http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Eutanazja chorych na demencję w Holandii

Jacek Pawlicki
2011-06-29, ostatnia aktualizacja 2011-06-29 11:49

Choć w ciągu ostatnich czterech lat w Holandii odnotowano siedmiokrotny wzrost przypadków eutanazji ludzi cierpiących na demencję, to holenderscy lekarze niechętnie się jej podejmują.

Holandia jest bodaj jedynym państwem na świecie, gdzie chory na starczą demencję, w tym Alzheimera, może poprosić lekarza o eutanazję, pod warunkiem że zrobi to we wczesnym stadium choroby. W 2006 r. uśmiercono na życzenie trzech takich pacjentów, a w 2010 już 21. Tak wynika z sondażu wśród lekarzy trzech szpitali w Utrechcie, Gröningen i Rotterdamie, przedstawionego kilka dni temu w holenderskiej telewizji w programie "Nieuwsuur".

Choć oznacza to siedmiokrotny wzrost - biorąc po uwagę całkowitą liczbę przeprowadzonych eutanazji (2,7 tys. w 2010) - 21 przypadków stanowi wciąż bardzo niewielki odsetek. W dodatku tylko 33 proc. ankietowanych lekarzy z trzech czołowych ośrodków medycznych podejmuje się eutanazji cierpiących na demencję. Choć asystowanie przy śmierci osoby tracącej pamięć nie jest karalne, z sondażu wynika, że budzi spore kontrowersje. Medycy wolą bardziej "oczywiste" przypadki, jak np. rak. Ich opór można tłumaczyć i tym, że nie chcą dopuścić, by eutanazja stała się prawem pacjenta.

W Holandii uśmiercanie na życzenie osób nieuleczalnie chorych nie wywołuje tak ogromnych emocji jak w innych krajach Zachodu (jak choćby w Wielkiej Brytanii), gdzie toczy się spór na temat jej legalizacji. A to dlatego, że ustawa eutanazyjna z kwietnia 2001 r. usankcjonowała blisko 30 lat debaty i praktyki w tym zakresie. Słowem, zanim określono warunki, po których spełnieniu prokuratorzy nie ścigają lekarzy przeprowadzających eutanazję, odbyło się kilkadziesiąt procesów sądowych o śmierć na życzenie, miało miejsce wiele precedensów, a w mediach toczyły się burzliwe debaty z udziałem polityków, publicystów i ekspertów.

Ustawa o "kontroli przy zakończeniu życia na prośbę pacjenta i o pomocy przy samobójstwie" (tak brzmi jej oficjalna nazwa) zwalnia lekarzy z odpowiedzialności karnej za eutanazję, dopuszczając ją przy dopełnieniu staranności w spełnianiu ustalonych z góry kryteriów.

Skrupulatni i pragmatyczni Holendrzy stworzyli precyzyjny mechanizm podejmowania decyzji o eutanazji i kontroli ex post lekarzy. To swoista biurokracja śmierci. Kiedy pacjent prosi o skrócenie męczarni, lekarz musi być przekonany, że chodzi o dobrowolną i dobrze rozważoną prośbę (a nie np. pod presją rodziny; chory wypełnia więc specjalny formularz) i że cierpi on ból, także psychiczny, nie do zniesienia, bez szansy na poprawę. Powinien więc poinformować chorego o jego stanie i o tym, co go czeka. Razem muszą dojść do przekonania, że eutanazja to jedyne wyjście (co w przypadku demencji nie jest takie oczywiste).

Jeśli wszystkie te warunki zostaną spełnione, lekarz prowadzący musi się też poradzić innego kolegi, niezwiązanego ze sprawą i uzyskać od niego orzeczenie o staranności procedury. Jeśli i ów nie zauważy nic sprzecznego z prawem, pierwszy wstrzykuje śmiertelną substancję. Wykonawszy zabieg, lekarz zgłasza nienaturalną śmierć patologowi i sporządza sprawozdanie z eutanazji. Swój własny raport przygotowuje też lekarz patolog. Dokumenty idą do prokuratora, który wydaje zgodę na pochówek. Sprawa toczy się dalej i po pogrzebie - dokumenty trafiają teraz do jednej z pięciu regionalnych komisji kontroli eutanazji, gdzie prawnicy, lekarze i etycy sprawdzają, czy dopełniono procedur. Z reguły mają wątpliwości wobec ok. 10 proc. zgłaszanych przypadków. Wyjaśnienia ustne i pisemne w zasadzie wystarczają.

Choć cała procedura dotycząca eutanazji wydaje się laikom straszna i bezduszna, mechanizm jest na tyle jasny i skuteczny, że w liberalnej Holandii liczba osób decydujących się na eutanazję nie rośnie w lawinowym tempie. W 2003 r. takich przypadków było 1626 (czyli ok. 1,2 proc. naturalnych śmierci), podczas gdy w 2010 - 2,7 tys. (1,9 proc.).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5
  • 2
  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':