O wycofanie się z list Sojuszu apelował do nich Robert Biedroń, działacz Kampanii przeciw Homofobii. W środę sam zrezygnował ze startu z list
SLD, bo czuje się oszukany. Szef partii
Grzegorz Napieralski obiecywał Biedroniowi pierwsze miejsce na jednej z list, a dał mu czwartą pozycję w
Warszawie, którą SLD zaoferował także Krystianowi Legierskiemu i Agnieszce Grzybek z Zielonych 2004.
- Grzegorz nas oszukał! - mówił "Gazecie" Biedroń. - Wykorzystywanie problematyki równouprawnienia kobiet, aborcji, związków partnerskich czy mowy nienawiści przed wyborami znów okazało się tylko zagrywką wyborczą SLD.
Kilka dni wcześniej ze startu z list SLD zrezygnowała Wanda Nowicka, szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Jej też obiecano pierwsze miejsce, a skończyło się na czwartym, czyli bez szans na mandat.
Ostatecznie to Legierski, działacz na rzecz mniejszości seksualnych, jest czwórką w Warszawie. Zieloni 2004 chcą jeszcze zawalczyć o piąte miejsce na liście dla Grzybek.
Wikiński szuka telefonu
Politycy Sojuszu był źli na Biedronia. Marek Wikiński, wiceszef klubu SLD, mówił dziennikarzom: "Nie można tak niepoważnie traktować służby publicznej, targując się o miejsca na liście wyborczej. Jestem tak taktowny wobec pana Roberta Biedronia, że aż się obawiam, żebym nie stał się obiektem adoracji z jego strony".
Biedroń tak skomentował słowa Wikińskiego: "SLD pokazało homofobiczną gębę!"
A Tomasz Szypuła z Kampanii przeciw Homofobii wydał oświadczenie: "Pan Poseł Marek Wikiński, starając się zdyskredytować swojego niedawnego kolegę partyjnego, sięga po retorykę, która ma ośmieszyć Roberta Biedronia. Na szczególne potępienie zasługuje fakt, iż jest to retoryka odnosząca się do orientacji seksualnej Biedronia, co nosi znamiona homofobicznej mowy nienawiści. Ta wypowiedź jest szczególnie niezrozumiała w kontekście działań partii, która w parlamencie składa projekt ustawy o zwalczaniu mowy nienawiści, czy ustawy o umowie związku partnerskiego".
Wypowiedź Wikińskiego miała jednak ciąg dalszy. Dorzucił: "Amatorskie zachowanie Biedronia może wynikać z zarzutów stawianych wobec niego". Chodzi o zatrzymanie Biedronia przez policję w trakcie kontrmanifestacji przeciw narodowcom 11 listopada zeszłego roku. Biedroń oskarżył policję o bezzasadne zatrzymanie i pobicie,
policja odwdzięczyła mu się oskarżeniem o napaść na policjanta (miał go próbować uderzyć w twarz).
Wczoraj poseł SLD przeprosił Biedronia. - Ale tylko za tę drugą wypowiedź. Tłumaczył, że rzecznik Sojuszu Tomasz Kalita mu rzucił, że mam zarzuty, i nie wyjaśnił, o co chodzi. Wikiński nie rozumiał, dlaczego miałby mnie przepraszać za słowa o "adoracji".
Sam Wikiński w rozmowie z "Gazetą" wyjaśnia, że kajał się także za słowa "adoracji ze strony Biedronia". Dodaje, że z przeprosinami czekał dobę, ponieważ nie umiał zdobyć numeru telefonu do Biedronia.
SLD nie dzwoni
Wczoraj wyszła na jaw kolejna złamana obietnica wyborcza w SLD. Na wrocławskiej liście w pierwszej trójce miała być Renata Berent-Mieszczanowicz, kandydatka Partii Kobiet i Demokratycznej Unii Kobiet. Ale na liście jej nie ma i nikt z SLD nawet nie zadzwonił do niej, żeby ją uprzedzić.
Demokratyczna Unia Kobiet oświadczyła więc: "SLD zdradził kobiety wielokrotnie, a własnej tożsamości ideowej już od bardzo długiego czasu nie pamięta. Nie jest więc partią, na której programie można wprowadzać zmiany dotyczące rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i demokratycznego ładu politycznego. Wielu z nas ma problem, na kogo głosować".
Zieloni i
Partia Kobiet są oburzone sposobem, w jaki Napieralski potraktował Biedronia, a wcześniej Nowicką.
Agnieszka Grzybek: - Dyskutowaliśmy, co robić w tej sprawie, ale jednak idziemy z SLD. Jest długa lista problemów do rozwiązania, nie możemy czekać, aż powstanie prawdziwa lewica.
Iwona Piątek, szefowa Partii Kobiet: - Jestem poruszona tym, jak SLD potraktowało Roberta, ale nasze porozumienie nie zostało z SLD złamane.