http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak rodzić, to na Wyspach

Dominika Pszczółkowska
2011-03-11, ostatnia aktualizacja 2011-03-11 01:47

Mieszkające w Wielkiej Brytanii Polki coraz chętniej decydują się na dziecko. Rodzą więcej dzieci niż Brytyjki i znacznie więcej niż Polki mieszkające w kraju

Ciąża
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Ciąża
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
SONDAŻ
Mieszkające w Wielkiej Brytanii Polki coraz chętniej decydują się na dziecko. Rodzą więcej dzieci niż Brytyjki i znacznie więcej niż Polki mieszkające w kraju. Jak myślisz, dlaczego?

bo mają lepsze warunki
bo już czas na dziecko
nie mam zdania

Brytyjskie dane przeanalizowała demograf prof. Krystyna Iglicka. Jak podaje w raporcie Centrum Stosunków Międzynarodowych, w Anglii i Walii w 2009 r. współczynnik dzietności dla kobiet urodzonych w Wielkiej Brytanii wyniósł 1,84. Ale aż 2,48 w przypadku kobiet mieszkających w Zjednoczonym Królestwie, ale urodzonych poza Wielką Brytanią.

Za tę drugą liczbę w znacznej części odpowiadają Polki, które w 2009 r. urodziły w Anglii i Walii ponad 18 tys. dzieci. To prawie tyle co Pakistanki i więcej niż kobiety pochodzące z Indii i Bangladeszu. Kolejnych prawie 2 tys. polskich dzieci urodziło się w Szkocji.

Jednym z nich jest 4,5-miesięczny Nikodem, syn pani Anny Olszewskiej z Edynburga. Wyemigrowała siedem lat temu, gdy tylko Wielka Brytania otworzyła rynek pracy dla Polaków. W Szkocji pracuje w firmie prawniczej, zajmuje się tam finansami. Z partnerem Marcinem nie zamierza w najbliższych latach wracać. - Nie rozważaliśmy więc, czy mam urodzić dziecko tu, czy w Polsce. Po prostu uznaliśmy, że to jest właściwy moment - mówi.

Decyzje rodaczek mieszkających na obczyźnie tym bardziej zaskakują, bo Polki mieszkające w kraju mają wyjątkowo mało dzieci - współczynnik dzietności wynosi niecałe 1,4.

- Polki mieszkające w Wielkiej Brytanii zachowują się jak imigrantki wywodzące się z krajów i kultur, gdzie rodzi się dużo dzieci, a nie jak imigrantki z kraju o wyjątkowo niskiej rozrodczości - mówi prof. Iglicka. - Pytanie, czy gdyby w Polsce były lepsze warunki, to rodziłoby się dużo dzieci?

Jej zdaniem pomoc finansowa, jaką państwo brytyjskie wypłaca matkom, ma wpływ na decyzję o urodzeniu dziecka, ale nie jest to czynnik najważniejszy. - Wbrew powszechnemu przekonaniu mamy dziś do czynienia nie z migracją krótkookresową, lecz osiedleńczą. Decyzja o urodzeniu dziecka w innym kraju to próba zakorzenienia się tam - uważa prof. Iglicka.

Pani Magda Karlicka mieszkająca pod Oksfordem ma już dwóch synów urodzonych w Anglii: prawie 5-letniego Antoniego i półrocznego Leona. - Nie planowaliśmy, że zostaniemy tak długo, ale dobrze nam się tu żyje, na razie zostajemy - mówi.

Obie rozmówczynie "Gazety" chwalą brytyjską opiekę zdrowotną, głównie porodową, i pomoc finansową państwa dla rodzin z dziećmi: darmowe leki, dofinansowanie żywności, becikowe 500 euro, sześć tygodni pełnopłatnego urlopu macierzyńskiego i kolejne 33 tygodnie częściowo płatne.

Wysokość pomocy zależy od wielu czynników, pani Ania dostaje niecałe 500 funtów miesięcznie (około 2,3 tys. zł). Macierzyństwo na emigracji ma tylko jedną poważną wadę: brak pomocy dziadków i innych członków rodziny.

Jak wyliczyła prof. Iglicka w latach 2004-09 w Zjednoczonym Królestwie urodziło się ok. 66-68 tys. polskich dzieci. Co więcej, rodacy coraz częściej sprowadzają swoje dzieci z Polski. - To ewidentny syndrom migracji osiedleńczej. Eurosieroty, o których tyle się mówiło, teraz przenoszą się do rodziców na Wyspy - mówi. W sumie w Wlk. Brytanii mieszka więc do 130 tys. polskich dzieci w wieku do 14 lat.

Zdaniem Iglickiej nie widać, żeby Polacy chcieli masowo wracać. Wyliczyła, że za granicą pozostaje od 1 mln 870 tys. (szacunki GUS za 2009 r.) do 2 mln 379 tys. Polaków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 65 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób