Sąd w Witebsku uznał go w piątek za winnego naruszenia warunków odbywania wcześniej nałożonej kary. Od grudnia 37-letni opozycjonista prowadzi w więzieniu strajk głodowy. Przez 20 dni był przymusowo karmiony.
- Nie popełniłem żadnego chuligaństwa. Zawieszenie flagi to była moja polityczna akcja i to właśnie z tego powodu jestem sądzony- powiedział Siarhiej Kawalenka w ostatnim słowie. Wcześniej sąd skazał Kawalenkę na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu za chuligaństwo. 19 grudnia ub.r. aresztowano go pod zarzutem naruszenia warunków odbywania kary - m.in. chodziło o to, że spóźnił się jedną minutę na milicję. Kawalenka przyznał, że kilkakrotnie zapomniał stawić się na milicji lub się spóźniał. Sąd odrzucił wszystkie jego tłumaczenia. - Wina oskarżonego została udowodniona w trakcie procesu - oświadczyła, odczytując wyrok sędzina Alena Żuk.
Innego zdania są obrońcy praw człowieka. - Proces nie był sprawiedliwy. Sędzina nie była bezstronna, tylko podtrzymywała zarzuty oskarżenia. Gdyby ten proces był w innym kraju, oskarżony wyszedłby na wolność - powiedział "Gazecie" Paweł Lewinau z Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.
Proces faktycznie odbywał się za zamkniętymi drzwiami. Sala sądowa była wypełniona przysłanymi przez władze ludźmi i pod tym pretekstem milicja nie wpuszczała tam ani dziennikarzy, ani krewnych Kawalenki. W trakcie głodówki Kawalenka schudł ponad 25 kg, co stanowi ponad jedną trzecią wagi jego ciała. Obrona wnioskowała o przerwanie rozprawy. W trakcie jednego z przesłuchań wyczerpany Kawalenka stracił przytomność. Sąd zgodził się tylko na umieszczenie go w więziennym szpitalu.
Już po wyroku opozycjonista zapowiedział, że nadal zamierza prowadzić strajk głodowy, domagając się uwolnienia. - Władze cynicznie zabijają mego męża. To jest dla niego wyrok śmierci - powiedziała "Gazecie" Aleksna Kawalenka. Adwokaci zapowiedzieli apelację od wyroku.
Kawalenka jest dziewiątym białoruskim więźniem politycznym. W więzieniach nadal znajduje się siedmiu uczestników protestów przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich 19 grudnia 2010 r., w tym dwaj opozycyjni kandydaci na prezydenta Andrej Sannikau i Mikoła Statkiewicz.
Zachód wprowadził wobec Białorusi sankcje, domagając się od Aleksandra Łukaszenki uwolnienia wszystkich dysydentów, jednak bez skutku. Otuchy Łukaszence dodaje wsparcie Rosji: wczoraj rządowa agencja Biełta upubliczniła wspólne oświadczenie prezydentów Rosji i Białorusi, gdzie skrytykowali oni groźby wprowadzenia sankcji gospodarczych przez UE i USA.
Źródło: Gazeta Wyborcza