Wniosek hanowerskich prokuratorów to znak, że czarne chmury, które od grudnia zeszłego roku zbierały się nad głową Christiana Wulffa właśnie przekroczyły masę krytyczną, a jego błyskotliwa polityczna kariera dobiega kresu. W ponad 60 letniej historii RFN nie zdarzyło się bowiem jeszcze, by śledczy domagali się pozbawienia urzędującego prezydenta immunitetu, by prowadzić przeciwko niemu śledztwo i ewentualnie postawić mu zarzuty. Nie można więc wykluczyć, że Wulff w piątek poda się do dymisji. Już teraz wielu cieszących się autorytetem Niemców publicznie wzywa go by złożył urząd, bo stracił moralny mandat do rządzenia.
Niemcy przez ostatnie dwa miesiące poznali zresztą drugą stronę Wullfa, wcześniej ulubieńca tabloidów i niemieckich matek, które uważały go za idealnego zięcia dla swoich córek. Tuż przed bożym Narodzeniem okazało się, że Wulff w czasach, gdy nie były prezydentem, a premierem Dolnej Saksonii okłamał landtag, twierdząc, że nie utrzymywał kontaktów z wpływowym lokalnym biznesmenem. Tabloid "Bild" ujawnił jednak, że było inaczej - przyszły prezydent pożyczył od biznesmena pół miliona euro na zakup domu. Wulff osobiście próbował nie dopuścić do publikacji obciążającego go materiału - na poczcie głosowej naczelnego "Bilda" nagrał pogróżki, że wypowie mu wojnę, jeśli puści tekst. Samo grożenie dziennikarzom przez prezydenta było skandalem, ale w sprawie Wulffa był to dopiero początek.
W następnych tygodniach przez media przewijały się nazwiska kolejnych biznesmenów, z którymi Wulff miał zbyt bliskie kontakty i którzy finasowali mu wakacje, czy załatwiali tańszy
samochód. Niemców sprawa szokowała, bo prezydent w ich kraju pełni funkcję najwyższego autorytetu. Wulff tak Niemców rozczarował, że stał się bohaterem złośliwych dowcipów i karykatur.
- Za rok będzie po sprawie. Wszyscy o tym zapomną - twierdził w styczniu prezydent. Ale prokuratorzy zadali kłam jego słowom. Ich zdaniem Wulff podejrzany była przyjaźń Wulffa z pewnym znanym producentem filmowym. Biznesmen często gościł Wulffa i jego żonę, a kierowany przez Wulffa rząd Dolnej Saksonii udzielił jego firmie milionowych
gwarancji bankowych. Według śledczych Wulff mógł dopuścić się płatnej protekcji i osiągania niedozwolonych korzyści.
Teraz wnioskiem zajmie się komisja regulaminowa Bundestagu, która może wnioskować o jego przyjęcie lub nie. Potem sprawą zajmie się cała izba. Nie wiadomo jak w sprawie zachowa się Wulff - ale skoro zapewniał, że nie ma nic do ukrycia, to zapewne poprosi posłów, by dali śledztwu zielone światło. Trudno zresztą wyobrazić sobie, by parlamentarzyści, zmęczeni i zniesmaczeni ciągnącym się skandalem, postąpili inaczej.