Wypowiedź Zanga ukazała się na popularnym chińskim serwisie mikroblogowym Sina Weibo. Wicemer tłumaczył: - Nie tylko trudno [zwykłym Niemcom] dostać zgodę na korzystanie z niego, ale jest on też bardzo drogi. Na Zachodzie dużo uwagi przykłada się do ideologicznego zarządzania internetem. Zatem możemy powiedzieć, że nasz kraj jest bardzo cywilizowany, bardzo demokratyczny i że wobec tego każdy winien się czuć bardzo szczęśliwy.
Telewizja Deutsche Welle próbowała skontaktować się z Zangiem i zapytać, jak doszedł do tak interesującej konkluzji. Sekretarz wicemera stwierdził, że Zanga nie ma w pracy. Przyciśnięty przez dziennikarzy dodał, że to wydział propagandy władz miejskich był zaangażowany w publikację wypowiedzi wicemera. Ale wydział odparł, że nie miał z tym nic wspólnego i nic o sprawie nie wie.
System kontroli internetu w Chinach jest najbardziej rozbudowany na świecie. Do dziś, wstukując tam w wyszukiwarce słowa "Tiananmen" i "masakra", nie da się nic znaleźć. W 1989 r. chińskie władze wysłały wojsko przeciwko studentom, którzy protestowali na centralnym placu Pekinu, domagając się demokratyzacji kraju. Nikt nie wie, ile osób zginęło - być może nawet kilka tysięcy. Po aresztowaniu niedawno najsłynniejszego chińskiego artysty Ai Weiweia jego nazwiska też nie można było znaleźć w sieci.
Źródło: Gazeta Wyborcza