Biało-czerwona flaga po lewej stronie, po prawej flaga unijna. Przy niej na białym tle napis Sojusz Lewicy Demokratycznej. I już wiadomo, że na scenie warszawskiego Teatru Studio w Pałacu Kultury nie wystawiają sztuki, a grany jest partyjny zjazd wyborczy. W małej, dusznej sali wszystkie fotele są zajęte. Zamiast publiki - działacze Sojuszu. Nad ich głowami ogromy, kryształowy żyrandol. Ale nie on daje tu światło, to reflektory skierowane na partyjnych przywódców, na tych, którzy, jak sami o sobie mówią, serce mają po lewej stronie.
Antrakt też zaplanowano, na gości czeka bufet. A jeść mogą przy białych lub czerwonych stołach.
Młodzi ludzie przechadzają się w koszulkach z hasłem: "Jestem fanem Łukasza Naczas", inni mają czerwone koszulki z nazwiskiem konkretnego kandydata lub logo SLD.
Na scenie, dyżurna już para: Magda Ogórek i Łukasz Naczas prowadzący konwencję, oboje są też kandydatami w
wyborach do Sejmu.
Kwaśniewski namaszcza Napieralskiego Gościem specjalnym jest były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Mówił długo, dłużej niż zaplanowano. - SLD jest za wejściem Polski do
strefy euro. Więcej Europy a nie mniej - mówił. I wyjaśniał: - Oczywiście to wejście musi mieć charakter rozsądny, musi być przygotowane, musi przynieść odpowiednie korzyści obu stronom, a więc i Polsce i trefie euro. Ale to jest ta kolejna kotwica, która powinna doprowadzić do tego, że jesteśmy na trwale obecni w strukturach Unii Europejskiej, że możemy mówić jeszcze silniejszym
głosem. I nie będziemy stali w poczekalni, jak to ma miejsce dzisiaj, gdy wielcy Europy rozmawiają o przyszłości naszego kontynentu - mówił Kwaśniewski.
I nawiązał do hasła SLD: - To jest jedna z najważniejszych części owego jutra bez obaw, które jest dzisiaj hasłem wyborczym Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Poparł Grzegorza Napieralskiego: - Sojusz Lewicy Demokratycznej buduje swoje silne przywództwo, że właśnie to przywództwo oparte zarówno o lidera, przewodniczącego partii Grzegorza Napieralskiego, ale także o drużynę, która stoi za nim, to jest to, co jest gwarancją, że program będzie wypełniony, że będziemy z każdym rokiem silniejsi. Nasza obecność tutaj, moja, Leszka Millera, ma być wsparciem dla tego właśnie budującego się przywództwa młodych ludzi, ale już doświadczonych, ludzi z wyobraźnią i wizją, ludzi, którzy mówiąc o jutrze, mówią o swojej przyszłości, mówią o tym co chcą budować dla siebie, dla swoich rodzin, dla swoich
dzieci.
Tusk i Kaczyński jak Paweł i Gaweł Zwraca się do młodych, prosi o ich głos: - Jeżeli dziś wyborcy niezdecydowani, jeżeli młodzi wyborcy pytają: jaki moralny tytuł ma lewica, aby ubiegać się o głos, jaki ma tytuł, aby myśleć o współrządzeniu to on wynika z naszego wkładu, z naszej determinacji, żeby
Polska była demokratyczna i wolna, aby była państwem prawa i dysponowała dobrą konstytucją, aby była bezpieczna i mogła cieszyć się gwarancjami najpotężniejszych sojuszników, jacy istnieją, aby mogła rozwijać się i cieszyć się z tych wszystkich osiągnięć współczesnej, nowoczesnej Europy, z których przez lata całe cieszyły się kraje zachodnie - mówi.
Znany z ciętego języka, były premier Leszek Miller nie zawodzi, obrazowo i złośliwie opisuje konkurentów SLD: - Donald Tusk i Jarosław Kaczyński, jak Paweł i Gaweł, razem stoją w jednym, nieeuropejskim domku - mówi. Dodaje, że jego zdaniem polski głos w debacie o przyszłości Europy brzmi słabo i cienko. - A czasem lepiej, by w ogóle nie brzmiał, by w ogóle go nie było. To prawda, że w europejskiej debacie Donald Tusk różni się od Jarosława
Kaczyńskiego, ale głównie krojem garnituru, bo nie jego zawartością - znów żartuje. - Premier Tusk, tak samo jak premier Kaczyński, nie potrafi też wprowadzić
Polski do strefy wspólnej waluty euro. Wyraźnie widać, że obaj panowie, jak
Paweł i Gaweł, stoją razem w jednym nieeuropejskim domku - dodał Miller.
Olejniczak bez prezentu Europosłanka SLD Joanna Senyszyn bawi salę, gdy mówi: - Przypomina mi się rysunek Mleczki, młoda para stoi nad sedesem, z którego się wylewa. I mówią: Zrobiliśmy wiele, ale nadal jest wiele do zrobienia. I to jest ilustracja dla hasła PO - mówi, a sala śmieje się i bije brawo.
Ale brawa dostaje też Wojciech Olejniczak, gdy pojawia się na scenie. Zaczyna od ironii z oponentów politycznych. Obala hasło PO: - To Polacy w 2001 głosując na SLD i w referendum zdecydowali, że Polska ma się budować i rozwijać. I obowiązkiem każdego rządu jest budować. Różnie rządy do tego podchodzą, jedni lepiej, inni, tak jak teraz, gorzej. Zawsze najlepiej budowała Polskę lewica. Chcemy wygrać wybory, chcemy wrócić do władzy do współrządzenia, żeby dalej zmieniać. Naszym celem nie są tylko wspomnienia, obrona dorobku ludzi lewicy. Nie chcemy tylko przypominać, chcemy też budować, patrzeć w przyszłość. Nie mamy prezentu, ale mamy siebie i możemy razem działać - zakończył Olejniczak.
In vitro zamiast CBA Ostatni przemawia lider SLD Grzegorz Napieralski. W ręku ma pióro, które podarował mu Leszek Miller: - To najcudowniejszy prezent jaki można otrzymać w tym dniu. Obiecuję, że podpiszę tym piórek Kartę Praw Podstawowych - mówi i chowa pióro do kieszeni. - Schowam, żeby się z nim nic nie stało - usprawiedliwia się.