Napisał o tym w raporcie dla
MSZ prof. Adam Suchoński, ekspert
MEN ds. podręczników historii i członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Dydaktyków Historii. Przed przejęciem polskiej prezydencji w UE zbadał wszystkie europejskie podręczniki do historii dla szkół średnich. Sprawdzał, jaki obraz Polski wynosi ze szkoły europejski maturzysta.
W brytyjskim podręczniku "History in the Making" z 2002 r. czytamy: "W Polsce rolnictwo jest bardzo zacofane. Widuje się na polach konie i wozy drabiniaste. Bardzo rzadko używa się maszyn. Takie rolnictwo nie może być wydajne".
Inny podręcznik wyspiarski "A History of Civilisation" z 2001 r.: "
Polska chorym człowiekiem Europy. Anarchia, liberum veto, tron można tam sobie było kupić za łapówkę. Czy to są cechy stałe?".
W wielu podręcznikach są jeszcze zdjęcia ręcznej pracy na roli, krowy zaprzęgniętej do wozu i dymiące kominy Nowej Huty z podpisem: "Czy kraj z takim podejściem do ekologii nadaje się do Unii?". To fragment o krajach kandydujących wówczas do UE z podręcznika "Zeitreise 9/10" (
Berlin 2002 r.). Nadal uczy się z niego niemiecka młodzież.
- Te podręczniki cały czas są w użytku. Wznawiane raz na kilka lat utrwalają negatywny stereotyp Polaków i Polski. Trafiają do 60 milionów europejskich maturzystów. Jesteśmy pokazywani jako bojownicy i ofiary wojen, prześladowań i nieudanych powstań narodowych - mówi prof. Suchoński.
Jego zdaniem zniekształcony obraz Polski to efekt naszych wieloletnich zaniedbań, bo ani politycy, ani historycy nie biorą udziału w pracach nad europejskimi podręcznikami. - Jesteśmy np. sygnatariuszami deklaracji wiedeńskiej z 1993 r. o opracowaniu tzw. Karty historii mówiącej o tym, jak interpretować dzieje, by nie dzieliły, ale łączyły kraje Europy. Jednak dokument nie jest przetłumaczony na język polski i mało kto w Polsce o nim wie.
- Inaczej niż
Niemcy, Francuzi czy Włosi, którzy propagują swoje historyczne sukcesy, my obnosimy się ciągle z wątkiem martyrologicznym. Nawet w Parlamencie Europejskim potrafimy tylko o Katyniu czy Smoleńsku robić wystawy. O naszych sukcesach - cisza - dodaje.
I proponuje, żeby do zmiany obrazu Polski wykorzystać okres prezydencji. W raporcie dla MSZ profesor radzi powołać przy ambasadach osoby odpowiedzialne za monitorowanie wątków polskich w podręcznikach historii, wiedzy o społeczeństwie, a nawet geografii. - By w porę reagować. Tak jak w przypadku szwedzkiego podręcznika mówiącego o polskim obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Szwedzi szybko się z tego wycofali - mówi Suchoński.
Wiele krajów ma instytuty, które monitorują, co się o tych krajach pisze w podręcznikach.
Trzeba przygotować materiały o ważnych dla Polski wydarzeniach, kluczowych postaciach, także kultury i nauki, i umieścić je w Instytucie Georga Eckerta w Brunszwiku, mekce autorów podręczników. - Gdy będą mieć porządną ściągę z naszej historii i współczesności, to na pewno z niej skorzystają - przekonuje.
Prof. Suchoński zwraca też uwagę, że w przeciwieństwie do polskich historyków autorzy podręczników z innych państw dostają stypendia na wyjazdy do Instytutu Eckerta. - Przeglądają tam podręczniki i wiedzą, jak ich kraj jest w nich przedstawiany. Mogą interweniować przez międzypaństwowe komisje podręcznikowe.
W MSZ powstała specjalna grupa. A raport Suchońskiego trafił także do MEN, Ministerstwa Kultury i do polskich placówek dyplomatycznych.
Rozmowa z prof. Suchońskim dziś w papierowym wydaniu "Gazety Wyborczej"