Rozmowa z Wolfgangiem Templinem, byłym enerdowskim dysydentem, inicjatorem oświadczenia Tekst oświadczenia niemieckich intelektualistów >>
>
Bartosz T. Wieliński: Piszecie, że "nieszczęsny pakt" Ribbentrop-Mołotow był preludium nie tylko wojny, ale i komunistycznego zniewolenia wschodniej Europy. Za winnych uznajecie zarówno Niemcy, jak i ZSRR. Ale w Polsce czy krajach bałtyckich nikogo do tej tezy nie trzeba przekonywać. Wolfgang Templin: Za to w Niemczech i Europie Zachodniej mamy w tej sprawie lukę w wiedzy. Co gorsza, stale się ona powiększa. Uznaliśmy, że szczególnie w tak symbolicznym roku nie możemy biernie się temu przypatrywać. Trzeba jasno powiedzieć, że tragedia, jaka spotkała Europę, że to okrutne zniewolenie rozpoczęło się 23 sierpnia 1939 r. w Moskwie.
Na Zachodzie nie docenia się znaczenia paktu Hitlera ze Stalinem. Często opowiada się, że Stalin musiał zaakceptować pakt z III Rzeszą, bo szukał pokoju, czuł się otoczony przez wrogów albo źle rozeznawał się w sytuacji. To brednie. Przecież Stalin dał wówczas Hitlerowi zielone światło do wojny.
Inicjatorzy oświadczenia, czyli pan i szefowa Urzędu ds. Akt Stasi Marianne Birthler, żyliście w byłym NRD. To przypadek? - Nie, ludzie z NRD mają podobne doświadczenia jak Polacy, Czesi czy Bałtowie. Odkąd upadł mur berliński, domagamy się od rodaków z Zachodu szacunku dla naszej pamięci i pamięci naszych wschodnich sąsiadów. Udaje się to z różnym skutkiem, bo demokracja, niestety, rozleniwia i osłabia pamięć. Tak bardzo cieszymy się z odzyskanej wolności, że zapominamy, jak to jest, gdy się ją utraci.
Dlaczego w Niemczech tak trudno dyskutuje się o nazistowsko-stalinowskim sojuszu? - Bo cała odpowiedzialność za wojnę spada na nas. To Hitler wojnę rozpętał, więc z natury rzeczy koncentrujemy się na zbrodniach nazizmu. Drugi totalitaryzm, sowiecki, zostaje w cieniu. Nikt przecież nie chce narazić się na zarzut, że pomniejsza odpowiedzialność Niemców.
Zapewne tak na wasz list zareagują Rosjanie, którzy od miesięcy powtarzają, że ZSRR podpisał pakt Ribbentrop-Mołotow, by się bronić. Winę za wybuch wojny zrzucają na Polskę i Zachód. - Rosyjskie podejście do historii, bijący z niego imperializm, jest nie do zaakceptowania. W całej Europie kraje rozliczają się z przeszłości, a Kreml trzyma historyków na wodzy i utrzymuje jedynie słuszną wykładnię przeszłości.
To, co powtarzają apologeci Stalina, świadczy o ich warsztatowej słabości. Nie można w świetle tego, co wiemy, sugerować przecież, że Hitler był wariatem, który atakował na ślepo, a Stalin był miłującym pokój dobrodusznym przywódcą. Obaj chcieli wojny i podboju, obaj chłodno kalkulowali. Pakt dał im to, czego potrzebowali: nowe terytoria i spokojną granicę. A gdy nazizm w 1945 r. upadł, sowiecki komunizm dalej dążył do ekspansji na zachód.
1 września na Westerplatte przyjedzie Angela Merkel. Czy w obecności Władimira Putina ośmieli się powiedzieć to samo o pakcie Ribbentrop-Mołotow? - Wierzymy, że się nie zawaha i powie o komunistycznym zniewoleniu Europy.
Dla Gazety: Prof. Włodzimierz Borodziej, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert ds. stosunków polsko-niemieckich W tym liście nie ma niczego, czego rozsądni Niemcy, także politycy z pierwszych stron gazet, nie mówiliby od dawna.
Jest wysoce prawdopodobne, że kanclerz Angela Merkel podczas obchodów wybuchu II wojny w Gdańsku też coś podobnego powie. Przedstawi swoją koncepcję przyczyn wojny i będzie jej trudno pominąć rolę, jaką odegrał tu ZSRR. Tego się spodziewam.
Natomiast raczej nie liczę na podobny list intelektualistów rosyjskich. To wymagałoby z ich strony wielkiej odwagi cywilnej. Raczej jest niemożliwe, by znalazło się ich aż tylu, ilu po stronie niemieckiej.
NOT. KANA