Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Kiedy wychudzonego przez głodówkę Kawalenkę, wprowadzono na salę rozpraw jego krewni zaczęli płakać. - Co zrobiliście z moim synem? Oni go zabiją! - krzyczała matka opozycjonisty.
Już będąc w klatce sądowej i otoczony milicjantami Kawalenka skorzystał z tego, że na sali rozpraw jeszcze nie było składu sędziowskiego i zaczął mówić. - Byłem karmiony przymusowo 20 dni. Grożono mi, że wybiją mi zęby, żeby łatwiej było przyjmować jedzenie. Robili mi jakieś zastrzyki - opowiadał.
Więzień przyznał, że w końcu udało mu się wymusić zaprzestanie przymusowego karmienia i od 15 dni nie przyjmuje pokarmów. Od 3 dni nie pije również wody. Bezpośrednio przed rozprawą sądową próbowano mu zrobić serię zastrzyków wzmacniających, ale kategorycznie ich odmówił i straż więzienna nie zaryzykowała użycia przemocy.
Według matki Kawalenki, władze dopuściły się prowokacji - do Internetu wrzucono film rzekomo nagrany w więzieniu, na którym widać jedzącego więźnia. Aby pokazać, że to nie on, Kawalenka rozebrał się do pasa. - Schudłem 25 kilo. Widzicie? Zrobiliście zdjęcia? Milicjanci to kłamcy -oświadczył.
Nie zważając na prośby krewnych i kolegów Kawalenka zapowiedział, że nie skończy głodówki. Żona Kawalenki przerażona jego wyglądem wezwała pogotowie. Początkowo sędzia nie zgadzała się na zbadanie więźnia, jednak ostatecznie ustąpiła. Lekarze zmierzyli Kawalence ciśnienie a następnie stwierdzili, że może stanąć przed sądem.
37-letni Kawalenka, członek Białoruskiego Frontu Narodowego, stał się sławny, gdy 7 stycznia 2010 r. w centrum Witebska zawiesił zakazaną przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę biało-czerwono-białą flagę na 40-metrowej choince. Zrobił to w biały dzień, kiedy na placu znajdowały się setki ludzi świętujących prawosławne Boże Narodzenie.
- Ta choinka to była duma lokalnych władz. Gubernator chwalił się, że w Witebsku na największym placu w kraju stoi też najwyższa choinka. Dlatego reakcja była brutalna - mówi Siarhiej Sierabro, dziennikarz z Witebska, który był świadkiem zdarzenia. Kawalenka został natychmiast zatrzymany przez milicjantów. Pobity trafił na komisariat. Oskarżono go o chuligaństwo.
Zdjęcia choinki z zakazaną flagą stały się hitem białoruskiego internetu. Władze odpowiedziały medialną nagonką - Kawalenkę nazywano bandytą i mutantem, który powinien siedzieć w zoo. W tym czasie Łukaszenka flirtował jednak z Zachodem, bo potrzebował kredytów i inwestycji w upadającą gospodarkę, więc głośny proces polityczny nie był mu na rękę.
Dlatego Kawalenkę władze wypuściły, a potem po cichu osądziły - za chuligaństwo dostał trzy lata więzienia w zawieszeniu. - Cały czas dążono jednak do tego, by wtrącić go za kratki. Pewnej nocy aż sześciokrotnie odwiedzali nas milicjanci, sprawdzając, czy mąż jest w domu. Szukali pretekstu do odwieszenia kary - mówi Alena Kawalenka.
W końcu władze uznały, że naruszeniem warunków jest m.in. spóźnienie się o minutę na komisariat, gdzie został wezwany, i pojawienie się na ulicy Witebska z biało-czerwono-białą flagą. Kawalenka został aresztowany 19 grudnia 2011 r. Natychmiast rozpoczął strajk głodowy.
Jego żona, powołując się na informacje strażników, mówi, że mniej więcej po 30 dniach zaczęto karmić Kawalenkę przymusowo przez wprowadzoną do żołądka sondę. Trwało to około 20 dni. Sam opozycjonista w liście przekazanym znajomym napisał, że przerwanie przymusowego karmienia wymógł groźbą rozpoczęcia suchego strajku głodowego, czyli odmowy przyjmowania płynów.
MSW zaprzecza. - Rzeczywiście Kawalenka nie przyjmuje teraz jedzenia, ale nikt go przymusowo nie karmił. Nie te czasy - oświadczył szef departamentu wykonywania wyroków Siarhiej Pracenka.
21 lutego ma się rozpocząć nowy proces opozycjonisty. Po "odwieszeniu" wyroku grozi mu łącznie do czterech i pół roku więzienia.
- Jeżeli Kawalenka umrze, to jego krew splami ręce białoruskich władz - stwierdził szef europarlamentu Martin Schulz, który domaga się natychmiastowego uwolnienia opozycjonisty.