Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
O tym, że Bianca W., pensjonariuszka domu opieki w Celle w zachodnich Niemczech, została zgwałcona, jej opiekunowie dowiedzieli się kilka miesięcy później, gdy w jej pielusze odkryli martwy płód. Kobieta, która zatrzymała się w rozwoju na poziomie rocznego dziecka, nie była w stanie kontaktować się z otoczeniem. Gwałciciela szukano więc za pomocą testów DNA - okazał się nim pielęgniarz. W śledztwie przyznał się do przestępstwa, sąd skazał go na trzy lata i cztery miesiące więzienia.
To jeden z niewielu ujawnionych w ostatnich latach przypadków gwałtu na psychicznie niepełnosprawnej kobiecie. - Takie sprawy zwykle nie wychodzą u nas na światło dzienne. Upośledzone kobiety żyją w zamkniętych ośrodkach, nie mają się komu poskarżyć, a często z powodu upośledzenia nie są w stanie tego zrobić - mówi dr Monika Schröttle, socjolog z Uniwersytetu w Bielefeld.
Na zlecenie federalnego ministerstwa ds. rodziny badała ona problem przemocy seksualnej m.in. wobec niepełnosprawnych pensjonariuszek domów opieki. Wyniki są przerażające. Z przebadanych ponad 1,5 tys. najbardziej upośledzonych kobiet w wieku od 16 do 65 lat niemal połowa doświadczyła przemocy seksualnej. Naukowcy szacują, że w całych Niemczech, gdzie żyje blisko 5 mln kobiet o różnym stopniu upośledzenia, mniej więcej 6 proc. z nich jest wykorzystywana seksualnie.
- Okazuje się, że im bardziej
kobieta jest niepełnosprawna, tym większe ryzyko wykorzystania seksualnego. Najczęściej dochodzi do niego właśnie w domach opieki - mówi prof. Julia Zinsmeister z Uniwersytetu Nauk Stosowanych w Kolonii, która jest współautorką badań. To efekt tego, że niepełnosprawne kobiety są całkowicie zależne od swoich opiekunów. A ci, czując swoją władzę, czasem decydują się ją w drastyczny sposób nadużyć.
Nie zawsze chodzi o gwałt, ale np. o dotykanie intymnych części ciała. - Dobierał się do mnie kierowca, który woził mnie na zajęcia. Byłam bezsilna - opisywała reporterom programu śledczego telewizji ARD niepełnosprawna Simone.
- Problem wykorzystywania seksualnego niepełnosprawnych to w Niemczech temat tabu. Ludziom wydaje się, że niepełnosprawni są zupełnie pozbawieni seksualności, a problem wykorzystywania ich nie dotyczy, bo gwałceni i molestowani są tylko zdrowi i piękni. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wielkie dramaty ignorujemy - żali się prof. Zinsmeister.
Los raportu najlepiej potwierdza jej słowa. Niemieckie media lakonicznie powtórzyły statystyki, a temat błyskawicznie umarł. - Gdy w 2010 r. wybuchł skandal dotyczący molestowania seksualnego
dzieci w internatach prowadzonych przez
Kościół w latach 60. i 70., w mediach wrzało miesiącami. Dlaczego tragedie niepełnosprawnych, które rozgrywają się teraz, są mniej interesujące? - pyta prof. Zinsmeister.
O wykorzystywaniu niepełnosprawnych milczą również politycy. Minister ds. rodziny Kristina Schröder poleciła jedynie stworzyć gorącą linię, na którą mogłyby dzwonić molestowane niepełnosprawne osoby. Hubert Hüppe, pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych, chciałby lepiej sprawdzać personel w domach opieki.
- Były już takie pomysły, by żądać od opiekunów zaświadczeń o niekaralności. Ale to nie gwarantuje, że zapobiegniemy gwałtom. Kobiety muszą się nauczyć bronić same - uważa prof. Zinsmeister. Kilka lat temu w domach opieki prowadziła ona specjalne szkolenia dla niepełnosprawnych kobiet, które uczono, jak postępować np. w sytuacji, gdy jeden z opiekunów robi niedwuznaczne aluzje.
- Szkoliliśmy kobiety, które wiedzą dzieliły się z innymi kobietami w swoich domach opieki. Potrafiły też wszcząć alarm, gdyby doszło do jakiegoś ekscesu - opowiada profesor. Władze finansowały program jednak tylko przez trzy lata i z braku pieniędzy został on zawieszony.