http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Woda czy złoto - wojna o peruwiańską kopalnię

Maciej Stasiński
2012-02-23, ostatnia aktualizacja 2012-02-22 20:44

Indianie z peruwiańskich Andów blokują budowę gigantycznej kopalni złota i miedzi, ale rząd ją popiera i wprowadza stan wyjątkowy

Peru, Indianie z plemienia Uros
Fot. Dorota Polaczek / Agencja Gazeta
Peru, Indianie z plemienia Uros
SERWISY
Niedawno marsz protestacyjny mieszkańców prowincji Cajamarca dotarł do Limy. Ponad tysiąc osób domagało się wstrzymania budowy kopalni zaakceptowanej już przez rząd ale wstrzymanej wskutek protestów. - Jest złoto, jest miedź, tylko ludzie dalej klepią biedę! - skandowali demonstranci.

Kiedy w listopadzie wybuchły protesty mieszkańców wysokogórskich wiosek w prowincji Cajamarca skierowane przeciwko amerykańsko-peruwiańskiemu koncernowi Newmont-Yanacocha, rząd wysłał tam policję. Policyjne oddziały kilkakrotnie starły się z kilkoma tysiącami Indian, było wielu rannych.

Rząd ogłosił, że budowa jest legalna i ma wsparcie władz. Ale Indianie ani myśleli ustępować. Poparł ich gubernator prowincji Cajamarca, który sprzeciwił się powstaniu kopalni. W końcu rząd ogłosił w regionie stan wyjątkowy, ale budowę wstrzymał. Zlecił jednak ekspertyzę na temat wpływu budowy kopalni na środowisko i zasoby wody międzynarodowym ekspertom, w nadziej, że niezależny od koncernu raport przekona protestujących, że wody im nie zabraknie.

Newmont-Yanacocha znalazł na wysokości 4200 m przebogate złoża srebra i miedzi - tuż pod powierzchnią wielkich wysokogórskich jezior, które są głównym rezerwuarem wody dla całego regionu. Projekt przewiduje zniszczenie czterech z nich. Zamówiony przez koncern raport środowiskowy ustalił, że woda tamże gromadzi się z opadów. Firma obiecała, że zbuduje dwa sztuczne zbiorniki, które zastąpią jeziora.

Władze prowincji i mieszkańcy twierdzą, że raport jest kłamliwy - jeziora są zasilane przez górskie źródła i gdy je zniszczy kopalnia, prowincja zostanie bez wody, której sztuczne zbiorniki nie uzupełnią. Mieszkańcy nie godzą się też na osuszenie dwóch kolejnych jezior i przeznaczenie ich na gigantyczne składowiska toksycznych odpadów powstających przy eksploatacji kopalin. Boją się również, że działalność kopalni oznacza przekopanie milionów ton sześciennych ziemi i skał, co zagrozi kolejnym 16 jeziorom i zniszczy okolicę.

Impas trwa. - Rząd jest zdecydowany stać na straży prawnych gwarancji inwestycji i zawartych kontraktów - mówi minister gospodarki Luis Miguel Castilla.

- To ostatnie rezerwy wody w Cajamarca - odpowiada prezydent Gregorio Santos. - Pośredniej drogi nie ma. Kopalni Conga nie będzie!

Mieszkańcy czują się podwójnie oszukani - przez koncern i przez władze.

Prezydent Ollanta Humala (Indianin), który dziś popiera budowę, wygrał pół roku temu wybory w Cajamarca, bo stanowczo protestował przeciw nadużyciom i niszczeniu środowiska przez górnicze koncerny, w tym Yanacochę. Kilka lat wcześniej był lewicowym demagogiem; domagał się, by uciśnieni peruwiańscy Indianie wzięli odwet na białych Kreolach. Objąwszy władzę, zmienił front. Mówi, że Peru nie może sobie pozwolić na odstraszanie inwestorów. Wspiera wielkie koncerny górnicze, a wydobycie stanowi ok. 60 proc. eksportu. Wartość nowych kontraktów na wydobywanie złota, srebra, miedzi i cynku sięga 50 mld dol. Ale wywołały one kilkaset konfliktów z obrońcami środowiska i mieszkańcami. Mimo to rząd Humali chce wszystkie utrzymać.

Conga to kontrakt na blisko 5 mld dol. Przez około 20 lat koncern mógłby tam wydobywać złoto, miedź i srebro (kopalnia ma ruszyć za dwa lata). Same złoża złota warte są według dzisiejszych cen 15 mld dol. W zamian Newmont-Yanacocha obiecuje zostawić w Peru ok. 3 mld dol. podatków, w tym połowę w prowincji Cajamarca.

Niektórzy Indianie z 30 okolicznych wiosek ulegają jego namowom, licząc na pracę. Ale pasterze i rolnicy żyjący w 200 innych położonych nieco dalej, a utrzymujący się z roli i hodowli, nic z kopalni mieć nie będą - boją się, że stracą podstawę bytu. I nie dają się przekonać.

- Dwadzieścia lat doświadczeń z Yanacochą wystarczy. Fakt, że region trochę skorzystał. Ale firma wiele razy oszukiwała i wylewała rtęć do gleby, niszcząc środowisko - mówi prawnik Indian Wilfredo Saavedra. - Państwo za bardzo ulega koncernom.

Lista zniszczeń w peruwiańskich Andach będąca dziełem tej właśnie firmy jest długa. To jeziora: Yanacocha, Maquimaqui, Corazón, Pato, San José, śmierć rzeki Rio Grande i lokalnych źródeł, zanik wielu roślin i wyginięcie gatunków zwierząt, zatrucie związkami rtęci mieszkańców w rejonie Choropampa, trwałe skażenie pól i pastwisk.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':