- Wyniki finału głosowania okazały się sfałszowane. Winnych ustalimy w ramach dochodzenia kryminalnego - oświadczył wczoraj na specjalnej naradzie
Aleksander Łukaszenka. I udzielił też nagany ministrowi kultury Pawłowi Łatuszce i szefowi państwowego koncernu medialnego Belteleradiokompania Gienadziowi Dawydźce.
14 lutego obydwaj organizowali telewizyjny plebiscyt Eurofest, w którym wyłoniono białoruskiego reprezentanta na majowy konkurs Eurowizji w Baku. Jak się okazało, plebiscyt był sfałszowany.
Zwycięzcę Eurofestu wyłoniono na podstawie głosowania widzów, którzy przysłali SMS-y, oraz głosowania członków specjalnego jury. Ale gdy prowadzący ogłosili triumf 26-letniej Aleny Łanskajej, część jej rywali w proteście nie wyszła na scenę. Bo w internecie pojawiło się rozporządzenie władz Witebska i Mohylewa, które zobowiązywały pracowników, studentów i uczniów głosować właśnie na Łanską. Okazało się też, że oprócz głosowania SMS-ami sfałszowano też głosowanie jurorów.
Pojawiły się nawet spekulacje, że zwycięstwo Łanskaja zawdzięcza przyjaźni z jednym z sponsorów Eurofestu Aleksandrem Szakucinym, biznesmenem z otoczenia Łukaszenki.
- Nie będę komentowała bzdur - reagowała Łanskaja tuż po programie. Ale już kilka dni później białoruska
telewizja państwowa ONT podała nieoficjalną informację, że Aleksander Łukaszenka postanowił powołać specjalną komisję do zbadania zarzutów pod adresem organizatorów konkursu.
Wczoraj informacje te potwierdził sam prezydent, który na specjalnej naradzie z ministrem kultury, szefem telewizji państwowej, Szakucinem, a także przedstawicielami służb specjalnych ogłosił, że
Białoruś na konkursie Eurowizji będzie reprezentować nie Łanskaja, tylko zespół Litesound, który oficjalnie zajął drugie miejsce. Winni fałszerstw mają być wyrzuceni z telewizji. - Sprawiedliwość jest dla mnie najważniejsza - grzmiał Łukaszenka.
- To rzadki wypadek. W tej sytuacji prawdy nie udało się już ukryć - komentuje "Gazecie" Lavon Wolski, jeden z najbardziej znanych białoruskich muzyków rockowych. Jego zdaniem władze ustąpiły pod presją oburzonych internautów.
A Swietłana Kalinkina, wicenaczelna niezależnej gazety "Narodnaja Wola", przypomina, że fałszowanie wyborów przedstawiciela Białorusi na konkurs Eurowizji odbywają się co roku. Jednak nigdy wcześniej Łukaszenka nie ingerował w nie osobiście.
- Ten skandal po prostu stał się nagle zbyt wielki, a zamieszanych w niego było zbyt wiele wpływowych osób - mówi Kalinkina.