- Pozostało nam bardzo wiele pracy. Potrzeba do niej czasu i wysiłków. Ale wierzę, ze lepsze dni dla Ameryki nadejdą - mówił nad ranem czasu polskiego Obama.
Obama po raz kolejny, choć nie po nazwisku, krytykował lat swego poprzednika George'a Busha, mówiąc, że teraz jego rząd "usuwa z drogi wrak recesji" zostawiony przez poprzednika. Powiedział też, że "zmienił kierunek polityki zagranicznej"
USA. Stwierdził, że nie żałuje zakazu brutalnych technik przesłuchań
CIA, które po raz kolejny określił "torturami". Obama nic nie mówił jednak tym razem o karaniu winnych w tej sprawie.
Podkreślił, że ostatnie doniesienia o większej ilości zamachów w Iraku nie zmienią jego decyzji o wycofaniu stamtąd większości wojsk USA w ciągu półtora roku. Dużo czasu poświęcił Pakistanowi. Powiedział, że jest "poważnie zaniepokojony sytuacją w tym kraju", jednak "nie dlatego że talibowie natychmiast zdobędą kontrolę nad Pakistanem, ale dlatego, że rząd cywilny jest bardzo słaby i nie wygląda na to, by był w stanie sprawować swe podstawowe funkcje". Powiedział, że USA "mają ogromne interesy bezpieczeństwa w tym, by Pakistan nie stał się niebezpiecznym krajem z bronią atomową".
Obama stwierdził, że nie spodziewał się, że będzie musiał stawiać czoła w początkach prezydentury tylu kryzysom naraz. O ostatnim, epidemii świńskiej grypy, powiedział, że jest "powodem do niepokoju, ale nie paniki". Powtórzył, że nie zamknie granicy z Meksykiem, gdzie zaczęła się zaraza, gdyż "byłoby to jak zamykanie drzwi stajni, gdy wszystkie konie już uciekły".
- Dziękuję Amerykanom za cierpliwość w tych pierwszych 100 dniach i proszę o współpracę we wszystkich następnych. Ten kraj będzie taki, jaki może być! - zakończył Obama.