Nie wiadomo ilu mieszkańców dokładnie liczy
Zimbabwe. Według międzynarodowych organizacji (Bank Światowy,
CIA) jest to nieco ponad 12 milionów ludzi. Spis wyborczy jest pilnie strzeżoną tajemnicą w Zimbabwe, ale współpracującemu z renomowanym South African Institute of Race Relations Richardowi Johnsonowi udało się zdobyć jeden z egzemplarzy. Z analizy dokumentu wynika np. że w kraju, który ma bodaj jedną z najniższych średnich długości życia na świecie (34 lat dla kobiet, 37 dla mężczyzn) żyje rzekomo 41 tys. stulatków.
- Martwych dusz na spisie jest więcej niż tyle, by wygrać wybory - mówi cytowany przez BBC Johnson. O to, by wybory w Zimbabwe odbyły się już w tym roku zabiega Mugabe, którego autorytarne rządy zrujnowały niegdyś jeden z najbogatszych krajów Afryki. Polityk ten już nie raz uciekał się do przemocy i oszustw wyborczych.
W lutym 2009 roku pod naciskiem afrykańskich sąsiadów i Zachodu oraz po półrocznych politycznych targach panujący od 1980 r. i już 85-letni Mugabe zgodził się utworzyć koalicyjny rząd, w którym jego rywal Morgan Tsvangirai objął posadę premiera. Ugoda miała zakończyć głęboki kryzys polityczny i być początkiem ratowania Zimbabwe z gospodarczej śmierci klinicznej.
Sprawy potoczyły się jednak inaczej i Mugabe znów próbuje przejąć całkowitą kontrolę nad państwem. Morgan Tsvangirai uważa, że wybory powinny odbyć się w 2012 roku, kiedy zostanie uchwalona już nowa konstytucja. Zdaniem tego polityka zagwarantowałoby to uczciwe i prawdziwe wolne wybory.