http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chwila nieuwagi i utajnią nam Rzeczpospolitą!

Ewa Siedlecka
2011-09-15, ostatnia aktualizacja 2011-09-15 17:39

Fot. S3awomir Kaminski / AG

Po cichutku, wśród debat nad wypowiedzią ministra Rostowskiego w emigracji do Stanów, czy nad dawaniem na mszę przez prezesa PiS-u, możemy stracić ważny instrument kontrolowania władzy. Czy Sejm odbierze nam prawo do informacji o procesie podejmowania decyzji przez władze, instytucje, przedsiębiorstwa czy organizacje, które wykonują zadania publiczne? Nad takim właśnie przepisem zagłosuje Sejm na ostatnim posiedzeniu.

Przepis wymyślił rząd, a konkretnie ministrowie skarbu, finansów i spraw zagranicznych, a także Prokuratoria Generalna. Chodziło o to, by z ustawy o dostępie do informacji publicznej wykluczyć dostęp do informacji jakie stanowisko zajmują rząd, organa władzy przed międzynarodowymi organami, w negocjacjach umów międzynarodowych, przed sądami, trybunałami - także polskimi. To samo miało dotyczyć opinii i ekspertyz, na podstawie których organy władzy podejmują decyzje.

Pod naciskiem opinii publicznej i opozycji rząd w Sejmie się z tego wycofał. Ale senator PO Marek Rocki (zapewne nie wyłącznie na skutek własnej ułańskiej fantazji) zgrabną "wrzutką" (bez debaty w Senacie) przywrócił przepis w nieco zmodyfikowanej wersji. Modyfikacja polega na tym, że chroni przed udostępnianiem opinii i ekspertyz nie tylko władzę, ale wszystkie podmioty - publiczne czy prywatne - które wykonują zadania publiczne. Za to dodał małe "tylko" - tylko w sprawach, gdzie wchodzi w grę interes gospodarczy RP.

Tak więc nie dowiemy się np. że z opinii ekspertów zamówionych przez rząd wartość prywatyzowanego przedsiębiorstwa jest zaniżona, że eksperci ostrzegali kierownictwo przedsiębiorstwa z udziałem skarbu państwa, że jego decyzje mogą być rujnujące, albo, że jakiś przetarg jest ustawiony pod jednego oferenta. Nie będziemy się mogli zapoznać z ekspertyzami, którymi kieruje się rząd nie chcąc przystąpić do rozdziału "Solidarność" w unijnej Karcie Praw Podstawowych.

Nie dowiemy się, na podstawie jakich opinii prezydent uznał, że zmiana ustawy o OFE jest zgodna z konstytucją. Mało tego: procesy przeciwko Skarbowi Państwa - np. za odszkodowanie za zakażenie żółtaczką będą musiały się toczyć z wyłączeniem jawności, bo opinia publiczna straci prawo do zapoznania się z opiniami biegłych.

Wreszcie niejawnie będzie się odbywała cześć prac Sejmu i Senatu nad projektami stanowisk polskiego rządu w sprawach rozmaitych dyrektyw, rozporządzeń czy decyzji unijnych. To tylko pierwsze z brzegu przykłady, bo przepis jest tak ogólny i niedookreślony, ze daje szerokie pole popisu dla osób, które będą odmawiać udostępnienia.

Przepis jest sprzeczny z konstytucją, której art. 61 gwarantuje nam dostęp do informacji o działaniach władzy i instytucji dysponujących publicznymi pieniędzmi. Można się pocieszać, że jeśli zostanie zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego, to ten go uchyli. Tylko kiedy? Za pięć lat? Chyba, że posłałby go tam prezydent, co wymagałoby od niego wzniesienia się ponad swój tzw., partykularny interes (jemu też jest przecież wygodniej nie ujawniać zamawianych ekspertyz i opinii).

Może więc posłowie pójdą jednak po rozum do głowy i zagłosują przeciw. Bo inaczej ukręcą bicz także na siebie: i oni nie uzyskają dostępu do owych opinii, ekspertyz i stanowisk negocjacyjnych. I nic im nie pomoże, że mają dostęp do informacji niejawnych, bo to nie będą informacje z klauzulą tajności, tylko zupełnie nowy rodzaj: "informacje nieudostępniane".

Jak to kiedyś pisano na plakatach reklamujących przepisy BHP: "chwila nieuwagi - kalectwo na całe życie."



***

Z ostatniej chwili: Na koniec piątkowego posiedzenia Sejm zagłosuje nad senacką poprawką do ustawy o dostępie do informacji publicznych, która pozwala odmówić udostępnienia większości informacji związanych z podejmowaniem decyzji nie tylko przez władzę, ale też wszelkie instytucje czy przedsiębiorstwa wykonujące zadania publiczne

W czwartek sejmowa Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych zdecydowała, że zarekomenduje posłom odrzucenie tej poprawki. Negatywnie wypowiedziało się o niej Biuro Legislacyjne Sejmu: - W świetle orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego poprawka budzi wątpliwość, co do dochowania prawidłowości procesu legislacyjnego - stwierdził jego przedstawiciel. Chodzi o to, że została zgłoszona na kilka godzin przed głosowaniem nad ustawą w Senacie.

Przeciwko poprawce protestują organizacje pozarządowe. Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup obywatelskich prowadzi akcję wysyłania maili do posłów. Przeciwko podobnemu zapisowi wypowiadał się wcześniej rzecznik praw obywatelskich.

[ZAAPELUJ DO POSŁÓW]

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 8
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':