Ameryka nieubłaganie zmierza ku "finansowej przepaści" - planuje w nią skoczyć 1 stycznia

Mariusz Zawadzki, Waszyngton
07.12.2012 , aktualizacja: 06.12.2012 19:52
A A A Drukuj
Czy prezydent Barack Obama i Republikanie zawrą historyczne porozumienie w sprawie walącego się budżetu?

Czy prezydent Barack Obama i Republikanie zawrą historyczne porozumienie w sprawie walącego się budżetu? (Fot. Charles Dharapak AP)

Chyba że prezydent Obama i Kongres w ostatniej chwili zmienią kurs... Nerwowość, którą wykazują obecnie politycy w Waszyngtonie, jest trochę zaskakująca, bo sami ten efektowny skok w przepaść precyzyjnie zaplanowali - zresztą z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.
Pod koniec 2010 roku prezydent Barack Obama i Kongres zgodzili się przedłużyć - ale tylko o dwa lata - ulgi podatkowe George'a Busha. A rok temu, kiedy rozmowy o zmniejszeniu długu publicznego zakończyły się klęską, Obama i Kongres zdecydowali, że od 2013 r. automatycznie zostaną wprowadzone drastyczne cięcia w budżecie.

Zgodnie z harmonogramem jako pierwsze lecą w przepaść armia, klasa średnia i gospodarka. One pociągną w dół całą Amerykę.

Wciąż możliwy jest plan B, czyli historyczne porozumienie Obamy z Republikanami, którzy mają większość w Kongresie. Ma ono zawrócić Amerykę z samobójczego kursu, który obrała bardzo dawno temu - niektórzy twierdzą, że już za prezydentury Franklina Delano Roosevelta w latach 30. ubiegłego wieku. Zapewne nie da się jednoznacznie wskazać winowajców, a już na pewno Roosevelt nie jest jedynym, ale konsekwencje są oczywiste i niepodważalne: w zeszłym roku w każdym dolarze wydanym przez rząd USA 40 centów było pożyczonych; dług publiczny przekroczył 16 bln dolarów, czyli jest już większy niż roczny dochód narodowy; aż dwie trzecie budżetu USA to wydatki na emerytury, leczenie osób starszych, biednych i odsetki od długu publicznego - są one rezerwowane automatycznie na początku każdego roku, zanim jeszcze kongresmeni i prezydent zabiorą głos.

Następne 20 proc. budżetu idzie na armię - w zeszłym roku 700 mld dol. Ameryka wydaje na obronność prawie tyle samo, co reszta świata razem wzięta. Jeśli nie będzie "historycznego porozumienia", od nowego roku wydatki na obronność zostaną automatycznie zmniejszone o ponad pół biliona dolarów w ciągu najbliższej dekady. Republikanie, którzy rok temu zgodzili się na takie automatyczne cięcia, lamentują, że bezpieczeństwo kraju będzie zagrożone. A sekretarz obrony Leon Panetta potwierdza, że mają rację.

Czy rzeczywiście? Akurat tutaj można dyskutować. W przyszłym roku wydatki USA na obronność będą takie same jak w zeszłym. Groźnie brzmiące pół biliona dolarów oszczędności przez dziesięć lat nie zmniejsza bowiem realnego budżetu obronnego - cięcia dotyczą tylko planowanych podwyżek wydatków!

Dla armii skok w "finansową przepaść" oznacza zatem tylko tyle, że nie będzie wydawała więcej. Nie jest to zresztą żadna tragedia nienotowana w dziejach Ameryki - w latach 90. budżet obronny nie rósł, tylko spadał w tempie 1 proc. rocznie. Dopiero za czasów Busha poszybował w górę.

Alarm w kwestii bezpieczeństwa Ameryki jest zatem cokolwiek przesadzony.

Co innego z podatnikami - dla nich skok w "finansową przepaść" będzie realnie odczuwalny. Po zniesieniu ulg Busha przeciętnie zarabiający Amerykanin zapłaci w przyszłym roku o 2 tys. dol. podatku więcej. W konsekwencji, jak przewiduje wielu ekonomistów, zmniejszy się konsumpcja. Gospodarka przyhamuje - może nawet wrócić recesja. Bezrobocie wzrośnie - z obecnych 8 do 9 proc.

Oczywiście większość Amerykanów wciąż ma nadzieję, że skoku w "finansową przepaść" nie będzie, bo Obama i szef Republikanów w Kongresie John Boehner się dogadają. Prezydent, który 6 listopada wygrał wybory, gra va banque - zapowiedział, że nie będzie żadnego porozumienia bez podniesienia podatków dla 2 proc. najbogatszych Amerykanów. Chodzi nie tylko o zniesienie ulg, na co Republikanie już się zgodzili, ale o podwyższenie najbogatszym stawek podatkowych.

- Matematyka podpowiada, że same cięcia w budżecie nie wystarczą, by znacząco zmniejszyć długi Ameryki - przekonuje Obama. - Nie może być tak, że koszty wychodzenia z długów ponosić będą tylko najbiedniejsi, którzy najbardziej korzystają z budżetu... Bogatsi muszą oddawać państwu więcej!

Większość Republikanów w Kongresie podpisała zobowiązanie, że nigdy nie podniesie podatków (choć są one najniższe od ponad 30 lat). Wszyscy pamiętają przypadek George'a H.W. Busha. - Czytajcie uważnie z moich ust: żadnych nowych podatków! - mówił w kampanii wyborczej 1988 roku. Ale potem jako prezydent zwiększył je. I mimo błyskotliwie wygranej wojnie w Zatoce Perskiej przegrał wybory 1992 r. z demokratą Billem Clintonem.

Ale Republikanie znajdują się też pod ogromną presją. Niedawno przegrali wybory prezydenckie - m.in. właśnie dlatego, że są uważani za obrońców klasy uprzywilejowanej. Sondaże wskazują, że jeśli Ameryka skoczy w przepaść, to dwie trzecie wyborców będzie winić za to ich. Dlatego najbardziej prawdopodobny finał jest taki, że ustąpią i skok w przepaść zostanie odwołany. Przynajmniej na razie.

ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (2)

  • jcewe

    0

    "Ma ono zawrócić Amerykę z samobójczego kursu, który obrała bardzo dawno temu - niektórzy twierdzą, że już za prezydentury Franklina Delano Roosevelta w latach 30. ubiegłego wieku."

    To zdanie reprezentuje prawdziwe wyzyny glupoty i klamstwa.

  • arek_2006

    Oceniono 2 razy 0

    Dziwny ten świat. W USA podniesienie podatków to dramat, bezrobocie, recesja. A u nas podwyżka VAT (identycznie zmniejszajaca konsumpcję) to odpowiedzialność, propaństwowość i wszelka mądrość ministra finansów. Mają inną ekonomię, czy jak?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX