Bezsensowny pościg prokuratury za cudownym dzieckiem internetu
Aaron Swartz w księgarni Borderland Books w San Francisco. Zdjęcie z lutego 2008 r. (Fot. NOAH BERGER Reuters)
Był uzdolnionym programistą, cudownym dzieckiem, które już w wieku 14 lat ulepszało internet, ale przede wszystkim donkiszotem walczącym o wolny dostęp do informacji. Uważał, że artykuły naukowe w sieci powinny być swobodnie dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla środowisk akademickich i tych, którzy mają pieniądze i kartę kredytową, żeby płacić online. W swoim manifeście w 2008 r. pisał:
"Dostęp do zdobyczy nauki stał się przywilejem studentów, bibliotekarzy i naukowców, tymczasem reszta świata została odcięta. Nikt nie ma moralnego prawa zachowywać tego przywileju dla siebie. I wielu uprzywilejowanych się nim dzieli - przekazując hasła dostępu kolegom, przyjaciołom albo ściągając dla nich pliki. Ale jest to nazywane piractwem, tak jakby dzielenie się zdobyczami nauki było porównywalne z rabowaniem statku i wymordowaniem jego załogi. Dzielenie się nie jest niemoralne. Przeciwnie - jest moralnym imperatywem".
Trzy lata temu Swartz włamał się do sieci Massachusetts Institute of Technology (MIT) i ściągnął ponad cztery miliony artykułów z ogromnej internetowej biblioteki naukowej JSTOR, które zamierzał wrzucić luzem do internetu (pracownicy i studenci MIT mają do niej swobodny dostęp). Z jego punktu widzenia był to akt obywatelskiego nieposłuszeństwa - chciał nagłośnić sprawę, o którą walczył.
Stanowa prokurator Carmen Ortiz była innego zdania: - Kradzież jest kradzieżą, bez względu na to, czy złodziej używa łomu, czy komputera, czy kradnie dolary, dokumenty, czy dane. I bez względu na to, czy złodziej sprzedaje to, co ukradł, czy rozdaje to za darmo...
Swartz został oskarżony o kradzież najgorszego rodzaju, klasyfikowaną jako zbrodnia. Groziło mu 35 lat więzienia i ponad milion dolarów grzywny. Mimo że biblioteka JSTOR ostatecznie nie poniosła żadnych strat (schwytany na gorącym uczynku Swartz nigdzie skradzionych milionów artykułów nie wrzucił) i nawet wstawiła się za złodziejem u pani prokuratur. Proces miał rozpocząć się za kilka tygodni.
Gdyby Swartz popełnił morderstwo w afekcie, zgodnie z prawem federalnym groziłoby mu maksimum 10 lat więzienia. Za napad na bank mógłby dostać do 20 lat, tyle samo za handel dziecięcą pornografią.
Zapewne nigdy nie dowiemy się, czy 26-latek powiesił się przez prokuratorów. Od lat cierpiał na depresję i miał myśli samobójcze. Ale jego dziewczyna, rodzina i znajomi twierdzą, że perspektywa procesu i więzienia niszczyła go psychicznie.
Wiadomo, że prokuratura proponowała ugodę - przyznanie się oskarżonego do niektórych zarzutów i wyrok pół roku więzienia. Oferta została odrzucona, ponieważ Swartz nie czuł się winny. Nie chciał przyznać się, że jest wielbłądem (czyli pospolitym złodziejem), i liczył, że nagłośnienie procesu w mediach obnaży absurdalność zarzutów.
Po śmierci Swartza prokurator Ortiz nie wydała żadnego oświadczenia. Za to w internecie można przeczytać setki oświadczeń na jej temat. Jest powszechnie krytykowana za ślepe egzekwowanie prawa. "Prokuratorzy zapomnieli, że ich zadaniem nie jest oskarżanie wszystkich, których zgodnie z przepisami da się wsadzić do więzienia, tylko tych, którzy są naprawdę szkodliwi" - pisze w "New Yorkerze" Tim Wu, profesor prawa z Uniwersytetu Columbia.
Może najbardziej paradoksalne w tej ponurej sprawie jest to, że donkiszot tuż przed śmiercią odniósł zwycięstwo. W zeszłym tygodniu biblioteka JSTOR ogłosiła, że otwiera swoje archiwa dla wszystkich. Z niewielkim ograniczeniem - można przeczytać za darmo maksymalnie trzy artykuły naukowe przez dwa tygodnie.
Co więcej, po śmierci Swartza setki naukowców deklarują w internecie, głównie na Twitterze, że udostępniają swoje prace za darmo i podają linki do plików w formacie PDF. Są one gromadzone na stronie pdftribute.net (czyli "hołd składany w PDF").
Sprawa wywołała duże poruszenie i nawet wewnętrzne śledztwo na MIT. Ten uniwersytet, jeden z najlepszych w USA, w odróżnieniu od JSTOR nie wstawił się za Swartzem. Zachował w sprawie oskarżeń prokuratury milczenie, choć był w "zbrodnię kradzieży" wmieszany (bo z jego sieci dokonano włamania). W niedzielę rektor MIT Rafael Reif poprosił profesora Hala Abdelsona z wydziału informatyki i inżynierii, żeby zbadał, czy postawa uczelni była właściwa, a jeśli nie, to kto popełnił błędy.
Tragedia Swartza zwróciła też uwagę na inne przypadki ślepego egzekwowania prawa w USA. Krytykowany jest nawet Barack Obama, który niesłychanie rzadko korzysta z prezydenckiego prawa łaski dla skazańców.
Jak wyliczył prof. Peter Ruckman z Rock Valley College w Rockville, tylko trzech prezydentów w historii robiło to rzadziej: George Washington, William Harrison, który umarł na zapalenie płuc miesiąc po objęciu urzędu, i James Garfield, który został zastrzelony po czterech miesiącach urzędowania w Białym Domu.
Następnym kandydatem na męczennika jest niejaki Matthew R. Davies z Kalifornii, lat 34, niekarany ojciec dwójki małych dziewczynek. Jego zbrodnia polegała na tym, że uprawiał marihuanę przeznaczoną do celów leczniczych, co zgodnie z prawem jego stanu jest dozwolone, ale sprzeczne z prawem federalnym.
Zdecydował się to robić, bo kilka lat temu urzędnicy administracji Obamy obiecywali, że nie będą ścigać za marihuanę w stanach, które ją dopuszczają. Ale słowa nie dotrzymali. Daviesowi grozi kilkanaście lat więzienia, przy czym minimalna kara - jeśli zostanie uznany za winnego - to pięć lat. Również on, tak jak Swartz, nie chce iść na ugodę z prokuratorami.
Na stronie Białego Domu już 25 tys. osób podpisało petycję: "Mattew Davies nie jest kryminalistą. Panie prezydencie, błagamy, żeby go pan ułaskawił. Nie róbmy z jego żony samotnej matki, nie pozwólmy, żeby oglądał dzieci zza krat!".
Komentarze (8)
-
Warto byłoby dodać, że w wielu okręgach w USA prokuratorzy są wybierani.
Skutek jest taki, że prokurator okręgowy - zupełnie jak politycy - wyłazi ze skóry, żeby zdobyć jak największą popularność i załapać się na następną kadencję. A sposób na to jest prosty: trzeba się wyborcom pokazać jako "tough on crime" czyli twardy szeryf z westernu - co w praktyce polega na tym, żeby wsadzić do więzienia jak najwięcej ludzi - nieważne, czy winnych czy niewinnych...
Jest ponury film dokumentalny pt "Witch Hunt" z 2008 roku (wyprodukował go aktor Sean Penn) opowiadający o takim właśnie gorliwym prokuratorze, który wysłał do więzienia kilkadziesiąt osób pod sfabrykowanymi zarzutami wykorzystywania seksualnego dzieci. Wszyscy ci ludzie zostali później oczyszczeni z zarzutów, rewizje postępowań wykazały że prokuratura fałszowała dowody i wymuszała fałszywe zeznania. Niektórzy z tych skazanych przesiedzieli w więzieniu kilkanaście lat! A co z prokuratorem? Ano, nic - ciągle sprawuje swój urząd, bo ludzie na niego głosują.
Do sukcesu po trupach.
Dosłownie. -
-
-
To potwierdza jak ułomny jest amerykański system sprawiedliwości. Manipulacje ławą przysięgłych (tam chodzi o emocje, a nie o prawdę), kruczki proceduralne (formalne), a nawet stosowanie precedensów, z dawnej epoki (nijak się mają do współczesności i zmian społecznych, obyczajowych czy nowych technologii). Stąd znane i praktyczne znaczenie powiedzenia: bez znaczenia winny czy niewinny ważne jakiego ma adwokata (jaką ma kancelarie prawną). A tu bogaci górą.
-
-
Prokuratorzy w USA nie ścigają "każdego, kogo się da". Jaskrawym przykładem tego jest sprawa Microsoftu - w roku 2000 MS został skazany na podział na dwie mniejsze firmy. Odwołał się od wyroku i jednocześnie zaczął sypać groszem politykom obu partii. W efekcie prokuratorzy stracili zainteresowanie procesem i wyrok upadł.
-
Wszystko w tym artykule jest pomieszane. Swartz się nie włamał do sieci MIT bo ona jest całkiem otwarta... starczy przyjść z laptopem z wifi na kampus. Jedyne co zrobił to omijał blokadę na swojego laptopa za pomocą prostego programiku podmieniającego nr karty sieciowej, po tym jak mu admini ją założyli. Do JSTOR też się nie włamał - bo przez sieć MIT każdy ma do tego legalny dostęp. Wreszcie - prokuratura nie oskarżyła go o kradzież najgorszego rodzaju - tylko o 13 przypadków złamania regulaminu JSTOR i sieci MIT Każde takie złamanie jest zagrożone karą do 5 lat więzienia zgodnie z kontrowersyjną ustawą Computer Fraud and Abuse Act, a ponieważ kara się w USA sumuje - to wyszło to absurdalne 35 lat... Btw. prokuratorzy federalni nie pochodzą z wyboru, są nominowani przez Departament Sprawiedliwości; stanowi prokuratorzy są w niektórych stanach wybierani.
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
- Wszystko
- PŁATNE
- 1.
Na celowniku Krystyny Pawłowicz, czyli złote myśli posła PiS
- 2.
Poseł PiS do dzieci w Sejmie: żeby siostrzyczka czy braciszek urodzili się z in vitro, kilkoro z nich musi umrzeć
- 3.
Dlaczego odcięta twarz dotarła do szpitala tak późno?
- 4.
Pierwszy w Polsce przeszczep twarzy. Chirurdzy z Gliwic uratowali życie 33-latka
- 5.
Zapalenie płuc: 16 tys., rak - 150 tys. Cennik NFZ
- 1.















