- Z tego, co wiem, prokuratura już prowadzi czynności i niech ona oceni, o jakiej kwalifikacji prawnej tego czynu możemy mówić. Muszę powiedzieć, że pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją - powiedział Kwiatkowski w RMF FM.
Dodał, że można się zastanowić, czy nie jest to naruszenie artykułu 267 kodeksu karnego, czyli bezprawnego uzyskania informacji. Przestępstwo to jest zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności czy nawet pozbawienia wolności do dwóch lat.
W poniedziałek po południu do Polskiej Agencji Prasowej mailem przesłano oświadczenie wysłane z adresu podobnego do adresu sejmowego konta posłanki
PiS. Były w nim m. in. dane kontaktowe jej biura poselskiego w Sycowie.
W oświadczeniu była mowa o jej rezygnacji ze startu w
wyborach parlamentarnych. Na podstawie tego oświadczenia PAP nadała taką informację; w tym czasie agencji nie udało się skontaktować z posłanką.
Informację o rezygnacji Kempy, szefowej świętokrzyskiego PiS, ze startu w wyborach zdementował przewodniczący klubu PiS Mariusz Błaszczak. Dementi posłanka umieściła też na swojej stronie internetowej. Oświadczyła, że ktoś musiał się włamać do jej skrzynki mailowej.
Dziś rano w
TVN 24 Kempa zaatakowała rząd.
- To, co się stało to wielka próba ataku na mnie. - Jestem oburzona, że podawano tę informację bez uprzedniego sprawdzenia!
Zapewniła, że będzie domagała się wyciągnięcia konsekwencji w tej sprawie.
Wydaje mi się, że za to odpowiada rząd. Tej sprawy bym nie bagatelizowała
Według Kempy sprawa jest jasna. - Skoro
Polska Agencja Prasowa bez uprzedniego sprawdzenia podaje natychmiast takie informacje, to co ja mam sądzić, jak nie to, że to jakaś
zmasowana akcja przeciwko nie tylko mojej osobie, ale
przeciwko mojej formacji politycznej? - pytała. Cała zaś sytuacja jej zdaniem świadczy o tym, że "coś w państwie nie funkcjonuje".
- Państwo polskie odpowiada za zabezpieczenie skrzynek mailowych posłów!
Dodała, że już zawiadomiła policję i ma nadzieję, że sprawą zabezpieczeń skrzynek mailowych w Sejmie zajmie się marszałek.
Minister sprawiedliwości był też pytany przez Konrada Piaseckiego w RMF FM, czy PiS ma formalne podstawy, żeby wysyłać swoich mężów zaufania do komisji wyborczych. Kwiatkowski podkreślił, że może to zrobić każda partia.
- Ja mam ten komfort, że mam dużo większe zaufanie do polskiej demokracji po ponad 20 latach i - bym powiedział - uzasadnione. Do tej pory przy wyborach nigdy na szczeblu krajowym takich dyskusji nie było. A pamiętajmy, że słowa polityka mogą także podważać zaufanie do całego procesu wyborczego, wiec powinniśmy je wypowiadać wstrzemięźliwie - powiedział minister.
Przeczytaj również: Kempa nie startuje w wyborach? To fałszywka.