http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Włosi trzęsą euro

Tomasz Bielecki, Bruksela
2011-07-12, ostatnia aktualizacja 2011-07-12 12:33

Silvio Berlusconi
Silvio Berlusconi
Fot. TONY GENTILE REUTERS

Czy Rzym to kolejna kostka europejskiego domina, którą powali kryzys zadłużeniowy? - Włochy natychmiast muszą wysłać sygnał, że się reformują. Zatwierdźcie cięcia budżetowe! - apelowała wczoraj kanclerz Angela Merkel

Oprócz kłótni o nowy pakiet pomocowy dla bankrutującej Grecji kraje strefy euro mają nowe kłopoty. Agencje ratingowe ostrzegły, że biorą na widelec włoską gospodarkę. I rząd Silvia Berlusconiego, któremu brakuje sił do przeprowadzenia reform, bo jest pochłonięty własnymi skandalami seksualnymi i korupcyjnymi. 

- Potrzebujemy jedności narodowej! Przetrwamy, jeśli zachowamy powagę - mówił wczoraj w dramatycznej odezwie włoski prezydent Giorgio Napolitano. Indeks mediolańskiej giełdy spadł o blisko 4 pkt (podobnie jak w piątek), a inwestorzy z rynków finansowych żądali rekordowo wysokiej premii za lokowanie pieniędzy we włoskich obligacjach. Ich oprocentowanie było wczoraj niemal dwa razy większe niż niemieckich papierów będących wzorcem dla wszystkich obligacji w UE. Jeśli nadal rosłoby w takim tempie, to Rzym musiałby poprosić kraje euro o pożyczki na ulgowych warunkach, bo dalsze zadłużanie się na rynkach finansowych mogłoby wykończyć budżet z powodu zbyt wysokich odsetek. 

- Włochy to trzecia gospodarka strefy euro. Prawdziwy gigant w porównaniu z Grekami. Nikt nie jest gotowy, by im pomagać. Biadaliśmy nad kryzysem w Portugalii czy Irlandii, ale jeśli to dosięgnie Włoch, to będzie istne piekło - mówi wysoki unijny dyplomata.

Ministrowie strefy euro zgodnie zapewniali wczoraj w Brukseli o optymizmie co do kondycji Włoch, ale ponaglające telefony Angeli Merkel do Berlusconiego podgrzewały strach o stabilność wspólnej waluty. - Jeśli upadnę ja, to upadną Włochy. Jeśli upadną Włochy, upadnie unia walutowa - miał przedwczoraj powiedzieć swym pomocnikom włoski minister finansów Giulio Tremonti, który opracował plan cięć budżetowych wartych ok. 40 mld euro do 2015 r. (m.in. zamrożenie płac w budżetówce). Mają zbić włoski deficyt z 4,6 proc. PKB w 2010 r. do 0,2 proc. w 2014 r. oraz zatrzymać wzrost długu publicznego wynoszącego teraz aż 120 proc. PKB (to dwa razy więcej, niż postuluje Bruksela).

Choć Włochy do niedawna stosunkowo dobrze przechodziły przez światowy kryzys, to nikły wzrost gospodarczy (przy silnym odbiciu w Niemczech i we Francji) oraz właśnie wielki dług sieją wśród inwestorów panikę.

Czy Włochy zdecydują się na cięcia? Bojący się o sondaże Berlusconi naciskał na ministra Tremontiego, by złagodził swój program oszczędnościowy. A zależne od premiera media kreowały skandal korupcyjny wokół współpracownika Tremontiego, co miało być pretekstem do dymisji niewygodnego, bo stanowczego ministra. Teraz zapaść na włoskiej giełdzie i nacisk Europy na reformy zapewne uratują mu skórę. Ale "tak" dla jego programu musi jeszcze powiedzieć włoski parlament. 

Sztormową pogodę w eurolandzie mogłaby nieco uspokoić jasna perspektywa co do dalszego ratowania Grecji (chodzi o dodatkowe ok. 90 mld euro pożyczek). Na razie przywódcy UE zgodnie atakują agencje ratingowe za czarne proroctwa i brak wiary w programy naprawcze UE-MFW (agencje np. obniżają notowania Portugalii, choć jej reformy mają wsparcie i finansowanie ze strefy euro oraz MFW). I spierają się, czy pozwolić na ogłoszenie bankructwa Grecji, czy też dalej ratować ją pieniędzmi swych podatników. 

Czy upadek Aten nie będzie europejskim "bankructwem Lehman Brothers" z 2008 r., które rozpaliło trwający do dziś kryzys? Szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet ostrzega, że może się tak stać. 

- To przesadzone porównanie. Jeśli dokapitalizujemy banki w Grecji i strefie euro, powinno udać się złagodzić skutki tego upadku - przekonuje jednak Zsolt Darvas z ośrodka Breugel.

Minister Jacek Rostowski był zaproszony na wczorajsze posiedzenie eurogrupy (z racji prezydencji) przez jej szefa Jean-Claude'a Junckera, ale nie wziął w nim udziału. Wywoływało to bowiem niezadowolenie m.in. Francuzów strzegących zasady, że narady eurogrupy są tylko dla krajów strefy euro.

Na fali rynkowych niepokojów inwestorzy znów kupują bezpieczne aktywa. A za takie uważany jest m.in. frank szwajcarski, w którym kilkaset tysięcy polskich rodzin ma kredyty mieszkaniowe. Szwajcarska waluta ustanowiła wczoraj nowy rekord siły względem złotego - ponad 3,41 zł.

Takich wesel już nie ma - zabawa z lat 70-tych >>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':