Zamach na b. dowódcę 160. Pułku Pancernego był świetnie przygotowany. Oficer od kilku lat mieszkał z żoną na Ukrainie. Zabójcy musieli wiedzieć, że akurat w piątek zjawi się w Moskwie w biurze notarialnym przy Prospekcie Komsomolskim 38, by załatwić formalności związane ze sprzedażą
mieszkania w stolicy Rosji.
To idealne miejsce do zastawienia pułapki. Centrum miasta, ale wejście do biura znajduje się od strony cichego podwórka, a wokół jest plątanina zaułków, w której bez trudu można zgubić pościg. Zabójca w zaparkowanym na podwórku białym mitsubishi odczekał, kiedy pułkownik samotnie wyjdzie z biura na papierosa. Zakrył głowę kapturem, wyskoczył z auta i zabił oficera sześcioma strzałami z pistoletu, po czym błyskawicznie odjechał ze wspólnikami. W pobliskiej uliczce wszyscy przesiedli się do innego samochodu, wyrzucili pistolet i zniknęli bez śladu.
48-letni Budanow brał udział w najcięższych walkach drugiej wojny czeczeńskiej na przełomie 1999/2000 r., gdy Rosjanie brutalnie pacyfikowali zbuntowaną republikę. 27 marca 2000 r. jednostka pułkownika stacjonowała w pobliżu wioski Tangi Czu. Budanow się upił, świętując z powodu drugich urodzin córeczki i zwycięstwa w wyborach prezydenckich uwielbianego przez oficerów Władimira Putina.
Późnym wieczorem ruszył do Tangi Czu. Na czele żołnierzy wdarł się do domu rodziny Kungajewych i kazał zabrać 18-letnią Hedę, bo - jak krzyczał - rzekomo była snajperką. Zawiózł ją do obozu i zamknął się z nią w barakowozie. Nad ranem przywołał podwładnych i kazał im zabrać oraz zakopać w lesie "to g...o", czyli nagie ciało uduszonej i zgwałconej dziewczyny. Wezwany tego samego dnia przez mieszkańców Tangi Czu gen. Walerij Gierasimow aresztował Budanowa, który próbował popełnić samobójstwo.
Proces pułkownika przed sądem wojskowym w Rostowie nad Donem odbił się głośnym echem na całym świecie. Czeczeni i obrońcy praw człowieka domagali się kary za zabójstwo Hedy i wyjaśnienia losów siedmiu innych Czeczenów, których Budanow kazał uprowadzić. Czterech zaginęło bez wieści, okrutnie zmasakrowane ciała trzech pozostałych znaleziono w okolicach Tangi Czu.
O wyczynach Budanowa dużo pisała dziennikarka "Nowej Gaziety" Anna Politkowska, za co aż do śmierci otrzymywała listy z pogróżkami. 7 października 2006 r. została zastrzelona w windzie swego moskiewskiego domu. Śledztwo do dziś nie ustaliło, kto zlecił zabójstwo.
Wojskowi i nacjonaliści uczynili Budanowa wzorem oficera. Na procesie regularnie zjawiał się znany z okrucieństwa i oskarżany o zbrodnie wojenne na Kaukazie gen. Władimir Szamanow, którego zdaniem jego podwładny zasłużył na Gwiazdę Bohatera Rosji, a nie na więzienie.
Sąd próbował łagodnie traktować oskarżonego i przyjął wersję obrony, zgodnie z którą Budanow zabił porwaną dziewczynę w afekcie. Według zeznań samego oficera Heda miała mu grozić, że zastrzeli jego córkę. Pułkownik został nawet skierowany na badania psychiatryczne - biegli stwierdzili, że w momencie zabójstwa był niepoczytalny.
Zdecydowanie zaprotestował wtedy Ramzan Kadyrow, wielkorządca Czeczenii, człowiek bliski Putinowi i polityk szybko nabierający znaczenia w Rosji. Zagroził, że jeśli Budanow nie poniesie sprawiedliwej kary, to "rozliczymy się z nim zgodnie z jego zasługami". W 2004 r. sąd skazał pułkownika na 10 lat więzienia, przeciwko czemu ostro zaprotestowali nacjonaliści i Szamanow, który wspierał starania podwładnego o przedterminowe zwolnienie.
Choć Kadyrow przestrzegał, że "Budanow jest bezpieczniejszy w więzieniu niż na wolności", pułkownik wyszedł przedterminowo na wolność w styczniu 2009 r.
Wkrótce potem w biały dzień w centrum Moskwy młody nacjonalista zastrzelił Stanisława Markiełowa, adwokata, który na procesie Budanowa występował jako przedstawiciel rodziny Kungajewych, a potem sprzeciwiał się zwolnieniu oficera. W maju tego roku sąd w Moskwie skazał zabójcę na dożywocie - morderca mówił wprost, że Markiełow zginął m.in. za obronę mieszkańców Kaukazu.
Kwestią sporną jest w Moskwie tylko to, kto rozstrzelał Budanowa - oddział partyzantów czeczeńskich czy komando podporządkowane Kadyrowowi. Więcej zwolenników ma ta druga wersja - w stolicy Rosji w podobnych zamachach zginęło już wiele osób, którym Kadyrow obiecywał zemstę.