Sześciu najlepszych ekspertów od numizmatyki przysłanych przez rząd w Madrycie od poniedziałku inwentaryzowało i pakowało do skrzyń ok. 600 tys. monet.
Monety musiała wydać rządowi w Madrycie znana firma Odyssey Marine Exploration, która od lat zajmuje się szukaniem i wydobywaniem skarbów z zatopionych okrętów i statków na całym świecie. Wcześniej stoczyła zaciętą batalię w amerykańskich sądach o majątek z wraku okrętu "Nuestra Senora de las Mercedes", ale przegrała we wszystkich instancjach.
Okręt wracał w 1804 r. w konwoju z zamorskich kolonii w Ameryce. U wybrzeży Portugalii zaatakowali go Brytyjczycy - konwój został rozbity, a wielka fregata "Nuestra Senora de las Mercedes" poszła na dno wraz z 249-osobową załogą i niezwykle wartościowym ładunkiem. Był to zapalnik, który wywołał wojnę między Hiszpanią i Wielką Brytanią. Rok później admirał Horatio Nelson rozbił połączone floty Hiszpanii i Francji pod Trafalgarem.
W maju 2007 r. myszkujący od kilku lat u wybrzeży Portugalii i Hiszpanii statek "Odyssey Explorer" niemal pod nosem hiszpańskiej straży przybrzeżnej znalazł wrak leżący ok. 100 km na zachód od Gibraltaru na głębokości 1,1 tys. m. Marynarze z "Odyssey Explorer" czym prędzej wyciągnęli ładunek na powierzchnię i uciekli z nim do brytyjskiej bazy na Gibraltarze, a stamtąd przewieźli samolotami do
USA.
Gdy dowiedział się o tym hiszpański rząd, od razu wytoczył Odyssey Marine Exploration sprawę w sądzie na Florydzie o nielegalne przywłaszczenie sobie skarbu państwowego, a samą firmę nazwał "piratami XXI w.".
Amerykanie bronili się, twierdząc, że skarb należał do osób prywatnych i nie należy się Hiszpanii jako państwu.
Madryt dowodził, że choć duża część ładunku istotnie należała do 130 prywatnych kupców, a tylko część do Korony, to "Nuestra Senora de las Mercedes" była okrętem flagowym hiszpańskiej marynarki królewskiej i cały ładunek powierzony był pieczy państwa. W dodatku spadkobiercy pierwotnych właścicieli utraconego ładunku dostali od państwa stosowne odszkodowanie już w 1870 r. Na potwierdzenie hiszpański rząd przedstawił dokumenty z archiwum w Sewilli, gdzie przechowywane są dokładne rejestry rejsów i ładunków konwojów morskich z czasów kolonialnych.
Do procesu próbowało wtrącić się
Peru, bo monety pochodziły z kruszców wydobywanych w kopalniach w Potosi i były bite w mennicy w Limie. Peruwiański rząd chciał odzyskać to, co - jak tłumaczył - nielegalnie ukradła mu kolonialna metropolia. Kolejne sądy stawały jednak po stronie Hiszpanii.
Na niekorzyść firmy Odyssey działało to, że Amerykanie próbowali ukryć pochodzenie skarbu. Jeszcze w trakcie poszukiwań kłamali Hiszpanom, że szukają w porozumieniu z brytyjskim rządem okrętu HMS "Sussex", który zatonął w 1693 r. z dziesięcioma tonami złota na pokładzie. Współwłaściciel Odyssey Greg Stemm zeznał nawet pod przysięgą w 2007 r., że firma "nigdy nie wydobyła przedmiotów stanowiących dziedzictwo kulturalne na hiszpańskich wodach terytorialnych". W końcu zdesperowani Amerykanie usiłowali jeszcze wyłudzić od Madrytu odstępne, czyli nagrodę za wyciągnięcie i przechowanie ich skarbu. Znowu przegrali.
Wyrok stanowi precedens i ostrzeżenie dla samozwańczych poszukiwaczy skarbów, zwolenników "dzikiej archeologii bez zasad i granic" - jak napisał sąd. Akcje firmy Odyssey na amerykańskiej giełdzie silnie zniżkowały.
Greg Stemm odgraża się: - Dalej będziemy współpracować z rządami, które tego zechcą. Jedyną przegraną w całej sprawie jest
Hiszpania, bo ludzie nie przestaną nielegalnie szukać hiszpańskich wraków. Będą jednak ukrywać znaleziska, a skarby pojawią się na eBayu.
Hiszpańska prasa, powołując się na raport policji, pisze, że półtora roku przed wydobyciem skarbu z "Las Mercedes" Odyssey wyciągnęła z innego hiszpańskiego wraku szesnaście brązowych dział okrętowych, które przepadły bez śladu. Wrak leżał zaledwie 25 km od Gibraltaru.