http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po co chińskiej rodzinie drugi potomek

Maria Kruczkowska
2011-07-14, ostatnia aktualizacja 2011-07-14 08:20

Guangdong, najbogatsza prowincja Chin, chce odejść od polityki jednego dziecka. Na razie na próbę. - Niektórym parom pozwolimy na drugie - zaproponowały władze Guangdongu

Politykę jednego dziecka wprowadzono w Chinach  w 1979 r. Pekin broni jej do dziś...
Fot. Stock Photo
Politykę jednego dziecka wprowadzono w Chinach w 1979 r. Pekin broni jej do...
SERWISY
Dyrektor Zhang Feng, szef komisji ludności prowincji, ogłosił projekt pilotażowy, który może uczynić z Guangdongu poligon doświadczalny dla innych regionów. "Pozwolimy niektórym rodzinom na posiadanie dwójki dzieci" - cytuje go BBC. Chodziłoby o pary, w których jedno z małżonków jest jedynakiem.

Prowincja Guangdong liczy 104 mln mieszkańców, najwięcej w Chinach. I jest najbogatsza - z dziesiątek tysięcy fabryk w delcie Rzeki Perłowej w świat płynie tanie "Made in China".

Czy młodzi rodzice zdecydują się na udział w eksperymencie? To nie jest wcale pewne. Chińczycy, którym od 1981 r. wolno mieć tylko jedno dziecko, zachłannie konsumują, kupują mieszkania, samochody, płacą raty. Coraz częściej uważają, że potomek to droga inwestycja i że... jeden wystarczy.

A ci, którzy marzą o drugim, dobrze wiedzą, jak obchodzić zakazy. Choćby jadąc na czas rozwiązania do autonomicznego Hongkongu - dwie godziny drogi szybką koleją z Kantonu - gdzie polityka jednego dziecka nie obowiązuje (tamtejsze szpitale położnicze są pełne Chinek). Albo nawet do USA. Bywa też, że rodzice z premedytacją łamią przepisy i płacą jednorazową grzywnę.

Można się obawiać, że "nierobienie" dzieci weszło już Chińczykom w krew. Gdy w 2009 r. w Szanghaju zezwolono parom jedynaków na drugiego potomka, zainteresowanie było nikłe. Skończyło się na tym, że urzędnicy chodzili po mieszkaniach, próbując kogoś na to namówić.

Władze chwalą politykę jednego dziecka. Twierdzą, że zapobiegła narodzeniu się 400 mln osób i że bez niej chiński cud nie byłby możliwy. Obowiązuje w miastach, gdzie mieszka 40 proc. ludności.

Na wsi jest inaczej. Tu wolno mieć drugie dziecko, jeśli pierwsza urodzi się dziewczynka lub dziecko niepełnosprawne. Troje dzieci wolno mieć przedstawicielom mniejszości narodowych.

Chiny przyznają jednak, że mają kłopoty demograficzne. Kraj, w którym mieszka co piąty obywatel globu, szybko się starzeje. 13 proc. ludności ma ponad 60 lat. Do 2020 r. do tej grupy wiekowej będzie należeć co piąty Chińczyk, a w następnej dekadzie liczba emerytów jeszcze się podwoi. Czy Smok się zestarzeje, zanim się wzbogaci?

To niejedyny problem. Azjatyccy rodzice preferują synów, a mając łatwy dostęp do USG, które pozwala ustalać płeć dziecka, decydują się często na aborcję dziewczynek. Zaburzyło to bardzo równowagę płci: na 100 dziewczynek rodzi się 112 chłopców. Miliony mężczyzn nie znajdą więc żon.

Jednak o całkowitym zerwaniu z polityką jednego dziecka, która na Zachodzie budzi zgrozę, nie ma mowy - potwierdził to w kwietniu chiński przywódca Hu Jintao. Według sondażu amerykańskiego instytutu Pew Global Research w dorabiających się Chinach popiera ją 76 proc. pytanych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':