http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Splamiony sztandar argentyńskich matek

Maciej Stasiński
2011-06-26, ostatnia aktualizacja 2011-06-26 16:55

Zarządcy jednej z najsławniejszych organizacji praw człowieka w Ameryce Łacińskiej przez lata kradli publiczne pieniądze i budowali za nie prywatne imperium

Skandal dotyczy Fundacji Matek z Placu Majowego z Buenos Aires. Trwa federalne śledztwo, a cała Argentyna zastanawia się, jak to się stało, że legenda ruchu oporu przeciw dyktaturze wojskowej wpadła w ręce szajki, która z ogromnych rządowych dotacji na cele socjalne finansowała prywatne interesy.

Podejrzanymi są bracia Sergio i Pablo Schoklender, którym założycielka stowarzyszenia Matek z Placu Majowego Hebe de Bonafini powierzyła zarządzanie finansami. Sędzia Norberto Oyarbide bada teraz, gdzie się podziało 300 mln dol, które Matkom dały rządy Nestora i Cristiny Kirchnerów na budowę mieszkań socjalnych, i skąd się wziął ogromny majątek Sergia Schoklendera.

Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy dwaj posłowie publicznie żądali zbadania operacji finansowych Fundacji i majątku Schoklenderów, Hebe de Bonafini, 82-letnia dziś bohaterka oporu wobec junty wojskowej w latach 1976-83, odrzucała podejrzenia jako "brednie". Dziś mówi, że czuje się oszukana i żąda surowego ukarania protegowanych.

Hebe de Bonafini była jedną z wielu prostych kobiet, matek lewicowych działaczy, którym w 1976 r. junta wojskowa złamała życie. W 1977 r. szwadrony junty porwały jej dwóch synów, podobnie jak tysiące innych podejrzanych lewicowych "wywrotowców". Bracia przepadli bez wieści. Pani Bonafini i inne matki w takiej samej sytuacji założyły na głowę białe chusty i przez kilka lat na Placu Majowym w Buenos Aires maszerowały w milczącym proteście przeciw dyktaturze.

Junta nigdy nie odważyła się ich skrzywdzić, a Matki stały się symbolem bohaterskiego oporu.

Po upadku dyktatury w 1983 r. Matki stanęły na czele ruchu domagającego się osądzenia wojskowych zbrodniarzy i wyjawienia prawdy o losie 30 tys. ich ofiar. Protestowały przeciw ułaskawieniu najważniejszych generałów w 1989 r. i bezkarności innych oprawców.

W 2002 r. dopięły swego, gdy prezydent Nestor Kirchner doprowadził do unieważnienia amnestii, a wojskowymi zbrodniarzami zajęły się sądy.

Ale z biegiem lat Hebe de Bonafini z działaczki praw człowieka stała się przywódczynią skrajnej lewicy. To spowodowało rozłam w jej ruchu. Oderwało się od niego stowarzyszenie Babć z Placu Majowego, które nadal walczyło o rozliczenie argentyńskiej dyktatury, a o komunistycznej ideologii nie chciało słyszeć.

Bonafini składała hołdy dyktatorowi Kuby Fidelowi Castro, uwielbiała Hugo Chaveza z Wenezueli, popierała terrorystów baskijskich z ETA, nienawidziła USA. Stała się zagorzałą popleczniczką populistycznych rządów państwa Kirchnerów. Dzięki ich poparciu i dotacjom Matki stały się organizacją potężną i nietykalną.

W fundacji Bonafini zatrudniła Sergia i Pabla Schoklenderów, odsiadujących dożywocie braci, którzy w 1981 r. zamordowali własnych rodziców. Po wyjściu na wolność w 1995 r. Sergio, który w więzieniu został prawnikiem, stał się jej głównym pełnomocnikiem i menedżerem. Obaj z Pablem zastąpili jej utraconych synów.

Wielu uważa, że Hebe de Bonafini i inne zasłużone staruszki zostały wykorzystane przez cynicznych kryminalistów. Ale wielu innych nie wierzy, by Bonafini nie wiedziała, co się dzieje w jej własnej fundacji, podczas gdy ferrari, samoloty i jachty braci Schoklenderów były w Argentynie tajemnicą poliszynela.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':