Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej" na Białorusi znowu w więzieniu Łukaszenki
22.06.2012
, aktualizacja: 22.06.2012 06:49
Andrzej Poczobut zatrzymany przez funkcjonariuszy białoruskiej milicji (fot. Aleksy Salej)
Andrzej Poczobut, nasz korespondent na Białorusi, został wczoraj znów aresztowany pod zarzutem zniesławienia Aleksandra Łukaszenki. Grozi mu do czterech lat więzienia
Władze mogą mu też odwiesić poprzedni wyrok za to samo "przestępstwo", na mocy którego w lipcu 2011 r. został skazany na trzy lata w zawieszeniu.
- Przyszli do nas około 16. Pokazali nakaz rewizji, bo Andrzej, jak powiedzieli, jest podejrzewany o złamanie części 2. paragrafu 367 kodeksu karnego, czyli zniesławienie prezydenta w warunkach recydywy - powiedziała "Gazecie" żona Poczobuta Oksana.
Jej zdaniem policja i śledczy byli dobrze przygotowani. Rewizję przeprowadzili sprawnie, trwała tylko około godziny. Zabrali komputer i papiery dziennikarza.
Wygląda na to, że akcja przeciw naszemu reporterowi i jednocześnie prezesowi Rady Naczelnej nieuznawanego przez władze Związku Polaków na Białorusi jest przygotowana bardzo starannie. Powodem do oskarżenia Poczobuta są tym razem nie jego teksty w "Gazecie Wyborczej", lecz zamieszczone na opozycyjnych portalach internetowych Karta 97 i Biełorusskij Partizan komentarze o rzekomych terrorystach, którzy za zamach bombowy w metrze mińskim w kwietniu ub.r. zostali skazani na śmierć i rozstrzelani.
Kiedy światowa opinia publiczna domagała się ułaskawienia skazańców, Poczobut pisał, że Łukaszenka sam decyduje, kto ma być rozstrzelany, a kto będzie żyć, i żadnych wezwań nie posłucha. Trudno dopatrzyć się w tym "zniesławienia", bo sam Bat'ka skarżył się publicznie, że ciężko mu podejmować takie decyzje.
Śledczy, którzy zabrali wczoraj dziennikarza - jak nam powiedziała jego żona - mieli ze sobą gotowe już ekspertyzy tekstów, których autorzy potwierdzili, że Poczobut znieważył prezydenta.
- Tym razem specjalnie nie wzięli pod uwagę tego, co Andrzej pisze po polsku w "Gazecie". Dzięki temu nie musieli, jak w przypadku poprzedniego oskarżenia, długo czekać na ekspertyzy. Najwyraźniej chcą go jak najszybciej postawić przed sądem i tym razem, jak myślę, posadzić, i to na długo - obawia się Oksana Poczobut.
Naszego korespondenta odwieziono najpierw na komendę. Tam okazało się, że sankcja prokuratorska na jego aresztowanie jest już gotowa i Poczobut został natychmiast odtransportowany do więzienia w Grodnie.
Żona dziennikarza powiedziała nam, że od miesiąca spodziewał się aresztowania. Wczoraj, kiedy milicjanci go zabierali, szybko zebrał przygotowane wcześniej rzeczy.
Poprzedni raz Poczobut został aresztowany w kwietniu 2011 r., gdy chciał wyjechać z Grodna, w którym mieszka, do Mińska, skąd z przedstawicielstwa UE miał przez łącze internetowe opowiedzieć europarlamentarzystom o politycznych represjach na Białorusi. Spędził w więzieniu 91 dni.
Jego sprawę prowadził ten sam co teraz prokurator Wiktor Morozow. Wtedy za "przestępstwo" uznał nazywanie Łukaszenki w artykułach dla "Gazety" i komentarzach w internecie "dyktatorem" oraz pisanie, że wybory na Białorusi są fałszowane. Domagał się trzech lat łagru, na jego prośbę sąd utajnił proces.
Amnesty International uznała wtedy Poczobuta za więźnia sumienia, jego uwolnienia domagali się m.in.: szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, szef europarlamentu Jerzy Buzek, szefowie dyplomacji Szwecji, Niemiec i Czech. Podczas wizyty w Polsce wspomniał o nim prezydent USA Barack Obama.
Andrzeju, trzymaj się! Będziemy Cię bronić
- Przyszli do nas około 16. Pokazali nakaz rewizji, bo Andrzej, jak powiedzieli, jest podejrzewany o złamanie części 2. paragrafu 367 kodeksu karnego, czyli zniesławienie prezydenta w warunkach recydywy - powiedziała "Gazecie" żona Poczobuta Oksana.
Jej zdaniem policja i śledczy byli dobrze przygotowani. Rewizję przeprowadzili sprawnie, trwała tylko około godziny. Zabrali komputer i papiery dziennikarza.
Wygląda na to, że akcja przeciw naszemu reporterowi i jednocześnie prezesowi Rady Naczelnej nieuznawanego przez władze Związku Polaków na Białorusi jest przygotowana bardzo starannie. Powodem do oskarżenia Poczobuta są tym razem nie jego teksty w "Gazecie Wyborczej", lecz zamieszczone na opozycyjnych portalach internetowych Karta 97 i Biełorusskij Partizan komentarze o rzekomych terrorystach, którzy za zamach bombowy w metrze mińskim w kwietniu ub.r. zostali skazani na śmierć i rozstrzelani.
Kiedy światowa opinia publiczna domagała się ułaskawienia skazańców, Poczobut pisał, że Łukaszenka sam decyduje, kto ma być rozstrzelany, a kto będzie żyć, i żadnych wezwań nie posłucha. Trudno dopatrzyć się w tym "zniesławienia", bo sam Bat'ka skarżył się publicznie, że ciężko mu podejmować takie decyzje.
Śledczy, którzy zabrali wczoraj dziennikarza - jak nam powiedziała jego żona - mieli ze sobą gotowe już ekspertyzy tekstów, których autorzy potwierdzili, że Poczobut znieważył prezydenta.
- Tym razem specjalnie nie wzięli pod uwagę tego, co Andrzej pisze po polsku w "Gazecie". Dzięki temu nie musieli, jak w przypadku poprzedniego oskarżenia, długo czekać na ekspertyzy. Najwyraźniej chcą go jak najszybciej postawić przed sądem i tym razem, jak myślę, posadzić, i to na długo - obawia się Oksana Poczobut.
Naszego korespondenta odwieziono najpierw na komendę. Tam okazało się, że sankcja prokuratorska na jego aresztowanie jest już gotowa i Poczobut został natychmiast odtransportowany do więzienia w Grodnie.
Żona dziennikarza powiedziała nam, że od miesiąca spodziewał się aresztowania. Wczoraj, kiedy milicjanci go zabierali, szybko zebrał przygotowane wcześniej rzeczy.
Poprzedni raz Poczobut został aresztowany w kwietniu 2011 r., gdy chciał wyjechać z Grodna, w którym mieszka, do Mińska, skąd z przedstawicielstwa UE miał przez łącze internetowe opowiedzieć europarlamentarzystom o politycznych represjach na Białorusi. Spędził w więzieniu 91 dni.
Jego sprawę prowadził ten sam co teraz prokurator Wiktor Morozow. Wtedy za "przestępstwo" uznał nazywanie Łukaszenki w artykułach dla "Gazety" i komentarzach w internecie "dyktatorem" oraz pisanie, że wybory na Białorusi są fałszowane. Domagał się trzech lat łagru, na jego prośbę sąd utajnił proces.
Amnesty International uznała wtedy Poczobuta za więźnia sumienia, jego uwolnienia domagali się m.in.: szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, szef europarlamentu Jerzy Buzek, szefowie dyplomacji Szwecji, Niemiec i Czech. Podczas wizyty w Polsce wspomniał o nim prezydent USA Barack Obama.
Andrzeju, trzymaj się! Będziemy Cię bronić
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX















