Jacek Pawlicki: Jechaliśmy do Brukseli z przekonaniem, że przywódcy Unii obsadzą przynajmniej jeden z tych ważnych foteli kimś charyzmatycznym i rozpoznawalnym na świecie. Stało się zupełnie inaczej. Ja czuję niesmak, a pan, panie ministrze? Mikołaj Dowgielewicz: Kiedy tworzyły się traktat konstytucyjny, a potem lizboński było wiele dyskusji na temat roli nowych urzędów przewodniczącego Rady Europejskiej (prezydenta) i wysokiego przedstawiciela (szefa dyplomacji). Pomysł nie budził wtedy entuzjazmu, bo obawiano się, że te urzędy będą konkurencją dla Komisji Europejskiej.
Wybierając w czwartek kandydatów na oba urzędy, przywódcy nie wiedzieli do końca, co dokładnie będzie mógł minister, a szczególnie przewodniczący. To odbiło się na tym wyborze. Ale z punktu widzenia Polski formuła, w której przewodniczący dba o interes europejski i dobrze współpracuje z szefami Komisji i Parlamentu Europejskiego, jest dobra.
I nieznana, i niedoświadczona w polityce zagranicznej Catherine Ashton spełnia nasze oczekiwania jako szefowa europejskiego MSZ? - Można było sobie wyobrazić inne kandydatury, ale nie ma co teraz myśleć, co mogłoby być. Mam nadzieję, że pani Ashton wykona dobrą pracę.
Polska będzie ją wspierała w tworzeniu polityki zagranicznej i bezpieczeństwa UE. Wszyscy w Europie mamy interes w tym, by trzymać za nią kciuki i jej pomagać.
Wybierając panią Ashton i premiera Van Rompuya, przywódcy chcieli zachować równowagę polityczną. Cztery najważniejsze funkcje w Unii to efekt wielkiego kompromisu - mamy przewodniczącego europarlamentu Jerzego Buzka z dużego kraju na wschodzie Unii, szefa Komisji José Manuela Barrosa z małego kraju południowego, panią Ashton z dużego kraju na zachodzie i Hermana Van Rompuya z małego kraju w środku Europy. To skomplikowana układanka geograficzna i polityczna.
Kluczowym momentem szczytu było uzgodnienie przez premierów socjalistycznych kandydatury Ashton. Gdyby jej nie uzgodnili, szczyt potoczyłby się inaczej.
Tak jak nietrafnie przewidywał premier Tusk, że nie będzie porozumienia i trzeba będzie spotkać się jeszcze raz? - Możliwy był gorszy scenariusz kadrowy, ale się nie spełnił. I dobrze.
Czy pani Ashton jest właściwą osobą do wzmacniania Partnerstwa Wschodniego i budowania wspólnej polityki energetycznej? - Na ten temat rozmawialiśmy z jej współpracownikami i osobami, które ją znają. Jesteśmy spokojni. Obecnie w sprawach polityki wschodniej i rozszerzenia doradza jej Polka.
Po Catherine Ashton zwalnia się teka komisarza ds. handlu. Czy premier Tusk będzie się o nią starał dla polskiego komisarza? - Jeśli chodzi o wybór tek komisarzy, jesteśmy na ostatniej prostej. Myślę, że za kilka dni możemy spodziewać się propozycji od przewodniczącego Barrosa. Jak pojawi się coś nowego, to premier to rozważy. Na razie nie chcę wchodzić w takie spekulacje.
Czyli nie pchamy się po arcyważne stanowisko komisarza ds. handlu? - To rzeczywiście ważna teka, ale będzie mniej warta z racji tego, że od przyszłego roku zacznie działać wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej. Premier rozmawiał z przewodniczącym Barrosem na temat teki dla Polaka. Nie spodziewam się żadnych nowych ustaleń.
Czyli w ciągu tygodnia dowiemy się, że Janusz Lewandowski zajmie się budżetem? - To decyzja Barrosa.
Traktat lizboński miał wzmocnić Unię, dając jej prezydenta i szefa dyplomacji. Po czwartkowym szczycie widać, że wzmocnią się duże państwa członkowskie, bo ani prezydent Van Rompuy, ani minister Ashton nie zagrożą pozycji kanclerz Niemiec czy prezydenta Francji. - Proponowaliśmy bardziej przejrzysty i demokratyczny sposób wyboru. W czasie kolacji przywódców zostało to częściowo zrealizowane, ponieważ nawiązując do propozycji premiera Tuska nowo wybrany przewodniczący Rady Europejskiej przedstawił swą wizję funkcjonowania urzędu