Sarkozy umieścił swe wspomnienia na Facebooku, czyli serwisie społecznościowym podobnym do Naszej-klasy. Od kilku miesięcy korzysta z niego, by poprawić swój image, szczególnie wśród młodych. Relacjonuje swe obowiązki, lecz także dzieli się bardziej prywatnymi spostrzeżeniami, np. dotyczącymi książek, które ostatnio czytał, czy filmów które oglądał. Niedzielny wpis dotyczy wydarzeń sprzed 20 lat, kiedy Sarkozy był merem podparyskiego Neuilly i sekretarzem prawicowej partii RPR:
"9 listopada rano zainteresowaliśmy się informacjami napływającymi z Berlina, które wydawały się zapowiadać zmiany w podzielonej niemieckiej stolicy. Z [późniejszym premierem] Alainem Juppé zdecydowaliśmy się wyjechać z Paryża, by wziąć w nich udział. Gdy dotarliśmy do Berlina Zachodniego, udaliśmy się w kierunku Bramy Brandenburskiej, gdzie na wieść o prawdopodobnym otwarciu granicy zgromadził się już entuzjastyczny tłum. Pod Checkpoint Charlie [słynne przejście graniczne między wschodnim a zachodnim Berlinem] w końcu stanęliśmy z murem oko w oko. Mogliśmy kilka razy walnąć w niego kilofem. Obok nas zbierały się cała rodziny, by obalić beton".
Dociekliwi internauci, a potem dziennikarze, niemal natychmiast podawali w wątpliwość powyższą relację. Dociekali m.in., jak Sarkozy już 9 listopada rano mógł spodziewać się historycznych wydarzeń. Pamiętna konferencja prasowa, na której NRD-owska partia komunistyczna ogłosiła natychmiastowe otwarcie przejść granicznych, miała miejsce dopiero o godzinie siódmej wieczorem.
Wymieniony przez prezydenta Juppé twierdził początkowo, że opisywana podróż miała miejsce dopiero tydzień później, czyli 16 listopada. Ale w ostatnich dniach kilkakrotnie zmieniał wpis na swym blogu w tej sprawie i unika precyzyjnego określenia daty. Kilku innych działaczy RPR, którzy rzekomo uczestniczyli w podróży do Berlina, przeczy sobie, opowiadając, jak dojechali na miejsce. Jeden twierdzi, że wynajętym samolotem, bo miejsc na rejsowy lot już nie było. Drugi, że pojechali pociągiem. Dziennikarze natomiast zauważyli, że wtedy podróż trwała 12 godzin.
"Le Figaro" w artykule z 1989 roku relacjonuje, że 9 listopada Juppé spędził we Francji na obchodach rocznicy śmierci generała de Gaulle'a. Z kolei w notce z 18 listopada potwierdza, że był w Berlinie przez dwa poprzednie dni (o Sarkozym, który był wtedy o wiele mniej ważną postacią francuskiej sceny politycznej, gazeta nie wspomina).
Jeśli faktycznie obaj pojechali do Berlina 16 listopada, "entuzjastyczny tłum" czekający pod Bramą Brandenburską Sarkozy zapewne zmyślił. Dziennik "Liberatión" zamieścił w internecie szyderczą serię zdjęć, na których prezydent jest wśród rewolucjonistów burzących Bastylię w 1789 roku i wśród amerykańskich astronautów spacerujacych po Księżycu.
W obronę wziął prezydenta premier François Fillon. Twierdzi on, że na początku listopada był w Berlinie na konferencji naukowej i w pamiętną noc spotkał Sarkozy'ego przy murze.
Źródło: Gazeta Wyborcza