http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Mafia wyrzucona z włoskiego Kościoła

Tomasz Bielecki
2009-11-12, ostatnia aktualizacja 2009-11-12 12:10

- Kto należy do organizacji przestępczych, ten jest poza naszą wspólnotą. Również gdy ukrywa się pod płaszczykiem pobożności - ogłosił sekretarz włoskiego episkopatu bp Mariano Crociata

1 listopada 2009. Neapolitańscy karabinierzy zatrzymują 62-letniego Pasquala Russo, uznawanego za jednego z najgroźniejszych włoskich mafiosów
Fot. Salvatore Laporta AP
1 listopada 2009. Neapolitańscy karabinierzy zatrzymują 62-letniego Pasquala...
SERWISY
To odpowiedź włoskich biskupów na nasilające się apele Włochów o obłożenie klątwą wszystkich członków i dobrowolnych współpracowników mafii. Bp Crociata wyjaśnił przedwczoraj, że odrębna ekskomunika nie jest potrzebna, bo mafiosi automatycznie skazują samych siebie na wykluczenie z Kościoła.

- Niestety, to nie wystarcza. Żadna ekskomunika nie wyręczy bowiem sprawnych władz i sądów - mówił bp Crociata. Media odebrały to jako aluzję do wiceministra gospodarki Nicoli Cosentino, którego prokuratura podejrzewa o związki z neapolitańską camorrą.

Każde jednoznaczne potępienie mafii przez Kościół staje się we Włoszech nie lada wydarzeniem, bo zwłaszcza na tradycyjnym południu mafiosi wciąż żyją z opinią pobożnych mężów i ojców, której często nie potrafią się przeciwstawić ani lokalni proboszczowie, ani nawet niektórzy biskupi. Szefowie mafijnych klanów finansują procesje ku czci świętych i - jeśli tylko policja nie ma przeciw nim żelaznych dowodów - noszą religijne chorągwie tuż za baldachimem z monstrancją oraz zasiadają w pierwszych rzędach kościelnych ławek.

- Kiedy teraz staję przed Chrystusem, czuję się zdrajcą. W czasach gdy zabijałem dla mafii, chodziłem do Kościoła ze spokojnym sumieniem. Teraz nie mogę się spokojnie modlić - wyznał niedawno skruszony mafioso Leonardo Messina, który w latach 90. wydał prokuraturze około dwustu swych współpracowników z sycylijskiej Cosa Nostry.

Ewangelię z mafijną moralnością potrafili godzić najważniejsi i najkrwawsi mafijni bossowie: Michele Greco został aresztowany podczas lektury Biblii, Luciano Leggio zaczytywał się w "Wyznaniach" św. Augustyna, Bernardo Provenzano do dziś nie rozstaje się w więzieniu z różańcem. A jeden z szefów mafii z Palermo Angelo Siino prowadził w latach 80. samochód, którym obwożono Jana Pawła II po ulicach miasta. - Czy ktoś jeszcze wierzy, że Siino zdołał usiąść za kierownicą, czyli zademonstrować swe wpływy w Palermo, bez wiedzy wpływowych księży? - pyta Alessandra Dino, autorka wydanej niedawno książki o pobożnej włoskiej mafii ("Mafia devota").

Symbioza mafii oraz sporej części Kościoła z południa Włoch opierała się przez wiele dekad na wspólnej wrogości wobec komunizmu oraz moralnego zepsucia nadciągającego z uprzemysłowionej północy, grożącego tradycyjnej rodzinie opartej na władzy ojca. Mafia do lat 60. była głównym dobrodziejem sycylijskich sierocińców i domów opieki, do dziś łoży na remonty niektórych budynków klasztornych i kościelnych.

"Przysięgają z ręką na świętym obrazie, że będą bronić słabych i ubogich, wystrzegać się pożądania wobec nie swoich kobiet. Krew upuszczana z palca podczas inicjacji łączy ich - jak woda święcona - z mafijną wspólnotą. Mafia stanowi zakon" - pisał antymafijny prokurator Giovanni Falcone krótko przez swą śmiercią w zamachu Cosa Nostry w 1992 r. Demaskował to, jak przestępczy handel i haracze stawały się we Włoszech "dobroczynnym biznesem", przemoc - "pilnowaniem porządku", a zastraszanie - nakłanianiem do "bogobojnego szacunku" dla rodziców, starszych i mafijnych ojców chrzestnych.

- Bóg zakazuje zabijania. Nawróćcie się, bo kiedyś wybije godzina sądu. Nawróćcie się, dopóki jest czas! - te kilka zdań wykrzyczanych przez Jana Pawła II w sycylijskim Agrigento w 1993 r. było pierwszym tak radykalnym wyzwaniem rzuconym mafii przez Kościół. Uwięzieni członkowie Cosa Nostry przestali wówczas na kilka miesięcy przyjmować komunię, a niektórzy rezygnowali nawet - w formie protestu - z mszy w więziennych kaplicach. W papieskiej Bazylice św. Jana na Lateranie wybuchła mafijna bomba.

- Papież obraził nas w Agrigento. Obraził wszystkich Sycylijczyków. Ale na szczęście walczył też z komunizmem i był jednak dobrym chrześcijaninem - mówili po śmierci Jana Pawła II w 2005 r. aresztowani bossowie Cosa Nostry podsłuchiwani przez policję.

Jednak słowa Jana Pawła II, do których odwoływał się także ówczesny biskup Palermo kard. Salvatore Pappalardo, nie spowodowały - jak przyznają działacze ruchów antymafijnych - dość silnego trzęsienia ziemi na południu Włoch.

- Wprawdzie znam kilku księży w Palermo, którzy mnie popierają, ale wielu innych wciąż nie chce lub boi się publicznie rzucić rękawicę mafii - mówił niedawno restaurator z Palermo Vincenzo Conticello, który jako jeden z nielicznych biznesmenów na Sycylii ma odwagę zeznawać w sądzie przeciw Cosa Nostrze.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.2

10 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne