O tym, że nadzieje związane z gazem łupkowym mogą być złudne i celowo podsycane przez firmy wydobywcze, które liczą na rządowe dotacje i pieniądze prywatnych inwestorów, pisał niedawno "New York Times". Dziennik cytuje e-maile między inżynierami, konsultantami i pracownikami firm z branży, którzy m.in. porównują boom na gaz łupkowy do "bańki internetowej", czyli sztucznie rozdmuchanego boomu na firmy internetowe, która pękła dziesięć lat temu.
Zaalarmowani tymi doniesieniami czterej demokratyczni kongresmeni - Maurice Hinchey, Edward Markey, Carolyn Maloney i Jerrold Nadler - napisali list do federalnej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd: "Biorąc pod uwagę wzrost znaczenia gazu łupkowego w energetyce, wzywamy komisję do przeprowadzenia szybkiego śledztwa, które ustali, czy inwestorzy zostali celowo wprowadzeni w błąd". Maloney i Nadler proszą też sekretarza ds. energii Stevena Chu, żeby oszacował, jak nieścisłe prognozy mogą wpłynąć na politykę energetyczną kraju.
Członkowie kongresowej komisji ds. zasobów naturalnych mają nadzieję, że w ciągu kilku tygodni odbędzie się przesłuchanie w sprawie gazu łupkowego.
Niepokoi się stanowa deputowana z Nowego Jorku Barbara Lifton, ponieważ stanowy fundusz emerytalny zainwestował około miliarda dolarów w akcje firm eksploatujących łupki. Prokurator generalny stanu Nowy Jork Eric Schneiderman zażądał od pięciu firm, żeby ujawniły badania, na podstawie których informowały inwestorów o niewielkim ryzyku ekologicznym związanym z tzw. kruszeniem hydraulicznym, czyli wydobywaniem gazu poprzez wpompowywanie do szczelin skalnych wody, chemikaliów i piasku pod wysokim ciśnieniem (żeby zwiększyć szczeliny). Ale też wczoraj media spekulowały, że gubernator Nowego Jorku Andrew Cuomo planuje podobno zniesienie moratorium na tę metodę wydobycia.
Również w Kongresie opinie są podzielone. W poniedziałek, już po artykule w "New York Timesie", ośmiu kongresmenów ze stanów, w których wydobywa się gaz z łupków, napisało list do Baracka Obamy, w którym wzywają rząd do aktywnego popierania tego źródła energii: "
USA powinny uniezależnić się od importu surowców i od niespokojnego Bliskiego Wschodu".
Obamy jak dotąd nie trzeba było zachęcać, sam rozbudzał łupkowe nadzieje. - Potencjał wydobycia jest ogromny - mówił prezydent w marcu tego roku. Obiecywał popierać produkcję aut napędzanych gazem, a nie benzyną czy ropą. Kongres zastanawia się nad jej dotowaniem, a także nad ulgami podatkowymi dla koncernów wydobywających gaz z łupków.
Federalny Departament ds. Energii chwali się, że finansował badania, które doprowadziły do masowej eksploatacji łupków (obecnie dostarczają około 15 proc. wydobywanego w USA gazu). Ale w urzędzie pracują też eksperci, którzy są krytyczni. "Jest całkiem prawdopodobne, że wiele z firm wydobywczych zbankrutuje" - pisze jeden z nich w e-mailu do kolegi. Wewnętrzna analiza urzędu zwraca uwagę, ze świetlane prognozy zysków biorą pod uwagę głównie miejsca, w których wydobycie jest technologicznie najłatwiejsze i najtańsze.
"Możemy być w stanie podobnym do gorączki złota. Kilku gości znalazło ogromne złoża i teraz wszystkim się wydaje, że ich złoża będą równie dobre" - pisze jeden z pracowników Departamentu ds. Energii. Inny narzeka, że swoje prognozy departament za bardzo opiera na badaniach prowadzonych przez konsultantów, którzy mają związki z przemysłem wydobywczym. Np. szef firmy konsultingowej, która przygotowuje dla departamentu szacunki zasobów złóż, jest w radzie nadzorczej firmy wydobywczej Southwestern Energy i ma pokaźny pakiet jej akcji.
Wielu z autorów krytycznych opinii zajmuje wysokie stanowiska w urzędzie ds. informacji energetycznych, ale jego szef Richard Newell jest wielkim entuzjastą gazu łupkowego. - Dramatycznie zmienił perspektywy naszej energetyki - twierdzi. Podobne opinie słychać także w Polsce - niektórzy eksperci szacują, że zasoby w polskich łupkach wystarczą nam na 300 lat.

Optymistyczny scenariusz nie sprawdził się w Forcie Worth w Teksasie, gdzie w 2008 roku firmy wydobywcze na potęgę dzierżawiły od lokalnych mieszkańców ziemię, kusząc ich udziałami w zyskach. Wynajęły nawet do tego celu znanego aktora Tommy'ego Lee Jonesa. Ale potem, kiedy w kryzysie spadły ceny gazu, okazało się, że tylko niektóre łupkowe studnie są opłacalne. Słynny Tommy zniknął z telewizorów, a koncerny zwinęły się z Fort Worth, anulując umowy o dzierżawę ziemi. Teraz mieszkańcy procesują się z nimi w sądach.
Mundial kobiet >>