. Muszą oczyścić ją z muszli, mułu i rdzy. Dopiero wtedy okaże się, czy ten fragment spadł do rzeki w czasie wysadzenia mostu przez Rosjan w 1915 roku, czy przez Niemców w 1944 r.

Znalezienie mostu Kierbedzia jest zwieńczeniem trzyletnich poszukiwań prowadzonych przez IBDiM. - Nie mamy w Warszawie wielu autentycznych zabytków, stąd tak ważne jest, aby zachować fragmenty mostów - mówi prof. Rymsza. Przed dwoma laty udało się już znaleźć element przeprawy przerzuconej nad rzeką na wysokości Cytadeli. Razem z ostatnim znaleziskiem ma być eksponowany w przestrzeni miejskiej. Możliwe, że trafi na wyremontowany nadrzeczny bulwar koło Syrenki.

Teraz szwedzkie łupy

Poszukiwacze z Rako liczą, że trafią na jeszcze przynajmniej jeden fragment kratownicy, ale czekają na nich już następne zadania. Wkrótce przeniosą się na wysokość klubu Spójnia na Żoliborzu, gdzie szukać będą prawdziwych skarbów: rzeźb, posadzek i dział, które w czasie potopu Szwedzi masowo wywozili z Warszawy. - Grabili wówczas wszystko, co się da. Plądrowali pałace i szlacheckie dwory - mówi dr Hubert Kowalski z Instytutu Archeologicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Łupy spławiano barkami do Gdańska, skąd statkami płynęły na drugą stronę Bałtyku. Szwedów zgubiła jednak chciwość. Niektóre barki były zbyt obciążone i tonęły w Wiśle. Skąd to wiadomo? W 1906 roku jeden z warszawskich piaskarzy trafił na zakopaną w mule metrową rzeźbę delfina, która prawdopodobnie pochodziła z fontanny w ogrodzie w rezydencji Wazów. Znalezisko jest dziś w Muzeum Historycznym m.st. Warszawy. - Prawdopodobnie rzeźba pochodziła z ogrodowej fontanny. Wraz z nią zatonęły przedmioty zagrabione z Pałacu Kazimierzowskiego: m.in. działa, kule armatnie, dekoracje, może nawet kolumny - mówi dr Kowalski.

Czy przedmioty te wciąż leżą na dnie Wisły? W ramach "Projektu Wisła" od dwóch lat szukają ich historycy i archeolodzy z UW i innych uczelni. Nie jest łatwo, bo przez ponad 300 lat Wisła zmieniała bieg i nanosiła wciąż nowe warstwy piasku. Dno przeszukiwano już sonarami, magnometrami, echosondami, a nawet specjalistycznym sub-bottom profilerem, który skanuje grunt nawet trzy metry pod dnem. Urządzenia wykazały sporo anomalii, które oznaczają, że w wielu miejscach są przysypane jakieś przedmioty. Płetwonurkowie z firmy Rako będą je próbowali wydobyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
  • 1
  • 1
  • 1
  • 62 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':