Oskarżony do końca utrzymywał, że jest niewinny. - Kiedy tam stałem i patrzyłem na uśmiechniętego Busha, zdało mi się, że czuję na sobie krew wszystkich Irakijczyków zabitych podczas wojny - wspominał 30-letni Muntazir al Zajdi feralną konferencję prasową 14 grudnia w Bagdadzie. Bush przed pierwszym butem się uchylił, drugi chybił celu. Zanim Muntazira powalili ochroniarze, zdołał jeszcze wykrzyknąć: - To pożegnanie od irackich wdów i sierot, ty psie!
Wyczyn transmitowany na żywo przez wiele telewizji uczynił zeń gwiazdę światowego formatu. Już następnego dnia w irackich miastach ludzie obrzucali żołnierzy
USA butami. Bicie podeszwą czy nazwanie kogoś "psem" to jedne z największych obelg w islamie.
Zanim sędzia Abdulamir Hassan al Rubaje ogłosił wczoraj wyrok, przezornie wyprosił z sali większość z około 200 członków rodziny oskarżonego, dziennikarzy i prawników. Ale i tak doszło do dramatycznych scen. Kuzynki oskarżonego mdlały, kuzyni wrzeszczeli: - To amerykański sąd, nie iracki! Sukinsyny! Bóg jest wielki!
Obrońcy zapowiedzieli apelację, ale sędzia uważa, że wyrok jest łagodny. Za "atak na głowę obcego państwa podczas oficjalnej wizyty" grozi w Iraku nawet 15 lat więzienia. Sąd uznał jednak, że pożegnalna wizyta Busha w Iraku nie była oficjalna, bo - ze względów bezpieczeństwa - nie była wcześniej zapowiedziana. A za "atak na głowę państwa podczas wizyty nieoficjalnej" grozi tylko do pięciu lat. Obrońcy domagali się jednak, by uznać czyn dziennikarza za "publiczne upokorzenie wysłannika obcego państwa", za co grozi do dwóch lat.
I oto bohater Muntazir został teraz w oczach milionów swoich fanów bohaterem skrzywdzonym, co jeszcze zwiększa jego siłę rażenia. Według sondaży 62 proc. Irakijczyków uważa go za bohatera, 24 proc. za kryminalistę, a 10 proc. za bohatera i kryminalistę jednocześnie. Miesiąc temu pewien Egipcjanin oferował mu córkę.
Obiektem pożądania i kultu są także rzucone w Busha buty, za które ktoś oferował 10 mln dol. Przed sierocińcem w Tikricie, rodzinnym mieście Saddama Husajna, wzniesiono wysoki na trzy metry pomnik buta. Władze kazały go zdemontować, ale idea rzutu butem wymyka się zakazom i zaraża coraz więcej ludzkich umysłów, przełamując kulturowe bariery. Butami ciskano w ambasadora Izraela w Szwecji (gdy mówił o Strefie Gazy). Na Ukrainie gra "rzuć butem w Juszczenkę" była w internecie kultowa. Tybetańscy uchodźcy w Indiach obrzucili butami portrety władców Chin. Do zaskakującego zwrotu w serii bucianych incydentów doszło w Brazylii, której prezydent Lula Da Silva, ostro krytykowany przez dziennikarzy, zagroził, że obrzuci ich butami.
Spośród zaatakowanych najbardziej wspaniałomyślny okazał się chiński premier Wen Jiabao. Poprosił o łaskę dla 27-letniego Niemca, który zaatakował go adidasem na Uniwersytecie Cambridge (grozi mu pół roku więzienia i 5 tys. funtów kary). - Mam nadzieję, że student sam zrozumie swoją pomyłkę - stwierdził.