We wtorek DSK, jak powszechnie nazywają Strauss-Kahna Francuzi, został zatrzymany na 48 godzin w związku z tzw. aferą Carltona. Jeśli okaże się winny, może to kosztować go kilkuletnie więzienie i definitywnie przekreśli jego nadzieje na powrót na scenę polityczną.
Zatrzymania dokonała we wtorek żandarmeria w Lille na północy Francji. 63-letni Strauss-Kahn, który dobrowolnie stawił się tam na przesłuchanie, podejrzewany jest - oprócz udziału w stręczycielstwie - także o to, że pomagał swoim znajomym malwersować pieniądze ich firm. Za pierwszy czyn grozi mu siedem lat więzienia, za drugi pięć.
Śledztwo w sprawie afery Carltona (od nazwy hotelu w Lille, gdzie spotykali się niektórzy podejrzani) trwa od wielu miesięcy, a prasa ujawniała kolejne odkrycia śledczych. Działała tam grupa złożona z biznesmenów, a także m.in. byłego komisarza policji, która organizowała sobie orgie z udziałem prostytutek sprowadzanych np. z Belgii.
Policja, badając, czy doszło do stręczycielstwa, trafiła na kontakty członków grupy ze Straussem-Kahnem, wtedy szefem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Dwie z zatrudnianych prostytutek zeznały, że uczestniczyły w orgiach z udziałem DSK w Paryżu i Waszyngtonie. Opisały szczegółowo, jak zachowywał się Francuz. Zdaniem jednej był brutalny, drugiej - wręcz przeciwnie.
Według doniesień mediów prokuratura ma dowody, że Strauss-Kahn dobrze wiedział, na co się umawia, lub wręcz inicjował spotkania. Śledczy przejęli m.in. SMS-y, które polityk wysyłał do swego znajomego i członka grupy Fabrice'a Paszkowskiego. "Zabieram pewną małą zwiedzać dyskoteki Wiednia w czwartek 14 maja. Może przyjedziesz z panienką?" - pytał w 2009 r. Kilka dni później upewniał się, czy Paszkowski zarezerwował apartament z basenem. Rok później pisał: "O drugiej nad ranem wzięliśmy jeszcze jedną butelkę szampana. Będę miał ogromne długi".
By postawić Straussowi-Kahnowi zarzuty stręczycielstwa, prokuratura będzie musiała udowodnić, że świadomie uczestniczył w wieczorach z kobietami i że wiedział, że to opłacane prostytutki.
Strauss-Kahn częściowo odniósł się już do tego zarzutu w książce "Afery DSK, kontrśledztwo", którą opublikował jego biograf Michel Taubmann. Autor pisze, że dla Straussa-Kahna jest "nie do wytrzymania" wiązanie przez prasę jego nazwiska z prostytucją; że przyznaje, iż uczestniczył w "libertyńskich wieczorach", "ale zwykle uczestniczki tych wieczorów nie były prostytutkami".
Jedna z prostytutek zeznała podobno, że w obecności Straussa-Kahna mówiła o swojej zapłacie.
By udowodnić zarzut malwersacji, prokuratura będzie musiała wykazać, że DSK wiedział, iż pieniądze pochodziły z kont firm zaprzyjaźnionych biznesmenów.
Strauss-Kahn, w przeszłości kilkakrotny minister m.in. finansów, uważany był za nadzieję francuskiej lewicy. Uchodził za znakomitego eksperta od spraw gospodarczych i człowieka, którego jest w stanie zaakceptować polityczne centrum. Szykował się do startu w wyborach na prezydenta Francji w 2012 r., a sondaże pokazywały, że jest faworytem.
Musiał zrezygnować z tych planów, gdy w maju zeszłego roku został w Nowym Jorku zatrzymany pod zarzutem, że brutalnie zaatakował i próbował zgwałcić hotelową pokojówkę.
Do dziś nie wiadomo, co naprawdę wydarzyło się w pokoju hotelowym. Pochodząca z Gwinei pokojówka Nafissatou Diallo twierdzi, że polityk brutalnie zmusił ją do seksu oralnego. Strauss-Kahn przyznał, że owszem, doszło między nimi do kontaktu seksualnego, ale że był on dobrowolny.
Prokuratura uznała kobietę za mało wiarygodną i odstąpiła od ścigania Francuza. Odbędzie się jeszcze proces z powództwa cywilnego, który wytoczyła Diallo.
Pikanterii nowej aferze dodaje fakt, że jedna z orgii w aferze Carltona odbyła się podobno w Waszyngtonie na dzień przed 14 maja, gdy Strauss-Kahn miał zaatakować pokojówkę.
Na tym nie koniec afer obyczajowych z udziałem socjalistycznego polityka. Gdy na jaw wyszła sprawa z Nowego Jorku, francuska pisarka Tristane Banon zaczęła twierdzić, że przed laty próbował ją zgwałcić podczas wywiadu. Procesu w tej sprawie nie będzie, bo sprawa się przedawniła. Donoszono też, że Strauss-Kahn został pewnego wieczora w 2006 r. skontrolowany przez policję w Lasku Bulońskim, gdzie wieczorami kwitnie prostytucja.
Od wybuchu pierwszego skandalu u boku DSK stała twardo jego trzecia żona, znana dziennikarka telewizyjna Anne Sinclair. Płaciła ze swej rodzinnej fortuny za najlepszych adwokatów i za
luksusowy apartament w Nowym Jorku, gdzie Strauss-Kahn spędził kilka miesięcy w areszcie domowym.
W listopadzie francuskie media, m.in. dziennik "Le Figaro", zaczęły donosić, że Sinclair jednak nie wytrzymała i chce rozwieść się z DSK. Na razie do rozwodu nie doszło, a mediom, które o tym napisały, para groziła procesem. Strauss-Kahn cierpi podobno na depresję.