http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Świat RSS

Polska nie mówi "nie" - tekst czołówkowy z ostatniego, nocnego wydania GW

Konrad Niklewicz
2007-06-23, ostatnia aktualizacja 2007-06-23 03:20

Dziś po północy przywódcy UE doczołgali się do kompromisu. Tak skończyło się piętnaście godzin politycznego dreszczowca w Brukseli - z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej odegranej z Warszawy.

Po raz pierwszy bodaj w historii unijnych szczytów negocjacje przeniosły się do stolicy z jednego krajów. I zależały od decyzji człowieka, którego na szczycie nie było - premiera Jarosława Kaczyńskiego.

To on zagroził o godz. 20 zawetowaniem szczytu - w chwili gdy trwało spotkanie ostatniej szansy prezydenta Lech Kaczyńskiego z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. To do niego dzwonił dwa razy francuski prezydent Nicolas Sarkozy w towarzystwie Tony'ego Blaira i raz luksemburski premier Jean-Claude Juncker. Wszystko po to, by ratować szczyt i nowy unijny traktat.

Po dramatycznych zmianach nastrojów, załamaniu się negocjacji po godz. 22 i niemieckiej groźbie rozpoczęcia rozmów o nowym traktacie bez Polski przywódcy osiągnęli w końcu porozumienie. Korzystny dla Polski nicejski system głosowania w UE miałby obowiązywać do 2014 r., a potem częściowo przez trzy lata okresu przejściowego.

Od 2014 r. obowiązywałaby korzystniejsza m.in. dla Niemiec podwójna większość. Ale przez trzy lata będzie można sprawdzać, jak wyglądałyby niektóre decyzje, gdyby głosowano przy użyciu systemu nicejskiego.

W pakiecie dla Polski znalazło się też kilka dodatkowych mandatów w europarlamencie i hamulec bezpieczeństwa pozwalający na odwlekanie decyzji.

Kompromis zaczął się wykluwać już w nocy z czwartku na piątek. Polscy negocjatorzy powiedzieli wtedy partnerom, że są w stanie odejść od niechcianego przez 25 krajów pierwiastkowego systemu głosowania w Radzie Unii. W zamian domagają się pakietu wzmacniającego pozycję Polski.

Tyle że pakiet przedstawiony Polsce w piątek tuż przed godz. 17 był za skromny. Polska żądała twardo, by nicejskie zasady głosowania obowiązywały co najmniej do 2016 r. Dzięki temu mielibyśmy nadal 27 głosów w Radzie UE (Niemcy - 29) i prawie takie same możliwości blokowania niewygodnych decyzji jak największe kraje Unii. Niemcy nie chcieli ustąpić i godzili się tylko na 2014 r.

Polska grała też o mocniejszy hamulec bezpieczeństwa niż oferowany przez kanclerz Merkel tzw. kompromis z Joaniny.

Nerwówka zaczęła się po godz. 17, kiedy niemieckie źródła ogłosiły, że jest wstępne porozumienie z Polską. Niemal natychmiast polscy dyplomaci zaczęli zaprzeczać.

Niemcy sięgnęli po wypróbowaną na wielu szczytach strategię przypierania opornych do muru. Puścili w świat wieść o kompromisie, zanim został ostatecznie zaakceptowany. I zanim polski prezydent zadzwonił do Warszawy do premiera, by zapytać, czy przyjąć tę ofertę.

To rozzłościło polskich negocjatorów. Polska odrzuciła ofertę kanclerz Niemiec, a premier Kaczyński z Warszawy zagroził wetem.

W odpowiedzi Niemcy zaproponowali, by przyjąć kluczowy dokument szczytu - mandat na tzw. konferencję międzyrządową - bez Polski, jako deklarację polityczną 26 krajów. - Europa jest niemiecka, sprawy są załatwiane po niemiecku. Łomem - mówiło "Gazecie" źródło zbliżone do polskich negocjatorów.

Porozumienia nie byłoby bez Czechów i Litwinów. To prezydent Litwy Valdas Adamkus i premier Czech Mirek Topolanek w krytycznym momencie po niemieckiej groźbie powiedzieli, że Polska nie powinna być izolowana. I że nie powinno się przyjmować mandatu bez Warszawy.

Gdy o 2.40 w nocy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", ustalano szczegóły kompromisu. Wszystko wskazywało na to, że konferencja międzyrządowa zbierze się szybko i nowy traktat zostanie wynegocjowany do końca roku. Kilka krajów protestowało jednak przeciwko zbyt daleko idącym ustępstwom wobec Polski. Np. Hiszpania i Finlandia nie zgadzały się na zapisy dotyczące moralności publicznej i rodziny.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne