- Te morderstwa były również atakiem na nasz kraj - powiedziała kanclerz podczas uroczystości w berlińskim Domu Koncertowym. Zabójcy z neonazistowskiej grupy Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU) zabili dziesięć osób: dziewięciu drobnych przedsiębiorców o tureckich i greckich korzeniach oraz niemiecką policjantkę. Zapalono dla nich dziesięć świec, a jedenastą - dla wszystkich innych, w tym również nieznanych ofiar skrajnie prawicowej przemocy.
Merkel wytknęła też błędy policji - sprawcy morderstw nie zostali wykryci przez ponad 10 lat. - Okoliczności tych czynów zbyt długo były niewyjaśnione. Szukano tropów w narkotykowym półświatku i mafii, a nawet wśród rodzin ofiar. Niektórzy krewni zamordowanych przez lata byli podejrzewani. To szczególnie przytłaczające. Za to proszę was o wybaczenie - powiedziała Merkel.
Sprawców zamachów udało się przypadkowo wykryć jesienią zeszłego roku. Okazało się, że NSU składało się tylko z trzech osób. Oprócz zabójstw, od 2000 r., mają oni na koncie podkładanie bomb i napady na banki.
4 listopada 2011 roku w spalonym wozie campingowym w Eisenach znaleziono zwłoki sprawców napadu na bank w tym mieście. Jak się potem okazało, byli to członkowie NSU Uwe Mundlos i Uwe Boernhardt. Według policji Mundlos zastrzelił swojego wspólnika, po czym popełnił samobójstwo.
Tego samego dnia w domu w Zwickau, gdzie obaj mieszkali z trzecią członkinią gangu Beate Zschaepe, wybuchła bomba. Kobieta sama zgłosiła się na policję. W ruinach domu policja znalazła broń, z której w latach 2000-2007 zamordowano dziesięć osób, a także płyty
DVD z filmem propagandowym NSU. Sprawcy przyznali się w nim do popełnionych zbrodni.
W trakcie śledztwa zatrzymano pięciu wspólników grupy z Zwickau. Beate Zschaepe nadal nie złożyła zeznań.