http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Broń dla syryjskiej opozycji

Robert Stefanicki
2012-02-22, ostatnia aktualizacja 2012-02-22 00:04

Czy dozbrojenie Syryjskiej Wolnej Armii to dobra droga do pozbycia się krwawego reżimu? Chce tego ponad 50 prominentnych konserwatystów, którzy napisali w tej sprawie list do prezydenta USA Baracka Obamy

Barack Obama
Fot. Susan Walsh AP
Barack Obama
SERWISY
Wzywają w nim do podjęcia natychmiastowych działań przeciw reżimowi w Syrii, w tym pomocy dla grup dezerterów walczących z siłami rządowymi. W sobotę republikańscy senatorowie John McCain i Lindsey Graham wprost stwierdzili, że rebeliantów należy dozbroić. - Są sposoby, aby otrzymali broń bez bezpośredniego zaangażowania USA - powiedział McCain. - Irańczycy i Rosjanie wysyłają broń Asadowi. Masakrowani ludzie zasługują na prawo do obrony.

To wyraz bezsilności. Rosja i Chiny blokują w Radzie Bezpieczeństwa ONZ projekty rezolucji jednoznacznie potępiające reżim Baszara al-Asada i nakładające nań sankcje. O interwencji w stylu libijskim nikt nie myśli - nawet nie tyle ze względu na brak poparcia stałych członków Rady, ile dlatego, że taka operacja byłaby od libijskiej znacznie kosztowniejsza i trudniejsza.

Tymczasem w Syrii nie ma dnia bez nowych ofiar. Organizacje praw człowieka szacują, że siły reżimu w ciągu roku rewolucji zabiły już ponad 7 tys. ludzi; rząd twierdzi, że stracił 2 tys. żołnierzy.

Po ostatnim rosyjsko-chińskim wecie sekretarz stanu Hillary Clinton powiedziała, że USA będą dalej wspierać pokojowe plany opozycji syryjskiej. I dodała: "Wielu Syryjczyków atakowanych przez własny rząd zaczyna bronić się samodzielnie i trudno się im dziwić". Waszyngton nie chce wysyłać broni do Syrii - wolałby, żeby zrobiły to państwa regionu. 12 lutego Liga Arabska przyjęła rezolucję, w której wzywa państwa członkowskie do udzielenia syryjskiej opozycji "każdego rodzaju wsparcia politycznego i materialnego". Dyplomaci w kuluarach potwierdzali, że to zielone światło na dozbrojenie buntowników.

Syryjska Wolna Armia - licząca według różnych szacunków od 7 tys. do 40 tys. ludzi - już dostaje broń z zewnątrz, m.in. od irackich sunnitów. Czy zaangażowane są jakieś rządy - nie wiemy. Libijskich powstańców uzbrajał Katar, ale też, jak później wyszło na jaw, Francja.

Wysyłanie broni do Syrii jest pomysłem bardziej kontrowersyjnym niż w przypadku Libii. - Niech ktoś mi wpierw jasno zidentyfikuje syryjski ruch opozycyjny - mówił w niedzielę w CNN gen. Martin Dempsey, przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA.

W przeciwieństwie do dawnej libijskiej opozycja syryjska jest rozdrobniona i niezorganizowana. Według Marca Lyncha, specjalisty od regionu z uniwersytetu George'a Waszyngtona, "Wolna Armia" to zbiór grupek dezerterów walczących na własny rachunek, do tego ze sobą skłóconych. "Bardzo mało wiemy o tym, kim opozycja jest, jakie ma aspiracje i powiązania... Komu zatem dawać broń? Przypuszczam, że zagraniczne potęgi będą zbroić swoich protegowanych" - pisze Lynch na blogu w "Foreign Policy". I przestrzega, że dostęp do zagranicznego uzbrojenia wzmocni wybrańców i pogłębi podziały w ruchu opozycyjnym.

Amerykańscy zwolennicy zbrojenia buntowników liczą na osłabienie Iranu, uważanego przez konserwatystów za wroga numer jeden USA. Wzmocniona opozycja obali Asada i zaprowadzi nowy, przyjazny Ameryce reżim, co pogłębi izolację Teheranu.

To wątpliwy scenariusz. Asad ma prawie 300 tys. żołnierzy, którzy mogą z powodzeniem bronić go jeszcze długo nawet przed lepiej uzbrojonym wrogiem, a Iran i Rosja nadal będą dozbrajać Damaszek.

Uzbrojona opozycja oznacza eskalację konfliktu w wojnę domową. Im więcej przemocy, tym mniej prawdopodobne jest wynegocjowanie ugodowego przekazania władzy.

Naturalnie istnieje szansa, że wzmożenie działań partyzanckich skłoni kolejnych żołnierzy do dezercji i w końcu szala przechyli się na stronę opozycji. Ale upadek Asada to nie koniec. Podarowana powstańcom broń może służyć dalej, do walki o udział w nowym rządzie, a ten ostatecznie może być mniej przyjazny, niż wyobrażają to sobie dzisiaj potencjalni darczyńcy.

Smutna prawda jest taka, że w obecnym porządku międzynarodowym nie ma dobrej alternatywy wobec dalszego milczącego przyglądania się rzezi w Syrii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':