http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Chiny policzą Chińczyków

Maria Kruczkowska
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 16:56

Tłum Chińczyków na stacji kolejowej w Hefei. Kto ich wszystkich policzy?
Tłum Chińczyków na stacji kolejowej w Hefei. Kto ich wszystkich policzy?
Fot. JIANAN YU REUTERS

W tym roku szykuje się największa na świecie operacja zbierania danych ludności na planecie - szósty spis ludności Chin

SERWISY
Spis przeprowadzi armia sześciu miliona ankieterów zaopatrzonych w kwestionariusze. Na ich wydrukowanie pójdzie aż 10 tys. ton papieru, na wyprodukowanie którego trzeba będzie wyciąć kilka lasów.

Spis to logistyczny koszmar, bo Chiny są w trakcie wielkiej migracji. Bardzo trudno będzie policzyć tzw. płynną populację, czyli ponad 200 milionów mieszkańców wsi, którzy są tam nadal zameldowani, ale pracują w miastach na czarno, nakręcając chiński cud gospodarczy.

W samym Pekinie do domów zapuka 100 tys. ankieterów. Będą pytać o dane osobiste, źródło utrzymania, wykształcenie, warunki mieszkaniowe. To szósty spis powszechny w Chinach Ludowych. Według ostatniego spisu z 2000 r. liczyły 1,13 mld mieszkańców. Dziś podaje się, że zamieszkuje je aż 1,38 mld ludzi. Jednak niektórzy chińscy naukowcy uważają, że mniej i liczą, że wyniki spisu potwierdzą ich przypuszczenia. Wtedy będą mieli argumenty, by domagać się zniesienia obecnej polityki jednego dziecka.

Wprowadził ją w 1979 r. Deng Xiaoping, następca Mao, który otworzył Chiny na świat. Uważał, że warunkiem rozwoju jest ograniczenie liczby ludności. Mieszkańcom miast (obecnie 35,9 proc. ludności) pozwolono na jedno dziecko, wsi (obecnie 52,9 proc.) - na dwoje, jeśli pierwsza urodzi się córka lub dziecko niepełnosprawne, wyjątek zrobiono dla mniejszości narodowych, czyli dla co dziesiątego mieszkańca Chin.

Na krytykę Chiny odpowiadają, że polityka jednego dziecka zapobiegła urodzeniu się 250 milionów Chińczyków i umożliwiła obecny sukces gospodarczy kraju. Chińczycy niekoniecznie się z tą oficjalną liną zgadzają, ale 76 proc. badanych w sondażu przeprowadzonego przez Ośrodek badań The Pew Research Center uważa, że jakaś forma regulacji urodzeń jest w Chinach potrzebna.

Ale od paru lat w Chinach polityka jednego dziecka nie jest już tabu. Na uczelniach pojawili się jej krytycy. W 2007 r. chiński naukowiec Ye Tingfang i 28 członków chińskiej Politycznej Ludowej Konferencji Doradczej, ciała, w którym zasiadają emerytowani działacze, biznesmeni i eksperci, złożył wniosek, by zezwolić chińskim parom na posiadanie dwójki dzieci.

Szybkich zmian nie należy się spodziewać, bo obecnej polityki broni potężne lobby, jakim jest chińska Komisja Planowania Rodziny i Ludności. Od tego, czy będzie istniała, zależy utrzymanie setek tysięcy stanowisk pracy, apanaży i możliwość pobierania grzywien za nieplanowane urodzenia. Niedawno komisja ogłosiła, że polityka jednego dziecka zostanie utrzymana co najmniej do 2015 r.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

7 głosów