Bunt w amerykańskiej partii głupców

Mariusz Zawadzki
16.11.2012 , aktualizacja: 15.11.2012 20:13
A A A Drukuj
Republikańska wolontariuszka sprząta w biurze wyborczym Mitta Romneya w Chatham County w Savannah

Republikańska wolontariuszka sprząta w biurze wyborczym Mitta Romneya w Chatham County w Savannah (Fot. Stephen Morton AP)

- Dosyć ciemnego konserwatyzmu! Kto opowiada bzdury, nie może być w partii tolerowany! Nie możemy dalej obrażać inteligencji wyborców! Przestańmy być partią głupków! - apeluje wpływowy polityk nowej fali Republikanów po przegranej Mitta Romneya z prezydentem Barackiem Obamą.
Korespondencja z Waszyngtonu

Ten zaskakująco szczery apel, w zasadzie wezwanie do rewolucji, wygłosił gubernator Luizjany Bobby Jindal, który przed wyborami zaciskał zęby i lojalnie brał udział w kampanii swojej partii. Buntownik ma 41 lat i jest pierwszym w historii USA wpływowym politykiem republikańskim pochodzenia hinduskiego. Mówi się o nim jako o potencjalnym kandydacie na prezydenta w 2016 roku.

- Dosyć ciemnego konserwatyzmu! Jeśli ktoś opowiada bzdury, nie może być w partii tolerowany! Musimy odrzucić antyintelektualizm! Nie możemy dalej obrażać inteligencji wyborców! Przestańmy być partią głupków! - mówił Jindal w brawurowym wywiadzie dla portalu Politico.

Chodzi m.in. o republikańskiego senatora Todda Akina, którego skandaliczna wypowiedź pod koniec kampanii mocno zaszkodziła Romneyowi i pomógł Obamie. Twierdził, że zgwałcona kobieta nie może zajść w ciążę, bo "ma taki mechanizm, który to wszystko zamyka". Tymczasem statystyki pokazują, że co roku w USA kilka tysięcy ciąż jest wynikiem gwałtów. Akin poniósł karę - przegrał wybory, choć przed swoim oświadczeniem prowadził w sondażach.

Romney obrotowy

Surowe słowa Jindala odnoszą się również do samego Mitta Romneya, który kilka miesięcy temu przedstawiał się jako "zaciekły konserwatysta", a tuż przed wyborami stał się "umiarkowanym kandydatem środka". W ostatnich latach w wielu sprawach - takich jak prawo do aborcji, opieki zdrowotnej czy noszenia broni - zmienił zdanie o 180 stopni, co zdaniem wielu komentatorów było komiczne. Takie wolty mieszczą się w kategorii "obrażanie inteligencji wyborców", o której wspomina Jindal.

Romney, który w tym tygodniu mówił o przyczynach swojej porażki, nie przyjmuje krytyki. Uważa, że Obama pokonał go, ponieważ obiecał studentom tanie kredyty, młodym kobietom - aborcję i darmową antykoncepcję, a latynosom - że nielegalni imigranci nie będą deportowani jeśli np. studiowali w USA. Te grupy społeczne, plus jeszcze czarni, przeważyły szalę na korzyść prezydenta (wygrał 50 proc. do 48 proc.). Jednym słowem kandydat Republikanów był dobry, tylko wyborcy zawiedli.

- Taka analiza sytuacji jest absolutnie błędna! - natychmiast zaprotestował Jindal. - Czas, żebyśmy przestali dzielić wyborców. Musimy walczyć o głosy wszystkich, a nie o głosy 53 proc. obywateli... To z kolei aluzja do słynnej wypowiedzi Romneya ze spotkania z bogatymi darczyńcami w maju na Florydzie. Kandydat Republikanów mówił tam, że 47 proc. Amerykanów ma mentalność ofiar i uważają, że wszystko im się od państwa należy - jedzenie, mieszkanie, leczenie. - Nigdy nie przekonam ich, żeby wzięli odpowiedzialność za swoje życie - podsumował Romney.

Komu szkodzi telewizja Fox

Czołowi konserwatyści z mediów, które w ostatnich latach nadawały ton Republikanom, zgadzają się z Romneyem. - Nie da się wygrać ze Świętym Mikołajem! (czyli Obamą) - mówił Rush Limbaugh, który ma najpopularniejszą audycję radiową w Ameryce.

- Połowa ludzi chce rzeczy za darmochę. A kto im da? Prezydent Obama - mówił z ponurą miną Bill O'Reilly, gospodarz najpopularniejszego programu telewizji Fox News (pod względem oglądalności O'Reilly od lat bije na głowę rywali z CNN).

Jeszcze przed rewolucyjnym apelem Jindala pojawiały się głosy, że Republikanie muszą uniezależnić się od propagandowej, prawicowej telewizji Ruperta Murdocha, ponieważ przez nią tracą kontakt z rzeczywistością. Widać to było w wieczór wyborczy, kiedy w studiu Fox News gościł Karl Rove, były doradca prezydenta George'a W. Busha, który korzystając z dawnych koneksji zebrał w tym roku ponad 300 mln dolarów od prawicowych milionerów i wydał je na wybory (połowę na kampanię prezydencką, a połowę na wybory do Kongresu). Kiedy prowadzący program ogłosili, że Obama wygrał w stanie Ohio, czyli zostaje na drugą kadencję, Rove zrobił im awanturę, że komunikat jest pochopny i jeszcze wszystko możliwe. Jeszcze prawie godzinę główny strateg Republikanów uparcie pozostawał we własnej rzeczywistości równoległej.

Republikanie, ewolucja naprawdę miała miejsce!

W telewizji MSNBC popularna dziennikarka liberalna Rachel Maddow wygłosiła upokarzającą dla Republikanów tyradę, która stała się przebojem na YouTube: - Ohio naprawdę było za Obamą. I on naprawdę wygrał. I naprawdę urodził się na Hawajach. I naprawdę jest legalnym prezydentem USA. I rząd nie zaniża statystyk bezrobocia. I sondaże przedwyborcze nie były oszukane, żeby pomóc Demokratom, tylko opierały się na matematyce. I globalne ocieplenie jest prawdziwe. I gwałt czasami kończy się ciążą. I ewolucja miała miejsce na Ziemi. I Saddam Husajn naprawdę nie miał broni masowego rażenia. I obserwatorzy wyborów z ONZ nie naruszają suwerenności stanu Teksas. I reforma zdrowia Obamy to nie komunizm. Ustalmy wreszcie, że to wszystko to fakty i idźmy do przodu! Bo jeśli konserwatyści żyją w urojonym świecie, to nie tylko Partia Republikańska na tym traci, ale cała Ameryka traci. Przecież założenie jest takie, że mamy dwie partie które przedstawiają sensowne propozycje dla kraju! Wszystkie kwestie, o których wspomina Maddow, były przez konserwatystów poddawane w wątpliwość.

Głos buntowników coraz silniejszy

Tydzień po wyborach wydaje się, że twardogłowi skupieni wokół Fox News są w defensywie, a coraz silniejszy jest w partyjnej debacie głos buntowników. Może nie tak śmiałych i dosadnych jak gubernator Jindal, ale i tak rewolucyjnych.

Podważany jest już nawet największy dogmat Republikanów - "żadnych nowych podatków". Prawie wszyscy republikańscy kongresmeni podpisali zobowiazanie, ze nie zagłosują za żadną ustawą podnoszącą podatki, ale oto jeden z najważniejszych prawicowych publicystów, Bill Kristol z "Weekly Standard", ogłosił kilka dni temu, że "nic się nie stanie, jeśli trochę podniesiemy podatki najbogatszym". A republikański senator Rand Paul zapowiada, że będzie zachęcał kolegów do legalizacji marihuany (sic!) i przyznania obywatelstwa milionom nielegalnych imigrantów. Oczywiście dopiero czas pokaże, czy bunt był chwilą paniki, czy trwałym trendem odnowy w partii.

ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (2)

  • cholenderstwo

    Oceniono 4 razy 2

    To i u nich co drugi głupek?
    No to wylansujmy American Jokes, tak z sympatii głębokiej do narodu kubek w kubek do nas podobnego...

  • felusiak1

    Oceniono 6 razy -2

    zawacki wrócił do macierzy i znowu nadaje konwulsyjnie.
    "propagandowa, telewizja prawicowa"..... ta propagandowa, prawicowa telewizja była pierwszą która ogłosiła zwyciestwo obamy, była pierwszą która ujawniła busha jazdę po pijaku.
    "rove zrobił awanturę".... towarzyszu zawacki pojedźcie sobie na Martha's Vineyard i odpocznijcie albo do Hamptons i tam odpocznijcie. Weźcie do towarzystwa Rachelę Maddow. Ona was uświadomi jeszcze lepiej i staniecie się wydajniejsi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX