http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słynny Littel nadaje z Syrii: Brodzimy we krwi

mk
2012-02-25, ostatnia aktualizacja 2012-02-24 20:52

"Tutaj, w Homs, wszyscy brodzimy we krwi" - pisze amerykańsko-francuski pisarz Jonathan Littel, autor słynnej powieści "Łaskawe", który był świadkiem dramatu mieszkańców bombardowanego od trzech tygodni syryjskiego miasta.

Demonstracja przeciwko Baszarowi el-Asadowi, Hims, Syria
Fot. HANDOUT REUTERS
Demonstracja przeciwko Baszarowi el-Asadowi, Hims, Syria
Jonathan Littell
Fot. HO AP
Jonathan Littell
SERWISY
Zawinięte w całun ciało chłopca, z koroną sztucznych kwiatów wokół głowy, leży w rogu meczetu. Obok klęczy jego zapłakany brat, czule głaszcze go po głowie. Martwy chłopiec to 13-latek zabity poprzedniej nocy na progu domu, gdzie łamał gałęzie na opał - opowiada Littel w tekście opublikowanym w połowie lutego we francuskim "Le Monde" i brytyjskim "Guardianie". - Jego ojciec zgaduje, że chłopiec pewnie chciał poświecić sobie telefonem, żeby lepiej widzieć, dlatego trafił go snajper - pisze.

Według cytowanych przez pisarza sąsiadów chłopca ulica, na której mieszkał, to jedna z szawari al-mawt, ulic śmierci - stały rejon snajpera ulokowanego w miejscowej szkole. Sąsiedzi opowiadają, że boją się wychodzić z domów, pokazują zdjęcia innych ofiar snajpera, w tym mężczyzny, który zginął, bo własnym ciałem zasłonił 11-letniego syna.

Littel odwiedził też w Homsie polowy punkt pierwszej pomocy. - Personel próbuje przytrzymać młodego mężczyznę, który dostał kulkę w dolną część czaszki. Obraca się, wymiotuje krwią, podnosi się, znowu wymiotuje. Człowiek, który się nim zajmuje, nawet nie jest lekarzem, nie jest w stanie mu pomóc - relacjonuje pisarz.

Opisuje też starszego mężczyznę walczącego o każdy oddech z powodu rozległej rany klatki piersiowej, kobietę z zasłoniętą muzułmańską chustą twarzą, której kula roztrzaskała szczękę. - Miała dużo szczęścia, bo najwyraźniej ten snajper zawsze celuje w szyję - stwierdza Littel.

Pisarz opowiada, że personel i świadkowie, dosłownie brodzą we krwi: - Wszędzie panuje chaos, wnoszą kolejnych rannych. Na stole przede mną po krótkich drgawkach umiera mężczyzna, a ja nawet tego nie zauważam.

Littel opisuje też upiorny pochód, na jaki trafia na jednej z ulic Homsu: - Na pikapie Syryjskiej Wolnej Armii leży nagie ciało mężczyzny. Jest zalany krwią, ma zmiażdżoną głowę i związane ręce. To szabiha, czyli duch - członek znienawidzonych cywilnych bojówek na usługach reżimu. Został zlinczowany 20 minut wcześniej.

Littel przyznaje, że snajperzy strzelają do wszystkich - kobiet, dzieci, lekarzy - tylko dlatego, że "nie chcą pochylić głów i milcząco słuchać swojego pana i władcy".

Opowiada o pierwszych symptomach wojny domowej. W dzielnicy Nasihin nieznani sprawcy zamordowali całą 11-osobową rodzinę, w tym pięcioro dzieci. - To była sunnicka rodzina mieszkająca na obrzeżach alawickiej dzielnicy (alawici to szyicka sekta, z której wywodzi się rodzina Asadów, oficerowie i służby bezpieczeństwa) - tłumaczą mu miejscowi. - Zdajemy sobie sprawę, że reżim gra kartą religijną - przyznaje w rozmowie z Littelem Muhannad al-Umar, jeden z dowódców Syryjskiej Wolnej Armii w Baba Amru. - Jeśli konflikt potrwa jeszcze długo, prawdopodobnie skończy się wojną między sektami, bo alawici popierają reżim. Ale jeśli Asad upadnie, nie będziemy się na nich mścić, w końcu to Syryjczycy jak my - obiecuje.

Littel ostro krytykuje pomysły Zachodu i Ligi Państw Arabskich "sparaliżowanych rosyjskim i chińskim weto" w Radzie Bezpieczeństwa, które chcą wysłać do Syrii misję pokojową ONZ. - To budzi złe wspomnienia - stwierdza pisarz. - Kiedy byłem w Bośni w latach 1993-95, ponad 80 tys. ludzi ginęło na oczach dziennikarzy, pracowników humanitarnych z całego świata i błękitnych hełmów, którym mandat pozwalał co najwyżej strzelać do wściekłych bezpańskich psów - ironizuje. - Jeśli nie mamy nic lepszego do zaoferowania Syryjczykom, możemy równie dobrze zostawić ich własnemu losowi. Tak będzie przynajmniej uczciwie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 2
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':