To odpowiedź włoskich biskupów na nasilające się apele Włochów o obłożenie klątwą wszystkich członków i dobrowolnych współpracowników mafii. Bp Crociata wyjaśnił przedwczoraj, że odrębna ekskomunika nie jest potrzebna, bo mafiosi automatycznie skazują samych siebie na wykluczenie z Kościoła.
- Niestety, to nie wystarcza. Żadna ekskomunika nie wyręczy bowiem sprawnych władz i sądów - mówił bp Crociata. Media odebrały to jako aluzję do wiceministra gospodarki Nicoli Cosentino, którego prokuratura podejrzewa o związki z neapolitańską camorrą.
Każde jednoznaczne potępienie mafii przez
Kościół staje się we Włoszech nie lada wydarzeniem, bo zwłaszcza na tradycyjnym południu mafiosi wciąż żyją z opinią pobożnych mężów i ojców, której często nie potrafią się przeciwstawić ani lokalni proboszczowie, ani nawet niektórzy biskupi. Szefowie mafijnych klanów finansują procesje ku czci świętych i - jeśli tylko policja nie ma przeciw nim żelaznych dowodów - noszą religijne chorągwie tuż za baldachimem z monstrancją oraz zasiadają w pierwszych rzędach kościelnych ławek.
- Kiedy teraz staję przed Chrystusem, czuję się zdrajcą. W czasach gdy zabijałem dla mafii, chodziłem do Kościoła ze spokojnym sumieniem. Teraz nie mogę się spokojnie modlić - wyznał niedawno skruszony mafioso Leonardo Messina, który w latach 90. wydał prokuraturze około dwustu swych współpracowników z sycylijskiej Cosa Nostry.
Ewangelię z mafijną moralnością potrafili godzić najważniejsi i najkrwawsi mafijni bossowie: Michele Greco został aresztowany podczas lektury Biblii, Luciano Leggio zaczytywał się w "Wyznaniach" św. Augustyna, Bernardo Provenzano do dziś nie rozstaje się w więzieniu z różańcem. A jeden z szefów mafii z Palermo Angelo Siino prowadził w latach 80. samochód, którym obwożono Jana Pawła II po ulicach miasta. - Czy ktoś jeszcze wierzy, że Siino zdołał usiąść za kierownicą, czyli zademonstrować swe wpływy w Palermo, bez wiedzy wpływowych księży? - pyta Alessandra Dino, autorka wydanej niedawno książki o pobożnej włoskiej mafii ("Mafia devota").
Symbioza mafii oraz sporej części Kościoła z południa Włoch opierała się przez wiele dekad na wspólnej wrogości wobec komunizmu oraz moralnego zepsucia nadciągającego z uprzemysłowionej północy, grożącego tradycyjnej rodzinie opartej na władzy ojca. Mafia do lat 60. była głównym dobrodziejem sycylijskich sierocińców i domów opieki, do dziś łoży na remonty niektórych budynków klasztornych i kościelnych.
"Przysięgają z ręką na świętym obrazie, że będą bronić słabych i ubogich, wystrzegać się pożądania wobec nie swoich kobiet. Krew upuszczana z palca podczas inicjacji łączy ich - jak woda święcona - z mafijną wspólnotą. Mafia stanowi zakon" - pisał antymafijny prokurator Giovanni Falcone krótko przez swą śmiercią w zamachu Cosa Nostry w 1992 r. Demaskował to, jak przestępczy handel i haracze stawały się we Włoszech "dobroczynnym biznesem", przemoc - "pilnowaniem porządku", a zastraszanie - nakłanianiem do "bogobojnego szacunku" dla rodziców, starszych i mafijnych ojców chrzestnych.
- Bóg zakazuje zabijania. Nawróćcie się, bo kiedyś wybije godzina sądu. Nawróćcie się, dopóki jest czas! - te kilka zdań wykrzyczanych przez Jana Pawła II w sycylijskim Agrigento w 1993 r. było pierwszym tak radykalnym wyzwaniem rzuconym mafii przez Kościół. Uwięzieni członkowie Cosa Nostry przestali wówczas na kilka miesięcy przyjmować komunię, a niektórzy rezygnowali nawet - w formie protestu - z mszy w więziennych kaplicach. W papieskiej Bazylice św. Jana na Lateranie wybuchła mafijna bomba.
- Papież obraził nas w Agrigento. Obraził wszystkich Sycylijczyków. Ale na szczęście walczył też z komunizmem i był jednak dobrym chrześcijaninem - mówili po śmierci Jana Pawła II w 2005 r. aresztowani bossowie Cosa Nostry podsłuchiwani przez policję.
Jednak słowa Jana Pawła II, do których odwoływał się także ówczesny biskup Palermo kard. Salvatore Pappalardo, nie spowodowały - jak przyznają działacze ruchów antymafijnych - dość silnego trzęsienia ziemi na południu Włoch.
- Wprawdzie znam kilku księży w Palermo, którzy mnie popierają, ale wielu innych wciąż nie chce lub boi się publicznie rzucić rękawicę mafii - mówił niedawno restaurator z Palermo Vincenzo Conticello, który jako jeden z nielicznych biznesmenów na Sycylii ma odwagę zeznawać w sądzie przeciw Cosa Nostrze.